Jak zaznaczyła gościni Jacka Nizinkiewicza, Prawo i Sprawiedliwość to partia, która „pokazała wielokrotnie, że potrafi bardzo dobrze wykorzystywać okazje polityczne, które dostaje, takie, które są niekorzystne dla oponentów politycznych”. – Z punktu widzenia Prawa i Sprawiedliwości, to jakiś sens ma, dlatego że w ten sposób partia skupiłaby się na jednoczeniu ludzi w poszczególnych częściach Polski – zauważyła. Kolejnym elementem byłoby „odwrócenie na chwilę uwagi od PiS, a przecież wiemy, że tam się bardzo dużo dzieje”. – Jest co najmniej kilka wymiarów, dla których miałoby to z punktu widzenia PiS sens. (...) Byłaby to jednak duża destrukcja, jeśli chodzi o same samorządy, dość duży bałagan i chaos – podkreśliła Barbara Brodzińska-Mirowska. 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Aleksander Miszalski: Jestem szefem i zamierzam być nim dalej

Jej zdaniem dla koalicji Donalda Tuska odwołanie prezydenta Krakowa jest „jakimś znakiem ostrzegawczym”. – Jestem daleka od snucia wizji, że to już koniec. (...) Ważniejsze od faktu odwołania prezydenta będzie to, jak się skończy ta kampania, i czy Koalicja Obywatelska zdoła odzyskać to stanowisko (...) - mówiła. Zauważyła, że „trzeba zadać pytanie o struktury Koalicji Obywatelskiej, jak one działają, czy są sprawne, jaką one rolę w tej sytuacji odegrały”. – Być może było to jednak nie do końca efektywne zarządzenie tą sytuacją, skoro udało się tak dobrze zorganizować to referendum – mówiła. 

„Wojna na wrażenia”

– Druga rzecz to kwestia „wojny na wrażenia”. Trzeba zadbać o to, by konkurencja nie wykorzystała krakowskich emocji i nie rozlała ich na całą Polskę – powiedziała politolożka. 

Pytana o wypowiedź Przemysława Czarnka, że „odwołano krakowskiego Tuska”, Barbara Brodzińska-Mirowska zauważyła, że Koalicja Obywatelska nie przygotowała odpowiedzi na taką narrację. – Bardzo przewidywalne, powiedziałabym wręcz oczywiste, było to, że Prawo i Sprawiedliwość (...) wykorzysta tę sytuację dokładnie w taki sposób, będzie próbowało ekstrapolować te krakowskie emocje na całą Polskę - mówiła.

Czytaj więcej

Po przegranym referendum w Krakowie los Aleksandra Miszalskiego w KO jest przesądzony

Zauważyła też, że „Koalicja Obywatelska nie była przygotowana, a powinna być moim zdaniem ze strategicznego punktu widzenia, na natychmiastowe odpieranie bardzo przewidywalnego ze strony Prawa i Sprawiedliwości przekazu”, „by spróbować równoważyć tę narrację opozycji lub ją nawet przerwać”. Oceniła, że Koalicja Obywatelska bardziej reaguje niż dba o proaktywną komunikację” w tej sprawie. 

„Po stronie Koalicji Obywatelskiej czujność była uśpiona”

Oceniła też, że strategia przekonywania mieszkańców Krakowa, by nie poszli do referendum „była absolutnie błędna”. – Należało założyć, przy takiej mobilizacji, (...) że ludzie są niesieni niezadowoleniem – mówiła. Zauważyła przy tym, że „negatywne emocje bardziej niosą się w polityce”. – Bardzo łatwo jest wyzwolić tę emocję i na jej podstawie zmotywować. Uważam, że (po stronie Koalicji Obywatelskiej) czujność była uśpiona – powiedziała. 

Na pytanie o to, czy Kraków „był do uratowania”, politolożka odpowiedziała, że Miszalski nie musiał przegrać tego referendum. – Myślę, że zawiódł pewien słuch społeczny. Prezydent (Krakowa) zbyt słabo wsłuchiwał się w głosy społeczne. Dokonywał zmian zbyt gwałtownie i jednak bez takiego wyczucia społecznego, gdzie te granice za chwilę poprzekracza – oceniła. – To też nie jest jakaś wielka filozofia, my nie mówimy o jakiejś fizyce kwantowej. Mówimy o mechanizmach społecznych, które są dosyć dobrze opisane – zauważyła. 

