Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są kluczowe postulaty protestujących naukowców.
  • Jak Polska wypada na tle Europy pod względem liczby naukowców i wysokości ich wynagrodzeń.
  • Dlaczego samo zwiększenie finansowania może okazać się „nalewaniem wody do dziurawego wiadra”.
  • Jaki jest związek między kryzysem w nauce a ucieczką z Polski firm technologicznych wartych miliardy.

Pod Sejmem zebrały się setki osób, które pod hasłem „3 proc. PKB dla nauki” protestują przeciwko – jak to określają – „systemowemu głodzeniu nauki”. Petycję online w sprawie zwiększenia finansowania tego sektora podpisało już ponad 25 tys. osób. Tę oddolną inicjatywę poparli badacze z całego kraju, a piszą o niej nawet zagraniczne media, w tym prestiżowy „Nature”.

Foto: Michał Duszczyk/Rzeczpospolita

Rozwój kraju zagrożony?

Przed gmachem Sejmu wybrzmiał głośny sprzeciw środowiska akademickiego wobec wieloletnich zaniedbań. Ponad partyjnymi podziałami, ramię w ramię stanęli przedstawiciele kluczowych związków zawodowych oraz sami naukowcy. Wiceprezeska Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP Aneta Trajanowska, występując w fartuchu laboratoryjnym, przypomniała, że postulaty środowiska od lat pozostają niezmienne, a spadek nakładów na naukę realnie zagraża rozwojowi kraju. Zwróciła szczególną uwagę na sytuację pracowników administracyjnych i technicznych.

– Żądamy systemowego, corocznego zwiększania nakładów finansowych na szkolnictwo wyższe i naukę o 0,3 proc. PKB do poziomu 3 proc. PKB – mówiła Trajanowska. – Pensja profesora powinna wynosić dwie średnie krajowe, a minimalne wynagrodzenie pozostałych pracowników uczelni – co najmniej połowę tej kwoty.

Zgromadzony tłum co chwila przerywał wystąpienia, skandując głośno: „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski!” oraz „Nauka to nie koszt, to inwestycja”.

Krzysztof Pszczółka, zastępca przewodniczącego Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność” Uniwersytetu Śląskiego, w emocjonalnym wystąpieniu pytał rządzących o przyczyny najniższego w historii finansowania nauki w stosunku do PKB. Przywołał alarmujące statystyki, z których wynika, że w Polsce na 10 tys. mieszkańców przypada zaledwie 34 naukowców, podczas gdy w Niemczech blisko setka, a w Norwegii aż 160. Zwrócił też uwagę na rażąco niskie zarobki kadry akademickiej.

Foto: Michał Duszczyk/Rzeczpospolita

– Pensja profesora to 9400 zł, czyli nieco ponad 2200 euro. Najniższa krajowa w Niemczech czy Irlandii jest wyższa niż pensja polskiego profesora po ukoronowaniu jego zawodowej kariery – alarmował Krzysztof Pszczółka, pytając posłów, czy zapomnieli już o uniwersytetach, na których sami się kształcili.

Podczas protestu głos zabrali również reprezentanci młodego pokolenia i badaczy. Agata Starosta, polska biolożka molekularna, dr hab. nauk biologicznych, profesor Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, upomniała się o godne i stabilne warunki dla studentów oraz doktorantów.

– Wyższe wykształcenie nie może stać się przywilejem wyłącznie dla najzamożniejszych, a uczelnie muszą pozostać otwarte dla każdego, kto wykazuje chęć rozwoju i poznawania świata – argumentowała.

8 mld zł na ratunek. Ale potrzeba reform

Uczestnicy protestu domagają się wzrostu wynagrodzeń i nakładów na B+R (badania i rozwój). Jak wylicza dr hab. Adam Gendźwiłł z Wydziału Socjologii UW, na podniesienie wynagrodzeń minimalnych (aby pensja adiunkta wynosiła tyle co średnie wynagrodzenie w gospodarce), urealnienie progu stypendium socjalnego, zwiększenie stypendium doktoranckiego do poziomu płacy minimalnej oraz na dofinansowanie Narodowego Centrum Nauki (NCN) potrzeba około 8 mld zł. To 0,87 proc. budżetu państwa na 2026 r., kwota odpowiadająca 20-proc. wzrostowi nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe.

Foto: Michał Duszczyk/Rzeczpospolita

Andrzej Dybczyński, były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz, sugeruje, że priorytetem resortu nauki powinno stać się powiązanie wynagrodzenia naukowców ze średnią płacą w przemyśle, zwiększenie finansowania NCN i ustanowienie sztywnego mechanizmu budżetu nauki jako określonego procentu PKB. Jego zdaniem pieniądze to jednak nie wszystko. Jak twierdzi, hasło „3 proc. na naukę” jest jak najbardziej zasadne, ale najpierw potrzebna jest głęboka reforma systemu nauki. Ostrzega: inaczej to będzie „nalewanie wody do dziurawego wiadra”.

Niedawno specjalny zespół badaczy, specjalistów od transferu technologii i przedstawicieli sektora deeptech (firm bazujących na odkryciach naukowych), działający przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, przedstawił wnioski ze swoich rocznych analiz nad sposobem udrożnienia współpracy nauki z biznesem, a także uwolnienia innowacyjnego potencjału drzemiącego w naszym kraju. Wśród licznych rekomendacji znalazł się m.in. postulat stworzenia w naszym kraju „superuczelni”. Choć w resorcie podkreślają, że zbudowanie jej od podstaw nie wchodzi raczej w rachubę, to osiągnięcie tego efektu jest możliwe poprzez integrację istniejących instytucji naukowych.

Wszyscy protestujący są zgodni: sytuacja jest krytyczna. Bez większego wsparcia nauki Polska nie będzie się liczyć w świecie innowacji. A o obecnej sytuacji wiele mówi zapaść w „produkcji” nowych doktorantów. Między 2019 a 2024 r. ich liczba w naszym kraju spadła aż o 42 proc. Jednocześnie w rankingach innowacji mocno dołujemy.

Eksperci tłumaczą, że problem jest głęboki, bo dotyczy również finansowania start-upów. Statystyki nie pozostawiają złudzeń: wskaźnik inwestycji wysokiego ryzyka (VC) w odniesieniu do PKB w Estonii to 1,17 proc., gdy w Polsce – zaledwie 0,07 proc. To oznacza tyle, że gdybyśmy dorównali Estonii, polskie start-upy generowałyby 16 mld euro wartości dodanej rocznie. Tymczasem mamy do czynienia z ucieczką jednorożców (start-upy o wycenie co najmniej 1 mld dol.). Tu znów warto spojrzeć na liczby. Siedem topowych firm założonych przez Polaków (m.in. ElevenLabs, DocPlanner) pozyskało 1,7 mld dol. kapitału, czyli trzy razy więcej niż wart był cały polski rynek VC w 2024 r. Dziś żadna z nich nie ma siedziby nad Wisłą. Wystarczy przywołać historię ElevenLabs, firmy wycenianej na 11 mld dol., która została założona przez dwóch Polaków, ale rodzimy system wsparcia nie odegrał w jej powstaniu żadnej roli.