Korespondencja z Ankary
Kiedy w nocy z wtorku na środę przywódcy krajów paktu kończyli kolację wydaną przez prezydenta Turcji Recepa Erdogana, Donald Trump rozkazał amerykańskim wojskom uderzyć na Iran. To miała być odpowiedź na atak przez Irańczyków kilka godzin wcześniej trzech tankowców przechodzących przez Cieśninę Ormuz. Trudno o wyraźniejszy sygnał różnic między Ameryką i europejskimi sojusznikami, którzy od początku uważają konflikt na Bliskim Wschodzie za nieprzemyślany i niepotrzebny. Amerykańskie bombardowania to jeszcze nie powrót do prawdziwej wojny z reżimem ajatollahów. Ale gdyby do tego doszło, to Trump postawiłby ostrzej sprawę lojalności i wsparcia dla wojny, którą wywołał wraz z państwem spoza NATO, czyli Izraelem.
– To są chorzy ludzie. Jak dla mnie negocjacje z nimi są skończone, to strata czasu – powiedział w środę Donald Trump, choć zaznaczył, że amerykańscy negocjatorzy „jeśli chcą”, mogą dalej prowadzić rozmowy.
Rynki zareagowały gwałtowną zwyżką cen ropy. Znów odrodziła się koszmarna dla Białego Domu wizja kryzysu energetycznego u progu wyborów do Kongresu w listopadzie i utraty przez republikanów większości. To zaś jeszcze bardziej kładzie się cieniem na stosunku prezydenta USA do Sojuszu Atlantyckiego.
Czytaj więcej
Turcja ma przejąć więcej odpowiedzialności w NATO za bezpieczeństwo Europy. Donald Trump pojechał na szczyt sojuszu w Ankarze, bo ceni sobie lojaln...
– Nie jestem zadowolony z NATO z powodu tego, co zrobili z Grenlandią oraz tego, że nas zostawili w walce z największym sponsorem terroryzmu – oświadczył Trump.
Wchodząc w swoją tradycyjną już rolę, sekretarz generalny paktu Mark Rutte uciekł do pochlebstw, aby powstrzymać otwarty kryzys na szczycie NATO. Uznał, że Ameryka ma rację, odpowiadając na atak Iranu, a Sojusz powinien zaangażować się w obronę Grenlandii. Zapewnił też, że Trump „jest absolutnie przywiązany do jedności Sojuszu Atlantyckiego”. Ta próba pudrowania pogłębiającego się konfliktu przez Atlantyk znalazła też odzwierciedlenie w komunikacie końcowym spotkania, w szczególności w deklaracji potwierdzającej zapisy art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego. Państwa europejskie, na pierwszym miejscu te z naszego regionu, dbały o to, by znalazły się w niej słowa o trwałym (ściślej długoterminowym) zagrożeniu dla bezpieczeństwa sojuszu ze strony Rosji. Takie jak padły w krótkiej deklaracji poprzedniego szczytu w Hadze w 2025 r. Kraje sojuszu zobowiązały się także do wsparcia w tym i przyszłym roku Ukrainy kwotą po 70 mld dol.
Donald Trump: Hiszpanie to źli ludzie
Szczyt odbywał się w ekspresowym tempie, a deklaracja – to staje się tradycją w drugiej kadencji Trumpa – była kilka razy krótsza, niż bywała jeszcze przed kilkoma laty. Trump sugerował, że może w ogóle nie przyjechałby na szczyt NATO, gdyby nie odbywał się w Turcji, której przywódcę Recepa Erdogana lubi i szanuje. Jak twierdzi Bloomberg, w Ankarze zaczęto rozważać, czy nie zrezygnować z corocznych szczytów NATO, byle nie dawać Trumpowi kolejnych okazji do rozbijania resztek jedności Sojuszu.
Czytaj więcej
Licytacja rządu i opozycji, kto mniej pomaga Kijowowi, de facto wyklucza udział naszego kraju w rokowaniach o warunkach zakończenia wojny na Wschod...
Ale w Ankarze głos Ruttego był coraz bardziej izolowany, a próby ugłaskania prezydenta USA – mało skuteczne. Trump nie tylko zagroził, że może „wycofać wszystkie wojska amerykańskie z Europy”, ale także zaczął atakować z nazwy wybrane kraje NATO. Najtwardszej odpowiedzi doczekał się od premier Danii Mette Frederiksen, która przyznała, że „stanowisko USA w sprawie Grenlandii jest niestety bardzo jasne”. Ale też ostrzegła, że Sojusz Atlantycki „będzie bronił każdego cala swojego terytorium, łącznie z Grenlandią”. Spór zaczął więc ewoluować ku zupełnie przerażającemu scenariuszowi, w którym NATO broni się przed… swoim najważniejszym krajem członkowskim.
