Na otwarcie Kontaktu pokażecie najnowszy, a jednocześnie ostatni spektakl Roberta Wilsona, legendy światowego teatru. Wilson zmarł 31 lipca 2025 roku, ale miesiąc wcześniej ukończył prace nad „7 samotności” opartym na twórczości Oskara Miłosza, stworzonym z Charlesem Cheminem i innymi współpracownikami. Dokończył reżyserię i projektowanie spektaklu, a następnie powierzył swoim współpracownikom przeniesienie spektaklu na scenę. Czy gdy podczas jego wizyty na Kontakcie w 2024. r., kiedy przyjechał do Torunia z „Dorianem”, prowadziłaś rozmowy o toruńskiej premierze – artysta spodziewał się śmierci? Jak wyglądały te rozmowy?
Trochę dziwnie brzmi to twoje pytanie, czy Wilson spodziewał się śmierci. No, nie przyjechał do nas i nie powiedział: Róbmy szybko spektakl, bo ja mogę umrzeć.
Różne znamy sytuacje. Artyści bywają nieprzewidywalni.
Ale przecież nawet jak się ma takie przeczucia, to się z nimi nie dzieli z dyrekcją, która współprodukuje przedstawienie. Wilson był wielkim artystą i wielkim profesjonalistą, więc takie emocje zapisywał w scenariuszu, w wizji scenicznej, a nie rozprawiał o nich na spotkaniach produkcyjnych. Był po osiemdziesiątce, więc pewnie jak każdy reżyser w tym wieku, liczył się z tym, że to może być jego ostatnie przedstawienie. Rok wcześniej, czyli w 2024 r. przyjechał na KONTAKT ze spektaklem „Dorian” na podstawie powieści Oscara Wilde’a, to była koprodukcja Schauspielhaus w Düsseldorfie i Teatru Dramatycznego w Kownie. Spotkał się z widzami i młodymi reżyserami, był we wspaniałej formie intelektualnej. Na początku 2025 r. dyrektor kowieńskiego teatru Egidijus Stancikas przyjechał do Torunia z pomysłem koprodukcji nowego projektu Roberta Wilsona. I tak Teatr Wilama Horzycy stał się partnerem produkującym „7 samotności”.
„Wiara, pieniądze, wojna i miłość” kanadyjskiego reżysera Roberta Lepage’a z berlińskiego teatru Schaubühne
Powiedzmy na jaki zdecydował się temat.
Od początku było wiadomo, że bohaterem spektaklu będzie twórczość i biografia Oskara Miłosza – polsko-francusko-litewskiego poety, dalekiego wuja Czesława Miłosza, i że powstaną dwa niezależne spektakle, z obsadą litewską i polską. Międzynarodowa ekipa twórców na czele z Robertem Wilsonem rozpoczęła proces przygotowania spektaklu. Przeprowadzili próby warsztatowe, casting, próby ze scenografią i rekwizytami tzw. „bauprobe”. Kolejne etapy odbywały się na przemian w Kownie i w Toruniu. Niejako w podróży powstawał zapis spektaklu tzw. „visual book”, który Robert Wilson przygotowywał przed każdą premierą. Charles Chemin, od ponad 30 lat współpracujący z Wilsonem, wspomina, że z każdym dniem pracy nad spektaklem Robert Wilson pracował coraz szybciej, coraz intensywniej. I może tu jest odpowiedź na twoje pytanie, czy spodziewał się, że śmierć jest blisko. Wiedział, że musi dopracować wszystkie detale spektaklu i powierzyć swoim współpracownikom do realizacji. Przecież on tak pracował ostatnie 30 lat. Koncepcja widowiska trafiała do asystentów pracujących z aktorami, a potem on przyjeżdżał tylko na kilka ostatnich dni, żeby nadać spektaklowi autorski szlif.
Od początku było wiadomo, że bohaterem spektaklu Roberta Wilsona będzie twórczość i biografia Oskara Miłosza – polsko-francusko-litewskiego poety, dalekiego wuja Czesława Miłosza, i że powstaną dwa niezależne spektakle, z obsadą litewską i polską. Międzynarodowa ekipa twórców na czele z Robertem Wilsonem rozpoczęła proces przygotowania spektaklu.
Kiedy 31 lipca 2025 r. dowiedzieliśmy się o śmierci Wilsona, nie byliśmy pewni, czy uda nam się doprowadzić spektakl do premiery. Decyzja należała do artystów współtworzących spektakle Wilsona. Podjęli ją dość szybko. Więc od września kontynuowaliśmy już proces przygotowania spektaklu. Premiera litewska odbyła się w marcu tego roku. Premiera polska odbędzie się 29 maja na otwarcie 30 MFT KONTAKT.
