Agnieszka Franków-Żelazny objęła kierowanie Operą Wrocławską na początku 2025 r. Była wówczas szóstym dyrektorem, który przejął ten teatr w ciągu ostatnich dziesięciu lat, co najdobitniej świadczy o kryzysie, jaki panował w tej instytucji. A przecież na początku XXI wieku obok Warszawy to właśnie Wrocław miał drugą najważniejszą instytucję operową, do której przyjeżdżali widzowie z zagranicy, a przedstawienia były recenzowane w fachowych pismach europejskich.
Kilkanaście miesięcy później po nominacji Agnieszki Franków-Żelazny czwarta premiera operowa obecnego sezonu świadczy, że czas zawirowań i załamań Opera Wrocławska ma za sobą. Co więcej, buduje nowe oblicze artystyczne z konsekwencją, jakiej często brakuje innym teatrom.
Paryski Czech Bohuslav Martinů i jego „Julietta”
Cechą pierwszą odmienionej Opery Wrocławskiej jest oryginalność repertuarowa. Na najnowszą, kwietniową premierę wybrano powstałą sto lat temu „Juliettę” Bohuslava Martinů, do tej pory jedynie raz wystawioną w Polsce, choć jest uznawana za jedną z najlepszych oper pierwszej połowy XX wieku. Zalet ma naprawdę wiele. Czech Martinů osiadł po I wojnie światowej w Paryżu i przesiąkł jego atmosferą z muzycznym neoklasycyzmem, fascynacją jazzem, wdziękiem i lekkością brzmień oraz błyskotliwą instrumentacją.
Lekko surrealistyczna, rozgrywająca się między snem a realnością, „Julietta” jest całkowicie odmienna od niedawnej, lutowej wrocławskiej premiery, jaką był także dotąd tylko raz i to dawno wystawiony w Polsce „Don Quichotte” Julesa Masseneta. Słynny bohater Cervantesa został w niej inaczej sportretowany. Nie jest pociesznym starcem, któremu fantazje i omamy mieszają się z rzeczywistością. To mężczyzna, który po raz ostatni zakochał się i zrobi wszystko, by zaznać miłosnego szczęścia.
„Straszny dwór” według Bruno Bergera-Gorskiego
Poszukiwanie niebanalnych tytułów łączy się z inscenizacyjną odwagą zaproszonych realizatorów. Już na początek sezonu i przy szczególnej okazji we wrześniu 2025, gdy świętowano 80-lecie polskiej sceny operowej we Wrocławiu, wielkie narodowe dzieło, jakim jest „Straszny dwór” oddano w ręce Bruno Bergera-Gorskiego. Doświadczony artysta o polsko-niemieckich korzeniach i dobrze znający nasze dzieje zrobił utrzymany w komediowym tonie i świetnie wyreżyserowany przegląd polskiej historii od XVIII-wiecznej Rzeczpospolitej po obraz dzisiejszego Wrocławia.
„Straszny dwór” w Operze Wrocławskie
Potem wrocławską scenę oddano dwóm najważniejszym krajowym reżyserom operowym. Mariusz Trełiński w typowy dla siebie sposób przedstawił „Salome” Straussa jako intymny dramat psychologiczny o kobiecie uwięzionej, pragnącej wyzwolić się z przemocowego świata mężczyzn. Z kolei „Don Quichotte” w ujęciu Marka Weissa to współczesna, a zarazem uniwersalna refleksja o człowieku, którego uczucia i intencje są autentyczne i szczere, dlatego nie nadaje się on do życia w agresywnym i szalonym świecie.
Drapieżna Natalia Rubiś, poruszający Rafał Siwek
Inscenizacji „Julietty” podjęła się młoda reżyserka Barbara Wiśniewska. Z opowieści o tajemniczym miasteczku z dziwnymi mieszkańcami niemającymi wspomnień, gdzie skromny, naiwny Marcel próbuje odnaleźć dziewczynę, której widok zauroczył go trzy lata temu, zrobiła szalone – aż do przesady – wielokolorowe widowisko z gorzką jednak i aktualną dla nas pointą. Stuletnia „Julietta” pokazuje bowiem ludzi, którzy żyją jedynie tym, co dzieje się teraz. Nie chcą i nie potrafią pamiętać przeszłości, a zamiast prawdy o niej wolą świadomie wypaczone opowiastki podsuwane im przez innych.
Rafał Siwek jako Don KIchot w operze Julesa Masseneta
Do każdej premiery Wrocław potrafi dobrać wykonawców, stąd wiele w tym sezonie było zapadających kreacji: namiętna i drapieżna Salome Natalii Rubiś, czarujący wdziękiem i talentem młody Paweł Horodyski, który już zaczyna robić międzynarodową karierę był Zbigniewem w „Strasznym dworze”, a poruszającym Don Kichotem Rafał Siwek, dla którego zresztą specjalnie wystawiono tę operę. Świetnie partnerował mu Grzegorz Szostak jako Sancho Pansa.
Natalia Rubiś jako Salome w Operze Wrocławskiej
W „Julietcie” pokazała duże możliwości wokalne i aktorskie kolejna młoda wrocławska artystka Kamila Dutkowska jako tytułowa bohaterka. A Michelem był śpiewający głównie we Francji liryczny tenor Maciej Kwaśnikowski. Starannie dobierani są również dyrygenci: Yaroslav Shemet („Salome”), Patrick Fournillier („Don Quichotte”). Cennym nabytkiem wydaje się nowy kierownik muzyczny teatru Mirian Khukhunaishvili.
Na tle licznych zawirowań, jakie dotknęły polskie teatry, Opera Wrocławska stała się oazą spokoju z szansami na sukces. O ile nikogo w tym mieście lub we władzach samorządowych nie dopadnie zanik pamięci o poprzednich kryzysach i zamiast spokoju znów powstanie chaos, jak w miasteczku z „Julietty”.