Czytaj więcej

Kto po Aleksandrze Miszalskim prezydentem Krakowa? Jacek Majchrowski wskazał dwa nazwiska

Jej zdaniem w szerszym kontekście bardzo ważnym pytaniem jest to, jak partie polityczne powinny rządzić. – Czy one mają odpowiadać wyłącznie na potrzeby wyborców i realizować dokładnie taką wizję, jaką wyborca chce, czy raczej powinny wrócić do funkcji (...) kształtowania pewnej wizji? – mówiła dr hab. Barbara Brodzińska-Mirowska. Jak powiedziała, powinno to polegać na przedstawieniu idei i wyjaśnianiu, „dlaczego potrzebne są te zmiany”. – Chodzi mi o to, że partie polityczne zapomniały, że to właśnie one są architektami tego, co się dzieje na poziomie realizacji pewnych konkretnych polityk – zaznaczyła rozmówczyni Jacka Nizinkiewicza. 

– Zabrakło tej wrażliwości społecznej na przygotowanie gruntu pod wprowadzane zmiany i być może czasu, w jakim te zmiany były wprowadzane. Więc tu się złożyło bardzo dużo czynników – oceniła. 

Rzeszów, Poznań, Gdańsk. Czy Polskę czeka „referendalne tsunami”?

Pytana o „tsunami referendalne” i o to, czy w Rzeszowie, Poznaniu i Gdańsku może dojść do podobnych jak w Krakowie referendów, Barbara Brodzińska-Mirowska stwierdziła, że „na razie rzeczywiście ustawia się kolejka”, a jeśli do referendów dojdzie, to może zachęcić do ich przeprowadzenia także inne miasta „na zasadzie kuli śnieżnej”.

Zwróciła też uwagę, że sam fakt przeprowadzenia referendum jest zjawiskiem pozytywnym w demokracji, bo "wyborcy (...) pokazali swoją podmiotowość i wykorzystali narzędzia demokracji bezpośredniej". – Natomiast oczywiście znamy z historii takie przypadki, gdzie można bardzo dobre narzędzia demokratyczne wykorzystać przeciwko samej demokracji – zauważyła. 

Czytaj więcej

Jacek Jaśkowiak o kampanii w Krakowie: będą padały różnego rodzaju farmazony

Kilka problemów, przed którymi stoi PiS i Jarosław Kaczyński

Pytana o sytuację na ogólnopolskiej scenie politycznej i sondaż dla „Rzeczpospolitej”, pokazujący, że Prawo i Sprawiedliwość – jeżeli chce wrócić do władzy – będzie się musiało porozumieć nie tylko z Konfederacją, ale również z partią Grzegorza Brauna, bo bez nich niemożliwe będzie stworzenie rządu, Barbara Brodzińska-Mirowska oceniła, że „to trudna sytuacja dla Jarosława Kaczyńskiego” i prezes PiS ma przed sobą kilka problemów. – Jednym z nich jest to, że w zasadzie nie ma gdzie poszukiwać elektoratu. Po drugie, wszystkie dotychczas podjęte kroki spowodowały, że ci, którzy odpłynęli do Brauna wcale nie chcą wracać. A trzeci problem jest taki, że potencjał koalicyjny jest utrudniony – mówiła. 

Czytaj więcej

Nowy sondaż partyjny „Rz”: KO prowadzi, ale traci. PiS zyskuje, ale potrzebuje Grzegorza Brauna

W odpowiedzi na sytuację wewnętrzną w Prawie i Sprawiedliwości podzieliła się wątpliwościami dotyczącymi kandydatury Przemysława Czarnka na premiera w ewentualnym przyszłym rządzie z udziałem Prawa i Sprawiedliwości. – Nie lubię spekulować i wróżyć z fusów, ale myślę, że to w ogóle nie jest przesądzone, że właśnie on będzie kandydatem na premiera – powiedziała. 

