Gdy nastroje między Polską a Ukrainą niebezpiecznie zbliżają się do całkowitego zerwania – niekoniecznie formalnie – jakichkolwiek relacji, wchodzi on, cały na biało, z sensacyjną opowieścią o storpedowanych przez naród planach zbrojnej napaści na Ukrainę między naszymi państwami, z bajką o Polsce, która w sojuszu z Putinem planowała zbrojną napaść na Ukrainę, żeby jej wyrwać kawałek terytorium. Historia ta brzmi tak samo prawdopodobnie jak opowieść Nawrockiego o wysmarowanych trucizną dłoniach, które go chciały otruć, ale on się nie dał i cudem z martwych powstał. Niestety, tak jak w przypadku bajki Nawrockiego, tak i teraz, polityczne sympatie do autora opowieści skutecznie powstrzymują przed obśmianiem ewidentnej bzdury. Ryzyko, że opowieść Giertycha się przyjmie, jest tym większe, że jego wpis podał dalej sam Radosław Sikorski, przebywający akurat na szczycie NATO, gdzie może przecież zostać zapytany o jego stanowisko wobec wpisu Giertycha, które uznał za wystarczająco ważne, aby je podeprzeć autorytetem ministra spraw zagranicznych i puścić dalej w świat. Nie mam wątpliwości, służby dyplomatyczne nie tylko Ukrainy, ale też innych państw uważnie śledzą wypowiedzi Sikorskiego, nie tylko te z oficjalnych wystąpień, więc i to oskarżenie własnego kraju o planowanie wojny napastniczej w sojuszu z Putinem na pewno zauważą. I raczej nie przyjmą tłumaczenia, że to tylko Twitter i narracja na użytek wewnętrznej politycznej bieżączki.