Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są kulisy bezprecedensowego w Europie debiutu czynnego polityka w świecie freak fightów.
  • Na czym polega spór o kontrakt między kontrowersyjnym posłem a jego przyszłym rywalem.
  • W jaki sposób organizatorzy gali chcą wykorzystać polityczne konflikty do promocji tego starcia.
  • Na czym polega brutalna formuła walki, w której mają zmierzyć się obaj zawodnicy.

Z nieoficjalnych ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że poseł Łukasz Mejza zawalczy w październiku z Jackiem Murańskim w oktagonie, zwanym potocznie klatką i podpisał już stosowną umowę. Zapytaliśmy o to obu panów. – Są poważne oferty, nawet kilka, i wierzę, że dojdziemy do porozumienia, ale jeszcze kontraktu nie podpisałem – twierdzi Łukasz Mejza. – Tak, podpisałem już regulamin walki z Mejzą – to z kolei słowa Jacka Murańskiego, byłego aktora, a z wykształcenia politologa.

We freak fightach coraz częściej pojawiają się osoby związane z polityką. Nie wystąpił w nich jednak dotąd czynny poseł

Walka miałaby się odbyć w ramach Prime MMA, jednej z czołowych federacji organizujących w Polsce tzw. freak fighty. To pojedynki w formule mieszanych sztuk walki albo np. boksu, z udziałem osób niezwiązanych na co dzień ze sportami walki. Uczestniczą w nich m.in. aktorzy, raperzy, osobowości internetowe czy sportowcy innych dyscyplin.

Na galach coraz częściej występują też osoby związane ze światem polityki. Jedną z najbardziej znanych zawodniczek jest Marianna Schreiber, była żona posła PiS Łukasza Schreibera. W kwietniu podczas gali Prime MMA w Nysie walczyli ze sobą jej dwaj byli partnerzy: były poseł PiS Przemysław Czarnecki i były asystent Grzegorza Brauna Piotr Korczarowski.

Jednak w oktagonie nie pojawił się dotąd czynny polityk – i to nie tylko w Polsce, ale prawdopodobnie także w Europie. O tym, że może się to zmienić, bo walkę we freak fightach rozważa Łukasz Mejza i prowadzi w tym celu rozmowy w Prime MMA, „Rzeczpospolita” pisała w kwietniu. Oznaczałoby to nie tylko występ czynnego parlamentarzysty, ale w dodatku polityka wyjątkowo kontrowersyjnego.

W 2021 r. Mejza wyleciał ze stanowiska wiceministra sportu w rządzie PiS po publikacjach Wirtualnej Polski na temat jego firmy, oferującej kosztowne terapie medyczne w zagranicznych klinikach. Zdaniem portalu Mejza miał osobiście przekonywać potencjalnych pacjentów, w tym rodziców ciężko chorych dzieci, o skuteczności metod, choć na całym świecie uznawane są za niesprawdzone.

Kontrowersji wokół byłych biznesów Mejzy, w tym handlu maseczkami i szkoleń dla przedsiębiorców, było więcej, zaś w marcu zrzekł się immunitetu w związku z licznymi wykroczeniami drogowymi, w tym jazdą z prędkością 200 km na godz. po drodze ekspresowej. Jak pisaliśmy, we freak fightach Mejza mógłby w związku z tym wystąpić pod pseudonimem „Pirat”.

Czytaj więcej

Skandal w Domu Poselskim. Łukasz Mejza zaatakował senatora

W kwietniu poseł, znany ze sportowego stylu życia i amatorskiego trenowania boksu, nie zaprzeczył naszym informacjom. „Szczerze? Rozważam. (...) Oczywiście całe wydarzenie potraktowałbym charytatywnie. Jeśli mógłbym pomóc ludziom lub schronisku dla zwierząt, wchodząc do oktagonu, to warto to rozważyć” – napisał nam, dodając, że za walkę oczekuje miliona zł.

Kilka dni po naszym artykule o rozmowach z Prime MMA odszedł z klubu PiS. Według oficjalnej wersji decyzję podjął już wcześniej, co nie zmienia faktu, że jego ewentualny udział we freak fightach spowodował polityczną burzę i negatywne komentarze w klubie sejmowym.

