Redakcyjny „rozłamometr" – jak zauważa Szułdrzyński – wskazuje dziś czerwony alarm. Ultimatum kierownictwa PiS: do 23 lipca członkowie partii mają wystąpić ze stowarzyszeń o charakterze politycznym. Termin upływa tydzień przed spotkaniem Morawieckiego zaplanowanym na 31 lipca. Kolanko przyznaje, że mechanizm zadziałał szybciej, niż sam zakładał. – Tydzień temu mówiłem, że Mateusz Morawiecki zawiesza strzelbę Czechowa, która wypali za rok, przy układaniu list. Okazało się, że to prezes Kaczyński nacisnął guzik z napisem „przyspieszenie" – mówi Kolanko.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Jarosław Kaczyński się zakiwał. Sondaże pokazują pułapkę, w którą wpadł

Rekonstruuje sekwencję: stowarzyszenie zarejestrowano w maju i przez tygodnie nie było reakcji; dopiero decyzja o zorganizowaniu grilla w środku wakacji – gdy wyborcy są na urlopach, więc jedynym adresatem może być partia – została odczytana na Nowogrodzkiej jako demonstracja siły. – Ustalanie, kto zaczął, to piaskownica. Fakty są takie, że politycy PiS z różnych frakcji, z którymi rozmawiam, są dziś przekonani, że do rozłamu raczej dojdzie – dodaje Kolanko, zaznaczając jednak, że nie jest wykluczona kolejna kolacja u Adama Bielana, rozmowy na najwyższym szczeblu w PiS i zwrot akcji w ostatniej chwili.

Wyrzucony to nie to samo, co wychodzący

Kluczowe dla przyszłości projektu Morawieckiego jest, zdaniem Kolanki, rozróżnienie, które umyka w bieżącej relacji. – Historia pod tytułem „Morawiecki wychodzi z PiS" jest zupełnie inna niż historia pod tytułem „Morawiecki jest wyrzucany z PiS" – mówi. W pierwszej wersji jest rozłamowcem, w drugiej – męczennikiem za modernizację i za własne osiągnięcia. Sondaż Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu" z początku lipca dawał stowarzyszeniu Rozwój Plus 2 proc. przy PiS na poziomie 24 i Konfederacji z Koroną łącznie powyżej dwudziestu. Rola wykluczonego jest jedyną, która pozwala te dwa punkty realnie ruszyć – ale, jak zastrzega Kolanko, to od samego Morawieckiego i jego ludzi zależy, czy zdołają ją wykorzystać.

Czytaj więcej

PiS bliski przesilenia. Morawiecki nie rezygnuje z grilla i stowarzyszenia

Najciekawsze jest jednak to, co rozłam rozstrzygnie merytorycznie. – Obie strony tego sporu przetestują teraz swoje tezy – mówi Kolanko. Morawiecki przetestuje przekonanie, że w Polsce istnieje realne poparcie dla prawicy modernizacyjnej. Czarnek i jego środowisko przetestują tezę odwrotną: że to właśnie Morawiecki był powodem, dla którego PiS nie ma spektakularnych notowań. – I jeśli PiS będzie tracił, to maślarze stracą alibi – dodaje Kolanko. Bo nie będzie już na kogo zrzucić winy.

Paradoks Czarnka. To prezes idzie wbrew własnemu elektoratowi

Trzeci wątek dotyczy publicznej reprymendy, jakiej Kaczyński udzielił Czarnkowi po jego wypowiedzi o Ukrainie – pierwszej takiej od marca. – Kaczyński tak mocno ścigał się z Konfederacją w antyeuropejskiej retoryce, że wychował sobie wyborców, którzy dziś odrzucają politykę PiS wobec Ukrainy. Kolanko dokłada do tego sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej": 52 proc. Polaków opowiada się za dalszym wsparciem militarnym Ukrainy, 45 proc. jest przeciw – ale wśród wyborców prawicy przeciw jest 62 proc. – Czarnek powiedział dokładnie to, czego chce elektorat prawicy. A prezes go skontrował – mówi Kolanko.

Czytaj więcej

Rzecznik PiS: Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego rozbija partię. Szkodzi

Jego zdaniem to nie jest kara wymierzona Czarnkowi ani zmiana poglądów Kaczyńskiego, lecz czysty pragmatyzm: chodzi o to, by utrudnić koalicji budowanie narracji, że PiS jest partią prorosyjską. Na Nowogrodzkiej wypowiedź uznano po prostu za błąd. – Gdyby nie była błędem, nie trzeba by było jej kontrować – mówi Kolanko. To zresztą, jak wylicza, trzeci taki przypadek od marca: wcześniej była kwietniowa wypowiedź o tym, że o przyjmowaniu imigrantów powinny decydować firmy – wbrew linii partii – a potem rada dla młodych ludzi brzmiąca jak echo Bronisława Komorowskiego. Przy dwóch pierwszych obeszło się bez reprymendy; skala trzeciego wymusiła reakcję. Nie oznacza to jednak, przekonuje Kolanko, że Kaczyński zamierza zmienić kandydata na premiera – dziś jest to wykluczone.