Zacznijmy od tego, że historia o Szpitalu Południowym w Warszawie ma w sobie wszystko, by stać się politycznym gamechangerem. Jest tu bowiem wątek budzący gniew: młody lekarz pracę i pozycję zawdzięcza politycznym koneksjom i dużemu sprytowi. Zarabia ponad półtora miliona złotych, ale ta ogromna suma nie przekłada się na lepsze funkcjonowanie koordynowanych przez niego oddziałów. Zwykli pacjenci jak czekali, tak w kolejkach czekają. Za to ludzie partyjnej nomenklatury mogą liczyć na specjalne traktowanie.