Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym skupił się Mikita Iłynczyk w swojej adaptacji „Lalki”?
  • Przed czym „Lalka” w Teatrze Dramatycznym przestrzega współczesnych Polaków?
  • Jakie dodatkowe kwestie społeczne porusza „Lalka” Mikity Iłynczyka?

Jaki spektakl mógł zaproponować trzydziestojednoletni reżyser, chroniący się w Polsce przed reżimem Aleksandra Łukaszenki, urodzony tam, gdzie Adam Mickiewicz, czyli w Nowogródku? Reżyser jest wnukiem szlachcianki, która ożeniła się z czerwonoarmistą i wygaszała swoją polskość z obawy o rodzinę. Dziś Iłynczyk pracuje w wolnej Warszawie, w wyburzonym po powstaniu Śródmieściu, gdzie wzorem Moskwy stoi Pałac Kultury i Nauki, wieczna pamiątka gwałtu Stalina na Polsce, która już jednak nie odstrasza przed odradzającą się masochistyczną prorosyjskością. Wszak Grzegorz Braun próbuje się przecież kontaktować z Siergiejem Ławrowem, ministrem Władimira Putina, tak jakby chciał żyć pod zaborami – formalnymi lub nie.

Reklama
Reklama

Dlaczego białoruski reżyser z Kartą Polaka zdecydował się wystawić „Lalkę”

Wybór „Lalki” przez reżysera zakorzenionego już w naszym kraju, z Kartą Polaka, dwukrotnego laureata dramaturgicznej Nagrody Aurora, mającego na koncie spektakle w stołecznym Teatrze Studio i Teatrze Polskim w Poznaniu, nie jest wyłącznie ruchem komercyjnym, obliczonym na odcinanie kuponów od produkcji, jakie będą miały premierę w tym roku – fabuły z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską oraz serialu Netflixa z Tomaszem Schuchardtem i Sandrą Drzymalską.

Czytaj więcej

Trzecia „Lalka” z Marcinem Bosakiem. Dlaczego powstaniec robi interesy z Rosją?

Poranne spektakle dla szkół tym razem nie wykluczają okazji do poważnej rozmowy o Polakach, którzy mają skłonność do romantyzowania swojej historii, stawiania się w roli ofiar i epatowania bohaterstwem, nawet jeśli jest ono urojone.

Teoretycznie Iłynczyk wystawia „Lalkę” Prusa, ale proponuje nam też, bez taryfy ulgowej i patriotycznych zakłamań, dystopijny wariant „Dziadów”, wyobrażoną wersję salonu warszawskiego Nowosilcowa, rzecz o tym jak Polacy ulegali i znowu ulegają Rosji. Reżyser, którego miejsce urodzenia łączy z Adamem Mickiewiczem, ma ku temu swoje powody. To prawda: nasz romantyczny wieszcz zaproponował bohatera romantycznego, nawiązującego do buntu Filaretów i Filomatów. Ale tylko na papierze. Sam nie brał przecież udziału w powstaniu listopadowym, a wcześniej jeździł po Krymie z carskimi agentami: Karoliną Sobańską i Janem Wittem, synem polskiego oficera, który zwalczał dekabrystów, a potem pacyfikował powstanie listopadowe i Królestwo Polskie. Ciągiem dalszym takiej spacyfikowanej Polski jest Warszawa z „Lalki” i Stanisław Wokulski, kiedyś powstaniec styczniowy, a potem człowiek, który robił interesy na rosyjskiej wojnie z pomocą Rosjanina Adama Suzina.

„Lalka” w Teatrze Dramatycznym: Polityczny horror o tym, co może nas czekać

Iłynczyk rozpina swój spektakl o kolaborantach i kolaboracji między rzeczywistością czasów Prusa, gdy Warszawa była prowincją Cesarstwa Rosyjskiego a przyszłością, w której grono polskich polityków i biznesmenów prze do powołania spółki handlowej „ze Wschodem”. Jej łącznikami mają być Wokulski i Suzin. Oglądamy polityczny horror, jaki czeka nas, gdy spełnią się marzenia antyukraińskich polityków, Ukraina padnie, a Kreml ponownie zainstaluje się w naszej części Europy.

Iłynczyk w postaciach Księcia (Konrad Szymański również w roli Starskiego) i Marszałka (Mateusz Weber również w roli Geista) pokazuje ludzi bez właściwości, miękkich jak plastelina: ich twarze skrywają bezkształtne maski marionetek.

Czytaj więcej

„Lalka”. Zaczęła się wojna na trailery. Jesienią film i serial

Za to Suzin (świetny Mariusz Drężek) wkracza na scenę brawurowo – w ruskim futrze, z prawosławnym krzyżem na piersi. Wygląda jak jurodiwy, ale zamiast szanować bohaterki Prusa – baronową Krzeszowską (Katarzyna Herman) i Helenę Stawską (Anna Gajewska / Małgorzata Witkowska) – domaga się nastolatek z myślą o sylwestrze na Kremlu. Do Wokulskiego (świetnie wyważony Marcin Bosak, który jest jak kameleon) mówi per Stanisław Piotrowicz. W skrócie prezentuje historię Rosji – tłumaczy obraz Riepina z Iwanem Groźnym mordującym syna oraz ikonę Rublowa, symbolizującą harmonię (a raczej ruski mir). Żąda krymskiego wina, bo tylko takie piją zwycięzcy i krzyczy, że dawno nie słuchaliśmy Prokofiewa.