Powodem jest to, że freak fighty budzą ogromne kontrowersje. I nie chodzi nawet o same walki, co towarzyszące im wydarzenia, podczas których uczestnicy zachowują się wulgarnie, prowokacyjnie, a nawet stosują przemoc fizyczną. – Nie wiem, czy dzieci powinny to oglądać bez żadnych ograniczeń. Uważam, że nie – mówił w 2024 r. o freak fightach premier Donald Tusk. – To czysta patologia. Nie wiem, dlaczego to jest tolerowane – wtórował mu wówczas prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Atrakcyjność walki Mejzy ma zwiększyć polityczne zaangażowanie jego przeciwnika Jacka Murańskiego

Mimo tych kontrowersji, jak wynika z naszych nieoficjalnych ustaleń, Mejza zdecydował się już na podpisanie kontraktu, a do walki ma dojść w październiku. Choć termin może jeszcze się przesunąć, jeśli uda się wcześniej zorganizować pojedynek Murańskiego z legendą polskich sztuk walki Marcinem Najmanem.

– Z mojego kontraktu z Prime MMA wynika, że jestem zawodnikiem tej federacji do połowy 2027 r.. Federacja wyznacza mi walki, jednak każda wymaga podpisania odrębnego regulaminu. Tak, podpisałem już regulamin walki z Mejzą – potwierdza Jacek Murański.

Podpisałem regulamin walki z Mejzą

zawodnik freak fightów Jacek Murański

On sam nie jest przypadkowym przeciwnikiem dla posła, wybranego z list PiS. Murański, aktor niezawodowy znany z ról serialowych, odegrał istotną rolę przed wyborami prezydenckimi w 2025 r.. Najpierw jako pierwszy zwrócił uwagę na kontakty Karola Nawrockiego, wówczas jeszcze prezesa IPN, z Patrykiem M. „Wielkim Bu”, zawodnikiem freak fightów, skazanym w przeszłości na porwanie, który ostatnio usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i obrotu narkotykami.

Później, tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich, Murański w rozmowie z TVP Info zarzucił Karolowi Nawrockiemu uczestnictwo w procederze sutenerstwa. – Nawrocki pracował dla Patryka M. Panowie współpracowali, jeśli chodzi o ochronę agencji towarzyskich – mówił.

Na Murańskiego powołał się w rozmowie z Polsat News premier Donald Tusk, a po tej wypowiedzi politycy PiS i sprzyjające im media zaczęli masowo podważać wiarygodność freak fightera. Obecnie Murański wciąż regularnie atakuje Karola Nawrockiego, wyzwał go nawet na pojedynek. Polityczny konflikt federacja Prime MMA chce podgrzać przed walką z Mejzą.

Co przewiduje regulamin walki? – Ma odbyć się w formule hooligan style, czyli przypominać leśną ustawę kibiców – mówi nam Jacek Murański. Jak tłumaczy, w tej formule dozwolone jest niemal wszystko poza ciosami w części intymne i tył głowy. Co więcej, zawodnicy wkładają małe rękawice, które sprzyjają nokautom i powodują większe obrażenia.

Co na to Mejza? Twierdzi, że kontraktu wcale jeszcze nie podpisał. Do redakcji „Rzeczpospolitej” wysłał długie oświadczenie, godząc się wyłącznie na jego publikację w całości. „Jacek Murański ma twardą głowę, ale widać poważny uszczerbek na zdrowiu po otrzymanych ciosach. Brak gardy nie pomaga. To jest jakieś kolejne urojenie Jaculi. Ale skoro facet uwierzył w sto konkretów Tuska, to wszystko jest możliwe. On naprawdę pasuje do tej Koalicji Obywatelskiej – tak samo farmazoni. Ja wiem, że jestem jednym z najpopularniejszych nazwisk w polskiej polityce, więc najsłynniejszy polski mitoman chce podbić swoje akcje na mojej osobie, ale ja żadnego kontraktu nie podpisywałem” – napisał poseł.

Czytaj więcej

Łukasz Mejza z 225 punktami karnymi. Nadal ma prawo jazdy

„Jestem otwarty na walkę we freak fightach, jako pierwszy parlamentarzysta na świecie, jeśli będę mógł pomóc schronisku dla zwierząt i dzieciom chorym onkologicznie, przeznaczając na te cele łącznie 1 milion złotych gaży. I uspokajam: są poważne oferty, nawet kilka, i wierzę, że dojdziemy do porozumienia, ale jeszcze kontraktu nie podpisałem” – dodał polityk, apelując: „Jacula, nie denerwuj się, trzymaj ciśnienie i dbaj o zdrowie, bo Kacprzyk (bohater afery w Szpitalu Południowym – red.) już kardiologa bez kolejki nie ogarnie, nawet dla takiego przyjaciela i eksperta Tuska jak Ty!”

Czy rzeczywiście Mejza wcale nie podpisał jeszcze umowy z Prime MMA? – Wiarygodność Łukasza Mejzy jest zerowa, o czym przekonali się rodzice śmiertelnie chorych dzieci – odpowiada Jacek Murański. I dodaje, że osoba z tak kontrowersyjną przeszłością biznesową i polityczną nie powinna pouczać, jeśli chodzi o moralność.