Kieruję polskimi bankami od prawie dwóch dekad. I z tej perspektywy obserwuję fakt, który trudno przemilczeć: Dyrektywa Rady 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich – uchwalona 5 kwietnia 1993 r., czyli w gospodarczej rzeczywistości, która dawno przeminęła – coraz częściej staje się zarzewiem poważnych napięć w całym systemie. Owszem, słusznie chroni konsumenta przed postanowieniami rażąco nieuczciwymi. Ale w kształcie, jaki ma dzisiaj, pomija coś istotnego: szerszy interes publiczny, czyli stabilność systemu finansowego jako całości. Po ponad 30 latach obowiązywania postanowień Dyrektywy, dojrzeliśmy do rewizji. Takiej, która jasno postawi granicę nadmiernej ochronie jednostek tam, gdzie zaczyna ona zagrażać wszystkim, a w szczególności bezpieczeństwu depozytów, kredytów i gospodarki..

Stabilność systemu finansowego nie jest przeciwko ochronie konsumenta

Zacznijmy od kredytów walutowych. Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE w polskich sprawach pokazało, dokąd prowadzi jednostronne czytanie dyrektywy. Sądy unieważniają całe umowy albo wycinają z nich klauzule indeksacyjne – i robią to bez sensownego mechanizmu rozliczeń. Efekt? Blisko 100 miliardów rezerw utworzonych przez banki. To nie jest akademicki spór o przecinki. To realne uderzenie w kapitał, w płynność, w zdolność sektora do udzielania kredytów. Stabilność finansowa jest dobrem publicznym wyższego rzędu, chronionym zarówno w prawie unijnym (choćby przez mechanizmy makroostrożnościowe), jak i w krajowym. Skoro w Dyrektywie 93/13 brakuje wyraźnego wyjątku, dochodzimy do paradoksu: interes jednego konsumenta przeważa nad interesem zbiorowym milionów oszczędzających i kredytobiorców. Dlatego rewizja powinna wprowadzić zasadę proporcjonalności. Ochrona konsumenta nie może destabilizować instytucji finansowych, bo gdy taka instytucja upada, rachunek i tak płaci konsument.

Jest jeszcze kwestia wieku samej dyrektywy. Powstała w latach dziewięćdziesiątych, kiedy rynek finansowy wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Dziś kredyty hipoteczne, produkty inwestycyjne, produkty kredytowe – to wszystko wymaga w umowach pewnej elastyczności, która pozwala bankom zarządzać ryzykiem systemowym: walutowym, stopy procentowej, kredytowym. Tymczasem ochrona konsumencka rozdmuchana ponad miarę, czytana retrospektywnie i w oderwaniu od warunków makroekonomicznych, dusi innowacje i podbija koszt kredytu – dla wszystkich. Gdyby do dyrektywy wpisać klauzulę „bezpieczeństwa systemu finansowego", sądy i regulatorzy mogliby brać pod uwagę systemowe skutki swoich decyzji. Na przykład sięgać po restrukturyzację umów zamiast unieważniać je hurtowo. Taka poprawka w niczym nie osłabia ochrony przed praktykami ewidentnie nieuczciwymi. Odbiera za to możliwość nadużywania dyrektywy w sposób, który zagraża stabilności całego systemu.

Rewizja dyrektywy to trwała ochrona konsumenta

I trzecia rzecz. Polska oraz inne państwa Europy Środkowej stały się czymś w rodzaju laboratorium, w którym dobrze widać, gdzie kończy się obecny model. Komisja Europejska dąży do wysokiego poziomu ochrony konsumenta – i dobrze. Ale powinna jednocześnie umacniać stabilność finansową, bo to fundament jednolitego rynku. Proponowana rewizja Dyrektywy 93/13 mogłaby objąć między innymi: obowiązkową ocenę skutków systemowych w sprawach kluczowych, możliwość czasowego zawieszenia skutków orzeczeń, które zagrażają stabilności, zakaz ich retrospektywnego stosowania do umów dawno rozliczonych, a także ściślejszą harmonizację z regulacjami makroostrożnościowymi (CRR, CRD, BRRD). Tylko dzięki takiemu podejściu ochrona konsumenta będzie naprawdę trwała i wiarygodna – a nie wywalczona kosztem bezpieczeństwa całej bankowości.

Na koniec jedno zastrzeżenie. Rewizja Dyrektywy 93/13 to nie atak na konsumentów. To akt odpowiedzialności za przyszłość finansów Unii. My – bankowcy, regulatorzy i politycy odpowiedzialni za tworzenie prawa – musimy znaleźć nowy punkt równowagi. Taki, w którym prawa konsumenta są szanowane, ale nie kosztem stabilności, bez której tych praw i tak nie da się zrealizować. Pora działać. Na poziomie unijnym.