Słuchamy więc przytłaczających dźwięków „Romea i Julii”, zaś nad sceną wyświetla się napis, że ci, którzy nie chcą słuchać „muzyki agresora” – mogą opuścić salę. Tyle byśmy mogli w przyszłości, która, miejmy nadzieję, nie nastąpi.

O tym, że „Lalka” Iłynczyka rozgrywać się może już „tu i teraz” bądź w bliskiej przyszłości świadczy znakomita rama scenograficzna i topograficzna spektaklu (scenografia i kostiumy Justyna Elminowska). Zgodnie z dzisiejszymi biznesowymi schematami Wokulski ufundował muzeum (Współczesne Muzeum Sztuki Wojennej!), gdzie oprowadzaniem zajmuje się Izabella Łęcka (Marta Ojrzyńska).

Na obrotowej scenie oglądamy wnętrza Muzeum Sztuki Nowoczesnej, sąsiadującego z PKiN, gdzie mieści się też Teatr Dramatyczny, w którym jesteśmy. Jedną z instalacji są „Włosy kobiet ze wszystkich frontów wojny” kuratorowane przez Szumana (Waldemar Barwiński), który „sprzedaje” biznesowy wizerunek pryncypała. W tej sekwencji wybrzmiewa również trauma po popsutej feministycznej rewolucji Moniki Strzępki przerwanej m.in. przez bunt aktorek, w tym Martę Ojrzyńską, która mówi, że feminizm będzie miał sens, gdy stanie się „międzysekcyjny”.

Czytaj więcej

Jarosław Marek Rymkiewicz: Wielkość pełna sprzeczności

„Lalka” Mikity Iłynczyka porusza też temat mizoginizmu 

Niestety, feministyczny pociąg chyba już odjechał, narzeka Łęcka, a panie zerkają w stronę konserwatywnych mężczyzn. Scena, gdy siedzą stłoczone na ławce, kiedy zwolennicy dawnego porządku, również obyczajowego, kupczą Polską i wolnością kobiet jest bardzo mocna i szydercza. Podobnie jak performans z drugiego aktu, rozegrany wokół lalki baronowej Krzeszowskiej, pokazujący upodlenie kobiet w mizoginistycznym świecie zakorzenionym w XIX wieku (męscy bohaterowie oglądają to z loży na widowni, nie szczędząc protekcjonalnych gestów).

Drugą instalacją w muzeum Wokulskiego okazuje się wagon bydlęcy, jakim wywożono również Polaków do obozów i gułagów. Łęcka pyta wtedy, czy Wokulski nie powinien wysiąść z pociągu w Skierniewicach. Ma oczywiście na myśli pociąg martyrologii i stawianie się w roli ofiary, co zawsze jest błaganiem o litość. Ironizuje, że ktoś na Wschodzie prawo do bycia odwieczną ofiarą Rosji nam odebrał.

Jednocześnie Wokulski dojrzewa do myśli, by gotową do kompromisu – nie bez zachęt ojca (Robert T. Majewski ) – Łęcką odtrącić. Ale czy to poprawia jego los? Siadając na rzeźbie konia zazdrości Don Kichotowi tego, że mógł do końca łudzić się wyobrażeniami idealnej Dulcynei.

„Lalka” w Teatrze Dramatycznym pełna pomysłów

Nie mam sumienia (ani miejsca) spojlerować wszystkich reinterpretacji „Lalki” dokonanych przez Iłynczyka i wspierającego go dramaturga Goran Injaca. Chwilami jest ich być może za dużo i są za bardzo w zgodzie z obowiązującymi trendami. To detal do dyskusji. Ale zespół aktorski nareszcie dostał skrzydeł. Świetna jest Małgorzata Niemirska jako łącznik spektaklu z „Dziadami”, w roli Widma babci reżysera, w której biblioteczce znalazł wczesne wydanie „Lalki” z notatkami.

Niemirska performuje m.in. scenę spotkania Łęckiej i Wokulskiego w jego sklepie, a Stanisława gra wtedy Rzecki (znakomicie fajtłapowaty Piotr Siwkiewicz). Bawią się tym, czego nie ma ani wystudzona emocjonalnie bohaterka Prusa (romans to przecież namiętność, opór i miłość), ani też nie może mieć we współczesnej, postdramatycznej roli Marta Ojrzyńska.

Przede wszystkim zaś Niemirska, grająca kiedyś Lidkę w „Czterech pancernych”, owym peanie na cześć sojuszu ZSRR i PRL (czego nie wypominam – takie były czasy), przypomina, że babka Iłynczyka mogła być obywatelką wolnej II Rzeczpospolitej tylko przez kilka lat. Potem musiała żyć w ZSRR.

Naprawdę chcecie być mięsem armatnim Putina w podboju Zachodu? – pyta nas reżyser.