Z czego wynika zmiana lidera Revoluta w Europie? To otwarcie na nowe możliwości czy sygnał, że dotychczasowy model wzrostu dostał zadyszki?

Model wzrostu Revoluta ma się świetnie. W ujęciu globalnym liczba klientów wciąż rośnie bardzo dynamicznie, o około milion osób co 17 dni, więc nie ma mowy o żadnym wyczerpywaniu się modelu. Revolut w Europie działa już od niemal dekady, więc objęcie przeze mnie funkcji prezesa to naturalna zmiana warty. To także wyraz postępującej dojrzałości instytucji, która obecnie jest już największym bankiem detalicznym w Europie pod względem liczby klientów.

Pana doświadczenie jako bankowca z krwi i kości przyda się fintechowi?

Revolut już dawno nie jest fintechem, od 2018 r. jest bankiem, który zresztą bezpośrednio podlega nadzorowi Europejskiego Banku Centralnego, czyli jednemu z najbardziej wymagających nadzorów na świecie. Mam nadzieję, że moje doświadczenie w samej bankowości i budowaniu banków cyfrowych, w czym specjalizowałem się podczas pracy w Chase w grupie JP Morgan, w mBanku czy w grupie Commerzbanku, będzie dla Revoluta przydatne.

Skoro Revolut pozycjonuje się jako pełnoprawny bank, czy będzie ubiegać się o licencję bankową w Polsce?

Nie, będziemy działać w oparciu o licencję europejską, ale tak jak w wielu innych krajach w Europie również w Polsce mamy plan otwarcia oddziału.

Czym taki oddział będzie różnić od obecnej formuły działania?

Staniemy się częścią polskiego sektora bankowego, umożliwi to nam w wielu praktycznych aspektach działać w sposób analogiczny do banków lokalnych. Zyskamy np. pełną i bezpośrednią możliwość udziału we wszystkich systemach płatniczych, częściowo będziemy podlegać pod nadzór KNF. Jesteśmy w trakcie nawiązywania współpracy ze Związkiem Banków Polskich i mamy nadzieję, że wkrótce ją sfinalizujemy. Revolut jest w tej chwili w top 5 największych banków w Polsce pod względem liczby klientów, mamy ich już ponad 5 mln, na koniec roku celujemy w 6 mln. A skoro tak, to polski rynek traktujemy z należytą powagą.

Czytaj więcej

Polak stanął na czele europejskiego banku Revoluta. W Polsce widzi wielki potencjał

Jaki jest potencjał dalszego wzrostu Revoluta? Może jednak efekt nowości, zachwytu wśród młodych „fajną” aplikacją na wakacje, już minął?

Potencjał jest wciąż ogromny, powiedziałbym, że Revolut tak naprawdę jest na początku swojej podróży. Może to się wydawać dosyć paradoksalne, gdy mówimy o piątym banku w Polsce. Ale proszę spojrzeć: na rynku irlandzkim penetracja rynku wśród populacji dorosłych sięga 70-80 proc. Może nie każdy kraj dla Revoluta musi być drugą Irlandią, ale jeśli chodzi o liczbę klientów, to sufit w Polsce jeszcze daleko przed nami. Jest też dużo miejsca na to, by klienci szerzej korzystali z różnych produktów: inwestycyjnych, oszczędnościowych czy kredytowych. Otwieramy się też na nowe kategorie, jak klienci biznesowi i mali przedsiębiorcy. Dane mówią wprost: Revolut jest bankiem, gdzie liczba klientów deklarujących nas jako swój główny bank, przyrasta najszybciej spośród 10 największych polskich banków.

Dla ilu klientów Revolut jest obecnie głównym bankiem?

Nie podajemy dokładnych liczb.

Może chociaż udział procentowy? To ważne, bo banki obecnie biją się najbardziej właśnie o takich klientów.

Mogę jedynie powiedzieć, że pod względem liczby klientów z główną relacją plasujemy się w top 10 banków w Polsce, co jest naprawdę bardzo dużym sukcesem.

Jeśli „sufit jest daleko”, to jakie macie ambicje jeśli chodzi o liczbą klientów ogółem?