Ale dostało się też Hiszpanii, w szczególności za odmowę przez premiera Pedra Sancheza wykorzystania amerykańskich baz na terenie królestwa do interwencji przeciw Iranowi. – Hiszpanie to beznadziejni, źli ludzie – powiedział Trump. Zapowiedział też zerwanie relacji handlowych, „łącznie z wizytami”. Co to w praktyce oznacza, nie wiadomo.
Polska wystąpiła „jako modelowy sojusznik” – powiedział szef MSZ Radosław Sikorski. Podczas krótkich wystąpień medialnych w środę rano przywódcy z naszego regionu raczej nie wdawali się zresztą w komentowanie wypowiedzi Trumpa. Ci, których kraje wydają więcej na obronę, chwalili się, że już przekroczyły one 5 proc. PKB, co dla wszystkich sojuszników jest wyznaczonym celem do 2035 r. To są najnowsze prognozy z tych państw, w tym Polski, Litwy czy Estonii, bo z ostatnich oficjalnych danych sojuszu, jeszcze za 2025 r., wynika, że żadne państwo członkowskie jednak tego progu nie przekroczyło. W nich na pierwszym miejscu jest Polska (4,48 proc.), przed Litwą (4 proc.). Najwięcej krytyki w Ankarze nasłuchały się te z drugiego końca listy, jak Hiszpania.
Wobec narastającego kryzysu w relacjach transatlantyckich europejscy alianci i Kanada przyspieszają plan ograniczenia zależności od USA. I to już bardzo konkretnie. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer ogłosił wart 50 mld dol. projekt budowy w ciągu 10 lat precyzyjnych pocisków dalekiego zasięgu z udziałem m.in. Niemiec i Francji. Niezależnie od tego tylko we wtorek na marginesie szczytu inni niż Ameryka sojusznicy zawarli umowy na zakup uzbrojenia wart kolejnych 50 mld dol. Połowa z tych kontraktów dotyczy obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej. Tu także chodzi o uzupełnienie luk w uzbrojeniu pozostawionych po USA. Jednym z przykładów jest zakup u szwedzkiego SAAB-a 10 samolotów wczesnego ostrzegania GlobalEye za przeszło 4 mld dol. m.in. przez Niemcy i Holandię. Wcześniej Kanadyjczycy nabyli ich 6, a Francuzi – 2.
Czytaj więcej
NATO rozważa przełożenie przyszłorocznego szczytu w Albanii, aby uniknąć kolejnych spięć z Donaldem Trumpem i nie nagłaśniać niskich wydatków gospo...
Z kolei 7 państw, w tym Polska, Wielka Brytania czy Francja zdecydowało się na nabycie 10 ogromnych samolotów transportowych A400M produkowanych w zakładach Airbusa, przede wszystkim w Hiszpanii. Szczególnie ciekawy jest kontrakt na zakup przez Kanadę 12 okrętów podwodnych od niemieckiego koncernu TKMS: sygnał, jak bardzo Ottawa chce ograniczyć zależność od potężnego sąsiada z południa. Ale jednocześnie niemiecki potentat Rheinmetall zawarł z amerykańskim Lockheed Martin umowę na wspólną produkcję pocisków krótkiego zasięgu ATACMS. Jak powiedział szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, Polska weszła także w skład konsorcjum obejmującego USA, Niemcy, Holandię czy Szwecję, którego celem jest budowa centrum serwisowania rakiet PAC-3 do systemów Patriot.
Czy Ameryka przyjedzie na odsiecz?
Z badań przeprowadzonych kilka tygodni przed szczytem wynika, że większość Europejczyków nie wierzy już, żeby Ameryka przyszła z pomocą, gdyby ich kraje zostały zaatakowane. Czyli w wypadku krajów należących do sojuszu panuje przekonanie, że po niepokojących wypowiedziach i działaniach drugiej administracji Trumpa – USA nie wypełniłyby zobowiązania wynikającego z art. 5 traktatu NATO. Z drugiej strony nie ma żadnego realnego pomysłu na nową silną organizację bezpieczeństwa, na takie NATO bez USA. Czyli ze współpracy z Ameryką trzeba pozostawić w dzisiejszym NATO, ile się tylko da. I przeczekać resztę kadencji Donalda Trumpa, bo po niej stosunki między sojusznikami z obu stron Atlantyku powinny się poprawić.
