Rydlewski zwraca uwagę, że samo pojęcie „kultury antynatalnej" jest dla antropologa kłopotliwe – kultura z definicji zakłada przekaz, a tu mielibyśmy wspólnotę rezygnującą z kontynuacji. Żadna wcześniejsza kultura, zauważa, nie odmawiała sobie potomstwa; dzieci były czymś oczywistym, poza refleksją. Za tą zmianą kryje się, jego zdaniem, założenie, że „dziś jest gorzej, niż było" – choć obiektywnie Europa żyje w czasach najlepszych od dekad. W deklaracji, że lepiej dzieci nie sprowadzać na świat, dostrzega możliwą formę ukrytego narcyzmu: gest pokazania własnej moralności „na najwyższych piętrach".
Czytaj więcej
Na mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku gra kilku piłkarzy, których historia zaczęła się w obozach dla uchodźców. W tamtych miejscach futbol jest uci...
Inny człowiek jako zagrożenie
Chibner proponuje prostsze wyjaśnienie – niechęć do ponoszenia kosztów rodzicielstwa. Rydlewski osadza to w szerszej diagnozie: kultura ponowoczesna, definiowana przez hiperindywidualizm przeradzający się w narcyzm, traktuje drugiego człowieka jako zagrożenie – kogoś, kto „zabierze" czas, emocje, pieniądze. Myślimy w ramach relacji towarowej, a do tego dochodzi jeszcze potrzeba kontroli – zaprojektowania dziecka czy partnera tak, aby spełniał wszystkie nasze oczekiwania. Kiedy to się nie udaje – jesteśmy rozczarowani.
Czytaj więcej
Większość polskich polityków nigdy nie poczuła prawdziwej ekscytacji, którą daje radość ze zmieniania świata na lepsze. Mając wszelkie narzędzia w...
„Coraz bardziej dzieciofobiczne społeczeństwo"
Za rozpadem sąsiedzkich i wielopokoleniowych wspólnot, które kiedyś dzieliły z rodzicami ciężar opieki nad dziećmi, idzie – zdaniem Rydlewskiego – rosnąca „dzieciofobia". Krzyk bawiących się dzieci, dawniej naturalny element osiedla, dziś bywa odbierany jako naruszenie komfortu i prywatności. Państwo zaś, jego zdaniem, traktuje dzieci jak zasób – „róbcie dzieci, bo emerytury, bo armia, bo migracja" – nie pytając o miłość rodziców. A dziecko poczęte „dla obronności" może okazać się dzieckiem niekochanym.
Czytaj więcej
Obok manosfery wyrasta „różowy radykalizm” – skrajne środowiska kobiece. Mniej groźne od manosfery, za to bardziej masowe. Czas przeciwstawić się n...
Koniec miłości?
Pod tymi wszystkimi czynnikami Rydlewski przeczuwa istnienie głębszego fundamentu problemu. Dziecko, mówi, bierze się z miłości – a być może to z miłością mamy dziś problem. Przywołuje Houellebecqa i świat „po końcu miłości": trudniej nam kochać drugiego człowieka niż siebie. Zamiast budować „społeczeństwo nienawiści", proponuje namysł nad kulturą miłości, bez której „nic się nie uda". Puentę stawia Chibner: rzeczywistość bywa szczęśliwsza niż internetowe kłótnie – wystarczy dostrzec wokół te rodziny, które istnieją i cieszą się zwykłym rodzinnym życiem.