Nazywanie obecnej rywalizacji technologicznej nowym wyścigiem zbrojeń przestaje być publicystyczną przesadą. W Waszyngtonie sztuczną inteligencję stawia się dzisiaj na równe z przemysłem zbrojeniowym czy energetyką jądrową. Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, dr Leszek Bukowski, wskazuje na głęboki sens tego porównania: „Zastosowanie sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego m.in. w cyberbezpieczeństwie i zastosowaniach militarnych staje się dzisiaj głównym polem zmagań pomiędzy największymi mocarstwami na świecie”.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Chińska AI uderza w gigantów. Darmowy Kimi3 wywołał panikę na rynku

Technologia ta wymaga jednak ogromnego zaplecza infrastrukturalnego i energetycznego. Jak podkreśla gość Rzeczpospolitej, patrzeć należy na to szeroko: „To jest zmiana paradygmatu informatyki i w ogóle podejścia do rozwiązywania problemów naukowych, inżynierskich czy programistycznych. To technologia, która wymaga ogromnych mocy obliczeniowych, a te centra potrzebują potężnych nakładów energii”.

Giganci z Doliny Krzemowej na straży

Rywalizacja amerykańsko-chińska różni się od zimnowojennego starcia USA z ZSRR, gdzie istniały dwa całkowicie odrębne ekosystemy. W przypadku sztucznej inteligencji ciężar rywalizacji w USA spoczywa na sektorze prywatnym. Dr Bukowski zwraca uwagę na skalę tej dominacji: „Dzisiaj około 75 proc. mocy obliczeniowych w AI to są Stany Zjednoczone. Pięć największych firm, takich jak Amazon, Microsoft czy Google – posiada 71 proc. takich mocy w skali całego świata”.

Czytaj więcej

Miliony znikają z rynku chipów. Inwestorzy boją się chińskiej konkurencji

Dawny dystans Doliny Krzemowej do armii przeszedł do historii. Dzisiaj niemal każdy gigant technologiczny ma powiązania z wojskiem czy wywiadem. Chociaż Chiny starają się nadrabiać zaległości i stawiają na tzw. modele otwarte, Amerykanie wciąż wygrywają w najważniejszych testach. „Jeśli chodzi o zagadnienia matematyczne i w nauce, a one są dzisiaj faktycznie najważniejsze – Amerykanie cały czas wiodą tu prym” – zaznacza ekspert.

Dylemat współzależności i wyzwanie dla Europy

Mimo politycznego napięcia, amerykański biznes, wciąż zerkając w stronę Pekinu, znajduje się w klinczu. Przykładem jest Nvidia, która chciałaby sprzedawać układy scalone na rynek chiński, podczas gdy administracja rządowa woli odcinać rywala od technologii.

Czytaj więcej

Incydent w OpenAI nie był taki niewinny. Uciekająca AI to poważne ostrzeżenie

Z kolei na tle USA i Chin drastycznie odznacza się bierność Europy, która próbuje budować tzw. suwerenność cyfrową głównie za pomocą regulacji prawnych, a nie realnych inwestycji. Gość „Rzecz o geopolityce” nie zostawia na tym podejściu suchej nitki: „słyszymy, że minęły dwa lata, mówimy o sumach śmiesznych wobec tego, co inwestują Stany Zjednoczone, i słuchamy, że staniemy się liderem AI – to jest niepoważne. Stajemy się po prostu konsumentem interfejsów i API ze Stanów Zjednoczonych. Suwerenności cyfrowej nie zbudujemy przepisami prawnymi”. Bez przeznaczenia potężnych środków na rozwój własnego zaplecza i akceleratorów, Stary Kontynent ryzykuje stałą marginalizację w tym kluczowym wyścigu stulecia.