Teatr Wilsona wymaga specjalnych efektów wizualnych i gry aktorskiej. Jak przebiegały finalne prace?
Nie tylko finalne prace, ale cały proces wyglądał zupełnie inaczej niż przebieg prób, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. W teatrze Wilsona nie było miejsca na próby stolikowe. Na poszukiwanie psychologii postaci. Zaczyna się od razu od budowania całych obrazów scenicznych. Aktorzy są już gotowi do wejścia na scenę, znają tekst, są w pełnym makijażu, kostiumach. Dlatego próby rozpoczynały się od kilkugodzinnych przygotowań technicznych, które przechodziły w próby aktorskie na scenie, rzeźbienie światłem napięć pomiędzy postaciami, pomiędzy przestrzenią, rekwizytem, a człowiekiem. Przebieg całego spektaklu odbył się na pierwszej próbie generalnej, na którą byli już zaproszeni widzowie. Nie pomylę się bardzo, jeśli powiem, że spektakl Wilsona był gotowy już jako visual book, rozpisany kadr po kadrze, z ustalonym światłem, montażem i tempem gry. Jego współpracownicy musieli tylko zmaterializować ten zapis. Kreska po kresce, kropka po kropce.
Renata Derejczyk, dyrektor MFT Kontakt i Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu
Premiera „Siedem samotności” uświetni inaugurację 30 edycji Kontaktu. Jak wiadomo wszystko zaczęło się od pomysłu Krystyny Meissner, by skomunikować Zachód Europy ze Wschodem, który uwolnił się spod władzy Kremla. Co z tej spuścizny zostało?
Część Wschodu zniknęła nam w oczywisty sposób po wojnie w Ukrainie. Bojkotujemy rosyjskie teatry, zresztą artystom z Moskwy i Petersburga założono knebel cenzury, nie wszyscy mieli odwagę potępić inwazję Putina. Wschód z czasów Krystyny Meissner to była także Litwa, Łotwa i Estonia, Ukraina. Ukraińscy artyści byli u nas w zeszłej edycji, Litwini są niemal co roku, tak samo Łotysze z Hermanisem.
"Szczyt" Christopha Marthalera, wyprodukowany przez Théâtre Vidy-Lausanne
Jak chciałaś przemodelować Kontakt, by odpowiadał naszym czasom i mógł konkurować z innymi festiwalami?
Nie wiem, czy zawsze trzeba na siłę coś zmieniać. Konkurowanie z innymi festiwalami może dotyczyć festiwali na dorobku. Kontakt ma swoje miejsce na polskiej i europejskiej mapie festiwalowej. Format wymyślony przez Meissner wciąż działa. Nie ma sensu zmieniać go na siłę. Jest konkurs. Są nagrody. Pilnujemy, co ważnego dzieje się na scenach niemieckich i litewskich. Trzymamy rękę na pulsie rumuńskiego teatru. Wierzymy, że trzeba zderzać na festiwalu teatr mistrzów z teatrem młodych reżyserów. Połowa spektakli konkursowych to tytuły polskie, połowa europejskie. Eksperyment przegląda się w tradycyjnym teatrze. Sprowadzamy widowiska zrealizowane z rozmachem, zadające pytania o naszą współczesność. Prezentujemy twórczość artystów, którzy do tej pory nie mieli szansy zagrać w Polsce, a ich ranga do takiej wizyty zobowiązuje.
Na tegorocznej edycji pojawią się spektakle światowych gigantów – poza Wilsonem, teatromani zobaczą to co zrobił m. in. Lepage, Marthaler i Rau. Jak pracowałaś nad tym „the best of”. Czy był inny może klucz? Co z zagranicznych propozycji może zaskoczyć widzów?
Z premedytacją nie tworzę haseł, idiomów do kolejnych edycji. Repertuary nie potrzebują motta, potrzebują godnej zawartości. Staram się łapać najnowsze i ważne europejskie premiery. W tym roku, jak i w poprzednich programach Kontaktu, oczywiście zaproszone spektakle rozmawiają ze sobą. Będzie testament Wilsona, ironiczne spojrzenie Marthalera na polityczne szczyty ze Szwajcarii, rozliczenie Milo Raua z naszym uzależnieniem od przemocy w mediach i w sztuce, opowieść Lepage’a o powojennych Niemczech i Europie, żmut ludzkich losów i klamra przeznaczenia.
