Minister zdrowia pytana o projekt wprowadzenia maksymalnej stawki godzinowej dla medyków pracujących na kontraktach, podkreśliła, że kwota 240 zł za godzinę nie jest przypadkowa. – To uczciwie wyliczona kwota. I taka jest nasza propozycja. Ale oczywiście będziemy rozmawiać ze środowiskiem – powiedziała w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.
Jak wyjaśniła, według danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji lekarz zatrudniony na etacie zarabia średnio 23 tys. zł brutto miesięcznie. Proponowany limit dla kontraktów miałby odpowiadać wynagrodzeniu rzędu ok. 40 tys. zł brutto miesięcznie przy pełnym wymiarze pracy.
Sobierańska-Grenda zaznaczyła, że po ogłoszeniu propozycji otrzymała sygnały od lekarzy pracujących za niższe stawki. Jednocześnie przyznała, że dyrektorzy szpitali obawiają się, iż część medyków będzie domagała się maksymalnego wynagrodzenia.
Minister argumentuje, że impulsem do przygotowania zmian były informacje o wielomilionowych zarobkach części lekarzy oraz przypadkach kontraktów opiewających nawet na dziesiątki tysięcy złotych za godzinę. – To jest sytuacja, która wymaga reakcji. Na to nie ma zgody – podkreśliła.
Resort zapowiada zwiększenie transparentności wynagrodzeń. Po wejściu w życie nowych przepisów ujawniane mają być warunki kontraktów medyków współpracujących ze szpitalami. Zmiany mają uzupełnić obowiązujący od 1 lipca rejestr umów dla podmiotów sektora finansów publicznych. Według minister pozwoli to ograniczyć zjawisko nadmiernie wysokich wynagrodzeń finansowanych z pieniędzy publicznych.
Czytaj więcej
- Trzy średnie krajowe dla lekarza specjalisty to jest postulat, który pozwoliłby zachęcić lekarzy do przejścia z kontraktów, które nie są optymaln...
„Walizkowi lekarze” pod lupą Ministerstwa Zdrowia
Jednym z celów reformy ma być także ograniczenie zjawiska lekarzy pracujących jednocześnie w wielu placówkach. Sobierańska-Grenda przekonuje, że lekarz powinien być związany z jednym szpitalem przynajmniej na pół etatu, natomiast dodatkowa praca w innych miejscach będzie możliwa za zgodą podstawowego pracodawcy. – Chcemy ukrócić zjawisko „walizkowych lekarzy” – powiedziała.
Resort planuje również wprowadzenie limitów czasu pracy. Jak zaznaczyła, zdarzają się przypadki wykonywania zawodu przez ponad 300 godzin miesięcznie. Jednocześnie zapewniła, że projekt nie wyeliminuje konsultantów pracujących w innych szpitalach przez kilka godzin tygodniowo.
Projekt wprowadzenia maksymalnych indywidualnych stawek wymaga zmian ustawowych, a więc także podpisu prezydenta. Wcześniej mogą wejść w życie limity dotyczące udziału wynagrodzeń w budżetach szpitali. Do końca sierpnia Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ma przygotować rekomendacje dla poszczególnych typów placówek. Resort zapowiada także okres przejściowy dla już obowiązujących kontraktów. Obecnie, jak wskazała minister, średnio 81,3 proc. środków otrzymywanych przez szpitale z NFZ przeznaczanych jest na wynagrodzenia.
Czytaj więcej
Spór polega na tym, że od dziewięciu miesięcy nie ma innych rozwiązań niż te, które usłyszeliśmy wczoraj - mówił w TVN24 prezes Kolegium Lekarzy Ro...
NFZ nadal z 14-miliardową luką
Sobierańska-Grenda przyznała, że sytuacja finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia pozostaje bardzo trudna. – W tym roku brakuje nam jeszcze 14 mld zł – powiedziała.
Jak przypomniała, podobna luka występowała już rok wcześniej. Zwróciła jednak uwagę, że w 2026 r. do NFZ trafiło już ponad 33 mld zł z budżetu państwa ponad wpływy ze składki zdrowotnej, a w ubiegłym tygodniu fundusz otrzymał kolejne 2 mld zł. Zapewniła, że celem reform nie jest przede wszystkim oszczędzanie pieniędzy. – Nasz ruch nie jest ruchem oszczędnościowym, tylko ruchem projakościowym, który długofalowo ma poprawić jakość opieki i jej dostępność dla pacjentów – podkreśliła.
E-kolejka ma skrócić czas oczekiwania pacjentów
Szefowa resortu odniosła się również do planowanej Centralnej e-Kolejki. Według niej nowy system ma przede wszystkim pokazywać pacjentom rzeczywiste terminy leczenia i umożliwiać wybór placówki z najkrótszym czasem oczekiwania w obrębie województwa. Podkreśliła, że system nie będzie automatycznie kierował pacjentów do odległych szpitali ani zastępował decyzji lekarzy dotyczących organizacji leczenia. Jego zadaniem ma być zwiększenie przejrzystości i lepsze wykorzystanie dostępnych miejsc.
Zapytana o spekulacje dotyczące swojej dymisji oraz zmian w kierownictwie NFZ, Sobierańska-Grenda odparła, że od początku traktowała swoją misję jako czasową. – Mój kontrakt w Ministerstwie Zdrowia jest czasowy. Zawsze. I jest to umowa, którą mamy z premierem. Jeżeli uznamy, że ta misja się kończy, to się po prostu skończy – powiedziała.
Dodała jednocześnie, że sama zmiana kierownictwa NFZ nie rozwiąże problemów finansowych systemu ochrony zdrowia. Jej zdaniem jednym z największych wyzwań pozostaje niedobór kontrolerów w Funduszu – obecnie wakatów w tym pionie ma być około 80.