Nie są to twarde cele, ale wydaje się, że w perspektywie długoterminowej jest w Polsce spokojnie miejsce na 10-15 mln klientów Revoluta.

Czyli chcecie dogonić lub nawet przegonić obecnego lidera – PKO BP?

Jeśli to będzie oznaczało, że przegonimy PKO BP – wspaniale, ale nie chodzi o samo porównywanie się, prężenie muskułów. Chodzi o to, że klienci nas cenią i to jest nasza mocna waluta, którą będziemy pomnażać. Jesteśmy numerem jeden w Polsce, jeśli chodzi o wskaźnik NPS, który mierzy skłonność klientów do rekomendowania usług znajomym. To jest DNA Revoluta: świetny produkt, z którego klienci są zadowoleni, a cała reszta przyjdzie za tym.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Największe banki w Polsce 2026. Kto umacnia swoją pozycję, a kto ją traci

Pro

Jak sięgnąć po owe 10-15 mln klientów? Co nowego jesteście w stanie zaoferować?

Po pierwsze, to, co oferujemy dzisiaj, działa świetnie, nie musimy wymyślać się na nowo i wyciągać królika z kapelusza. Po drugie, fundamentalną przewagą Revoluta jest zdolność do intensywnego rozwijania i szybkiego wdrażania nowych produktów na wielu rynkach jednocześnie. W tempie w zasadzie nieosiągalnym dla banków lokalnych, które są ograniczone wielkością swojego rodzimego rynku lub operują na zaledwie kilku sąsiadujących obszarach. Możemy to robić, ponieważ w samej Europie operujemy na bazie liczącej kilkadziesiąt milionów klientów w 30 krajach. Nie chciałbym na tym etapie ujawniać szczegółów, ale mogę obiecać, że dalej będziemy pozytywnie zaskakiwać naszych klientów innowacyjnymi rozwiązaniami. Co więcej, istotna część globalnych innowacji Revoluta powstaje bezpośrednio w Polsce, gdzie zatrudniamy obecnie około 1300 pracowników i planujemy powiększyć zespół o kolejne 300. Są to m.in. inżynierowie oprogramowania i deweloperzy, którzy tworzą architekturę produktową dla całego świata.

Ale konkurencja nie śpi. Wydaje się, że każde rozwiązanie, każda nowość, może szybko znaleźć się w ofercie innych banków.

Konkurencja uszlachetnia i inspiruje – my również uważnie obserwujemy rynek. Jednocześnie Revolut działa dziś trochę w swojej własnej kategorii. Nasza międzynarodowa skala to nie tylko większy zasięg, ale także jakościowa przewaga, o której mówiłem wcześniej. Do tego dochodzi nasza koncentracja na wnioskowaniu z twardych, wewnętrznych danych – a tych analizujemy i zbieramy mnóstwo – oraz unikatowa struktura kosztów. Działamy na kilkudziesięciu rynkach, ale nie musimy wszędzie zatrudniać tysięcy pracowników. W efekcie nasze koszty operacyjne w przeliczeniu na jednego klienta są radykalnie niższe niż w bankach skupionych na jednym rynku.

Czytaj więcej

Fintech, który wyrasta na globalny bank. Revolut z rekordem i wielkimi planami

Jakie korzyści z tego odnoszą klienci?

Dzięki efektywności kosztowej jesteśmy w stanie zaoferować klientowi strukturalnie lepsze ceny, a wypracowaną nadwyżkę natychmiast reinwestować w szybszy niż u konkurencji rozwój produktów. Klienci korzystają podwójnie: mają doskonałe, innowacyjne usługi w niższej cenie.

Kto dziś kogo goni na rynku? Czy to banki tradycyjne próbują nadgonić dystans do fintechów, czy może to wy gonicie tradycyjnych graczy, wchodząc głęboko w ich buty?

Już od dawna nie myślimy o sobie w kategoriach fintechu. Jesteśmy pełnoprawnym bankiem. I skoro jesteśmy najwięksi w Europie, również pod względem tempa wzrostu, można śmiało powiedzieć, że to reszta stawki próbuje dogonić Revoluta. Nie jest tajemnicą, że szefowie tradycyjnych instytucji po cichu patrzą, co robi Revolut, wiem to z własnego doświadczenia (śmiech). Jednocześnie my też uczymy się od innych graczy, choćby tego, jak działać na lokalnych rynkach. My rośniemy dzięki zwinności, technologii i energii, oni mogą się pochwalić głębią relacji z klientem dzięki swojej wielopokoleniowej historii. Jesteśmy w Polsce numerem pięć i chcemy rosnąć, zatem nic dziwnego, że z uwagą analizujemy liderów z podium.