W sprawie Rosji i Ukrainy decydującą rolę w europejskiej części NATO nieco samozwańczo odgrywa grupa E3 (Wielka Brytania, Francja i Niemcy). Nie ma w niej reprezentanta flanki wschodniej. W Ankarze odbyło się spotkanie szefów dyplomacji w odgrzanym, szerszym formacie E5+, w którym brał udział Radosław Sikorski. Format testowany wcześniej bez plusa – to poza tą trójką prymusów Polska i Włochy. A plusem byli szef tureckiego MSZ i szefowa unijnej dyplomacji. Sikorski mówił na spotkaniu o konieczności wspierania Ukrainy i procesu pokojowego w Ukrainie.
- Musimy jednak być również przygotowani na rosyjskie prowokacje - mówił.
Czytaj więcej
Oczekiwania Ukraińców wobec szczytu NATO w Ankarze nie są duże. Mają złe doświadczenia z poprzednimi szczytami. Obietnica członkostwa w Sojuszu dla...
Ze szczytu w Ankarze niewątpliwie wzmocniona wychodzi Turcja. Ale czy w amerykańskiej wizji też jest Europą i również ma przejmować większą odpowiedzialność? – Bez wątpienia Turcja to jeden z europejskich sojuszników, mimo że nie należy do Unii Europejskiej. I tak się sama w NATO pozycjonuje. Turcja chce się widzieć jako jeden z europejskich filarów sojuszu i inni tak ją chcą widzieć. Choć są pewne tarcia, bo Ankara nie może brać udziału w takich europejskich inicjatywach jak SAFE – mówi „Rzeczpospolitej” Özgür Ünlühisarcikli, szef ankarskiego oddziału amerykańskiego think tanku German Marshall Fund. Jeszcze kilka tygodni temu nie było pewne, czy prezydent Stanów Zjednoczonych, najważniejszego kraju sojuszu, osobiście pojawi się na szczycie. Ważny natowski dyplomata cytowany anonimowo przez Politico powiedział, że „mógłby wymienić wiele krajów europejskich”, które gdyby były organizatorami tegorocznego szczytu, to Donald Trump by się na nim nie pojawił. Ale ponieważ to szczyt Erdogana, to przyjeżdża. Sam Trump potwierdził to ostatecznie pod koniec czerwca, gdy w Białym Domu odwiedzał go sekretarz generalny sojuszu Mark Rutte. Mówił, że zrobi to „z szacunku” dla gospodarza.
Zachwalał Turcję jako „mocnego” członka NATO (czyli z dużą armią), a Rutte dodał, że kraj ten ma silny przemysł zbrojeniowy. Trump zapowiedział również, że prawdopodobnie zrobi Erdoganowi prezent, który go uszczęśliwi. Przyjęto to jako zapowiedź nowoczesnych wielozadaniowych myśliwców F-35, co budzi wątpliwości w samej Ameryce, oraz ostry sprzeciw innego sojusznika – Izraela. We wtorek podczas spotkania amerykańskiego prezydenta z Erdoganem potwierdziło się, że chodzi o taki właśnie prezent.
Czytaj więcej
Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesław Kukuła potwierdził, że Polska planuje w najbliższych latach pozyskać nowe myśliwce piątej gen...
Precyzyjniej na razie Trump zapowiedział zniesienie sankcji nałożonych na Turcję za zakup rosyjskiego systemu obrony przeciwpowietrznej S-400. Skutkiem sankcji było wykluczenie Ankary przed siedmiu laty z programu konstruowania i produkcji samolotów piątej generacji. Czy teraz Turcy do niego wrócą?
– Trump nie odpowiedział jednoznacznie, zapewne dlatego, że może być z tym problem prawny oraz polityczny – w amerykańskim Kongresie. Trump szybko przeszedł do wychwalania Turcji jako partnera „znacznie bardziej lojalnego niż wielu innych”. Pierwszego dnia szczytu NATO Trump przyznał, że faktycznie mógłby się na nim osobiście nie pojawić, gdyby gospodarzem nie byli Turcy.