Nie wiem, czy zawsze trzeba na siłę coś zmieniać. Konkurowanie z innymi festiwalami może dotyczyć festiwali na dorobku. Kontakt ma swoje miejsce na polskiej i europejskiej mapie festiwalowej. Format wymyślony przez Meissner wciąż działa. Nie ma sensu zmieniać go na siłę. Jest konkurs. Są nagrody. Pilnujemy, co ważnego dzieje się na scenach niemieckich i litewskich. Trzymamy rękę na pulsie rumuńskiego teatru. Wierzymy, że trzeba zderzać na festiwalu teatr mistrzów z teatrem młodych reżyserów.
Mam w zestawie festiwalowym dzieła 4 wybitnych artystów współczesnego teatru. Znalezienie tego, co je łączy to zadanie intelektualne dla widza. Dla mnie są to spektakle o odzyskiwaniu wiedzy na temat tego, co pamiętamy, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy w XX i XXI wieku, ale jakoś nie umiemy z tej pamięci i tego doświadczenia korzystać. Pamiętamy, nie pamiętając. Teatr chce odwrócić ten mechanizm i pokazuje tę ukrytą pamięć. Ale to tylko mój montaż. Widzowie i dziennikarze powinni sami znaleźć to, co łączy spektakle na Kontakcie. Zwracam uwagę na rumuński „Wiśniowy sad” w reżyserii Andreja Măjeri. Jedną z najpiękniejszych diagnoz i obrazów naszej katastrofy, jaką widziałam ostatnio w teatrze. Młody reżyser, stary dramat, ta sama tragedia. Olśniewająco smutne, zatrważająco trafne rozpoznania Europy z pomocą Czechowa.
A jak dokonywałaś polskiej selekcji, która zawsze jest przedmiotem sporów, bo z każdego programu można wyczytać nie tylko wrażliwość na teatr, ale też pewien klucz personalny, co zawsze w „polskim piekiełku” zapewnia chwilową wdzięczność zaproszonych i niechęć pominiętych?
Od polskich przedstawień mam 6 selekcjonerów, którzy oglądają po 6-7 przedstawień w sezonie. Potem głosują, wybierają i polecają mi swoje typy. Każdy reprezentujący rodzimy teatr spektakl miał po kilka wskazań, ale też optującego za nim selekcjonera. Oczywiście ja też oglądam spektakle, a kiedy już wybierzemy tę polską reprezentację, sprawdzam, na ile trafnie oddaje ona mnogość estetyk i poszukiwań na krajowych scenach.
Mimo że jest to 30. jubileuszowa edycja Kontaktu, nie mam w sobie nastroju na świętowanie, festiwal tegoroczny to bardziej czas refleksji i „zbrojenia się” przed katastrofą, która puka do naszych drzwi… Teatr może nas na nią przygotować. Pokazać, jak ocaleć, jak zachować wartości i szacunek do sztuki w czasie marnym, pełnym wyzwań i zagrożeń.
Nie boję się pokazywać przebojów teatralnych – dlatego są w repertuarze „Krzyżacy” Klaty i „Ziemia obiecana” Kleczewskiej. Jest ważny i nagradzany spektakl Minkowskiej „Sceny z życia małżeńskiego”, kolejny portret polskiej kobiety od duetu Rubin-Janiczak, ibsenowski powidok od Dominiki Knapik i Patrycji Kowańskiej. Teatr Wilama Horzycy jako gospodarz pokazuje oprócz „7 samotności” Wilsona także „Klątwę” Anny Augustynowicz. Mamy więc wszystkie pokolenia polskiego teatru w ofercie.
A jednak gdybyś miała podsumować – co będzie charakterystyczne dla tej edycji, co będzie ją różnić od poprzednich?
Teatr stara się rozszyfrować, opisać, zrozumieć i podpowiedzieć, jak zyskać przestrzeń wolności w rzeczywistości, która coraz bardziej staje się dla nas nieprzyjazna, niebezpieczna, niezrozumiała.
Mimo że jest to 30. jubileuszowa edycja Kontaktu, nie mam w sobie nastroju na świętowanie, festiwal tegoroczny to bardziej czas refleksji i „zbrojenia się” przed katastrofą, która puka do naszych drzwi… Teatr może nas na nią przygotować. Pokazać, jak ocaleć, jak zachować wartości i szacunek do sztuki w czasie marnym, pełnym wyzwań i zagrożeń.