Jeśli Revolut będzie działał jak bank, oferując wszystkie typowe produkty bankowe, to czym się będzie różnił od tradycyjnego sektora?

W mojej ocenie punkt dojścia dla obu tych modeli jest identyczny. Banki tradycyjne chcą się za wszelką cenę zdigitalizować, a cyfrowi gracze chcą się „ubankowiać”. Zresztą potwierdza to historia – wiele banków cyfrowych z przełomu wieków przekształciło się w tradycyjne banki, a ich jedyną cechą wyróżniającą pozostał brak lub mocne ograniczenie fizycznej sieci oddziałów.

Czytaj więcej

Twój kredyt ocenia algorytm. Banki ujawniają, jak działa nowy system

Główna różnica między nami a bankami uznawanymi za tradycyjne polega na tym, że my jesteśmy po prostu młodsi i nasza baza kliencka jest statystycznie młodsza. Ci ludzie będą razem z nami dorastać, brać kredyty hipoteczne, zakładać firmy, akumulować coraz większy kapitał. W miarę jak będziemy wzmacniać nasz lokalny impakt w poszczególnych krajach, zaufanie do marki ugruntuje się samoistnie. Tak długo, jak naszą „Gwiazdą Północną” pozostanie dostarczanie realnej wartości dla klienta, wysoki NPS i systematyczne dowożenie obietnic produktowych, dopóki mamy przewagę technologiczną i kosztową, nasz model bankowości jest w pewnym sensie skazany na zwycięstwo.

Czy z perspektywy globalnej polski konsument różni się czymś od klienta w Hiszpanii czy Francji? Czy lokalność jest istotna czy też podchodzicie do wszystkich tak samo?

Lokalność ma dla nas bardzo istotne znaczenie, z tego też wynikają m.in. trwające prace nad otwarciem oddziału w Polsce. Lokalność postrzegamy zarówno w warstwie czysto praktycznej, jak i percepcyjnej. W tej pierwszej widzimy, że nawyki płatnicze, preferowane narzędzia i produkty finansowe różnią się w różnych krajach. Wpływa na to kultura, ale też dotychczasowa oferta lokalnej konkurencji. W Polsce bardzo zależało nam np. na pełnej i szybkiej integracji z BLIK-iem, jeszcze zanim wiadomo było, że będzie to system międzynarodowy. To była decyzja motywowana wyłącznie uwarunkowaniami polskiego rynku.

Druga warstwa to percepcja. W badaniach rynkowych wciąż napotykamy barierę myślenia: „Revolut to świetne narzędzie, ale to bank nie stąd, z zagranicy”. Ta łatka sprawia, że część osób waha się, czy skorzystać z naszych usług. Jednak historia międzynarodowych grup finansowych, które z sukcesem operują w Polsce, pokazuje, że tę barierę percepcyjną można z czasem całkowicie zniwelować.

Czytaj więcej

Prezes Nest Banku: AI stanie się systemem operacyjnym banku

Czy będziecie w Polsce otwierać oddziały dla klientów?

Niekoniecznie, choć nie mogę tego całkowicie wykluczyć. Nie jestem dogmatycznie przywiązany do idei, że bank cyfrowy nie powinien mieć placówek. Revolut testuje obecnie model oddziałów w Hiszpanii i podchodzimy do tego bardzo pragmatycznie. Jeśli pilotaż potwierdzi, że oddziały są wartościowe dla klientów i mają sens biznesowy, będziemy stopniowo rozszerzać ten model na kolejne rynki. W takim scenariuszu Polska również może znaleźć się na tej liście. Tak samo podchodzimy do innych inicjatyw, jak choćby sieć bankomatów – jeśli rozwiązanie się sprawdza, szybko wdrażamy je w kolejnych krajach.

Jeśli chcecie się w Polsce szybko rozwijać, to może planuje jakieś akwizycje?