Jej zdaniem „odsunięcie i marginalizacja Mateusza Morawieckiego była strategicznym błędem PiS-u, ponieważ w ten sposób zamknęli sobie drogę przynajmniej do próby rebrandingu i poszukiwania bardziej umiarkowanego wyborcy”. – Marginalizacja (byłego premiera) spowodowała nasilenie wewnętrznych napięć. (...) W ostatnich miesiącach to on robił ogromną pracę, niewidoczną, z różnymi środowiskami. To jest polityk, którego, moim zdaniem, nie da się tak łatwo odstawić do kąta. (...) Wcale nie mam przekonania, że on nie odwinie się partii tuż przed wyborami – dodała ekspertka.

Czytaj więcej

Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego zarejestrowane. „Na pewno nie wyjdę z PiS”

Jej zdaniem możliwy jest scenariusz, w którym Morawiecki, podobnie jak Péter Magyar na Węgrzech, „uwiarygadnia się” tym, że odchodzi z partii. – Taki scenariusz byłby bardzo ciekawy, bo wyobraźmy sobie, że tuż przed wyborami, odpowiednio wcześnie, Mateusz Morawiecki jednak robi odwrót, nawet kontrolowany. Powiedzmy, że nawet jest w stanie ustalić to z partią. I nagle się okazuje, że na przykład środowiska Mateusza Morawieckiego odbierają część (elektoratu) Prawu i Sprawiedliwości. Ale jeżeli doszłoby do takiego scenariusza, jeżeli on by się zrealizował, to Mateusz Morawiecki mógłby mieć zupełnie inną pozycję negocjacyjną – zauważyła.

Zbigniew Ziobro kłopotem nie tylko PiS, ale również dla Koalicji Obywatelskiej

W odpowiedzi na pytanie o zdolność koalicyjną Koalicji Obywatelskiej, która co prawda nieznacznie straciła w sondażu dla „Rzeczpospolitej”, ale nie ma z kim stworzyć większości rządzącej, Barbara Brodzińska-Mirowska stwierdziła, że dla wyborców, zwłaszcza dla „żelaznego elektoratu” Koalicji Obywatelskiej bardzo ważne były rozliczenia, "bardzo manifestowane w kampanii wyborczej".

Czytaj więcej

Zbigniew Ziobro widziany w Stanach Zjednoczonych

– Dziś wiemy (…), że rozliczenia już nie są w priorytetach społeczeństwa. Z badań to jasno wynika. Jest kwestia sytuacji gospodarczej, pewnych aspiracji, bezpieczeństwa. Nie zmienia to faktu, że symbolicznie ma to ogromne znaczenie dla postrzegania tego rządu jako rządu skutecznego lub nie – powiedziała. – Moim zdaniem problem rządu polega na tym, że zdaniem wyborców państwo jest skuteczne lub nieskuteczne, i nie ma nic pośrodku. W sytuacji, w której były minister sprawiedliwości bawi się w kotka i myszkę z polskimi organami ścigania, to (...) podstawowe poczucie sprawiedliwości społecznej jest głęboko naruszone. Dla większości wyborców jest to niewyobrażalne, żeby człowiek, nad którym wisi tych 26 zarzutów, mógł w taki prosty sposób przygotować sobie scenariusz i wyjechać do Stanów (Zjednoczonych) – zauważyła.

Czytaj więcej

Wiemy, dlaczego Zbigniew Ziobro zdążył uciec. Nie popisała się prokuratura, ale także sąd

– To jest bardzo trudna sytuacja dla Prawa i Sprawiedliwości, no ale przede wszystkim to jest najtrudniejsza sytuacja dla koalicji rządzącej, dlatego że pokazywanie skuteczności w polityce jest dzisiaj podstawą. Sprawa Ziobry, zdaniem dr hab. Barbary Brodzińskiej-Mirowskiej, rozmówczyni Jacka Nizinkiewicza, „obnaża słabość państwa (...) i tego naprawdę nic nie zmieni”.