Na ten moment nie mamy takich planów, nie prowadzimy żadnych rozmów, itp. Ale jeśli na stole pojawi się ciekawy projekt, w którym liczby będą się bezwzględnie zgadzać i wykażą biznesowy sens i potencjał, pochylimy się nad nim.

Jak szerokie jest obecnie realne zastosowanie AI w Revolucie?

Niezwykle szerokie i stanowi jeden z naszych strategicznych priorytetów. Dążymy do sytuacji, w której każdy wewnętrzny proces operacyjny będzie błyskawiczny, bezbłędny i pozbawiony tzw. wewnętrznych tarć generujących zbędne koszty, opóźnienia i frustracje. Wszystko to realizujemy w reżimie niezwykle rygorystycznych, europejskich regulacji finansowych, którym podlegamy w całości. To nasz wentyl bezpieczeństwa – dbamy o to, by rozwój AI mieścił się w sztywnych granicach prawa i pełnego bezpieczeństwa danych.

Sztuczna inteligencja obsługuje też klientów?

Coraz szerzej udostępniamy narzędzia AI bezpośrednio w ręce użytkowników. Przeprowadziliśmy już pełne, komercyjne wdrożenie zaawansowanych asystentów AI w Wielkiej Brytanii. Wyniki tych testów przerosły nasze oczekiwania, bo wskaźnik satysfakcji klientów NPS wzrósł skokowo o 12-13 pkt proc. W świecie bankowości, gdzie o każdy punkt walczy się miesiącami. To jest absolutny kosmos. Takich rozwiązań będzie coraz więcej. Z badań wynika, że już ponad 40 proc. osób deklaruje regularne korzystanie z AI w celu wyszukiwania informacji lub wsparcia w decyzjach dotyczących ich osobistych finansów. Klienci preferują natychmiastową, kompleksową i wyczerpującą odpowiedź tu i teraz, od ręki, zamiast np. czekania na infolinii. Jesteśmy organizacją skrajnie zorientowaną na dane – skoro widzimy tak potężny, pozytywny odzew, będziemy ten temat drążyć i dalej skutecznie rozwijać.

Czytaj więcej

Zyski banków o 30 proc. w dół. Sektor płaci cenę za spadek stóp i rekordowe podatki

Czy nie obawia się pan czarnego scenariusza, w którym sztuczna inteligencja całkowicie „zjada” banki, że będę działać jedynie w tle jako bezimienni dostawcy pieniędzy?

Zawsze byłem sceptyczny wobec takich katastroficznych wizji. Nie wierzę w scenariusz, w którym sztuczna inteligencja dostarczana przez globalne firmy AI całkowicie pożre instytucję banku i zepchnie nas do technicznego podziemia. Poziom unikalnych kompetencji finansowych, jakie budujemy, jakość naszych własnych rozwiązań AI oraz – przede wszystkim – rosnące zaufanie klientów do naszej marki sprawią, że przez bardzo długie lata to Revolut i inne wiodące banki będą głównym, bezpośrednim adresatem potrzeb finansowych człowieka. Globalne platformy AI to potężne firmy, ale nie zastąpią instytucjonalnej, zaufanej platformy wyspecjalizowanej w finansach i podlegającej bankowym regulacjom.

A co z pracownikami? Czy ekspansja AI w Revolucie nie oznacza fali zwolnień?

Obecnie obserwujemy zjawisko, które w ekonomii nazywa się paradoksem Jevonsa. Wprowadzanie sztucznej inteligencji zbiega się w czasie z ciągłym, dynamicznym wzrostem Revoluta, zwiększeniem naszych możliwości działania i – w ślad za tym – naszego ogólnego zatrudnienia. Dzięki AI możemy przekierować energię naszych pracowników na zadania o najwyższej wartości dodanej: na rozwiązywanie najbardziej skomplikowanych, nietypowych przypadków, tam, gdzie element ludzki jest niezastąpiony. Jeśli mam prognozować przyszłość z danych, które mam dziś na biurku, to skala zatrudnienia w Revolucie będzie stale rosnąć. Sztuczna inteligencja to dla nas kolejny mechanizm wspomagający naszą zdolność wzrostu, a nie na odwrót.