Co to szaleństwo wyprawia się w polskich teatrach z „Hamletem”, poniekąd księciem i bohaterem polskim, przez reinterpretację Wyspiańskiego, ale też pierwowzór Konrada. Niedawno odbyła się premiera w Zagłębiu, dzień przed Twoją po śląsku w Katowicach, a niebawem po Twojej – nowej wersji napisanej przez powracającego do teatru Pawła Demirskiego. Dodam dla porządku „Hamleta” Jana Englerta z Hugo Tarresem, który gra u Ciebie ważną rolę w „Niewyczerpanym żarcie” w Narodowym. Masz diagnozę tej fali czy robisz swoje?
Robię swoje. Uprawiam strategię celowej ignorancji, choć informacje o premierach do mnie dochodzą i chętnie obejrzę każdego z innych Hamletów po premierze naszego. Nie chcę się sugerować cudzymi interpretacjami. Chciałbym komentować rzeczywistość, a nie inne spektakle.
Hamlet nie dorósł do roli, która na niego spada. Jednocześnie jest świadomy systemowego okrucieństwa, w którym ma swój udział. Ciężko jest mi dziś postrzegać Hamleta jako postać, której się współczuje. Jest więźniem swojego przywileju.
Kamil Białaszek: Hamlet jest więźniem swojego przywileju
Hamletów było wielu – różnych, poczynając od romantycznych ujęć po krytyczne: kontestatora-nieudacznika, którego wuj, król Klaudiusz próbuje uratować królestwo, po rządach starego Hamleta, nie zawsze wartego romantyzacji i martyrologizacji. Jaki będzie Twój?
Hamlet nie dorósł do roli, która na niego spada. Jednocześnie jest świadomy systemowego okrucieństwa, w którym ma swój udział. Ciężko jest mi dziś postrzegać Hamleta jako postać, której się współczuje. Jest więźniem swojego przywileju.
Historia rodzinna Hamleta układa się w ten sposób: jego ojciec był hazardzistą i narcyzem, gotowym poświęcić całe państwo w zakładzie – stary Hamlet złamał święty u Szekspira schemat królewskiego dziedziczenia, przejmując tereny od ojca Fortynbrasa i ryzykując wojnę o „spłacheć ziemi”.
Matka zaś była dla Hamleta nadopiekuńcza, bo jak zbrodniarz wojenny, którym był niemal każdy feudalny władca w XVI wieku, miałby wychować takiego wrażliwca? Prawdopodobnie nie spędzał z nim czasu.
Jeśli dojdzie do tego życie w ciągłym zagrożeniu i konspiracji dworskiej, w rodzinie pełnej polityków, układa nam się obraz pretensjonalnego, acz charyzmatycznego socjopaty.
Słyszałem, że nie idealizując Hamleta, chcesz podstawić lustro swojej generacji, która poddała się światu korpo i łyka mcdonaldy bez obrzydzenia. Tak widzisz rówieśników – jako ludzi, którzy zostali kupieni przez świat konsumpcji i gadżetów?
Nie do końca. Jesteśmy generacją ludzi uzależnionych, to prawda. Ale Gen Z to jednocześnie pokolenie bardzo świadome i protestujące m.in. przeciwko kapitalistycznemu wyzyskowi oraz ludobójstwu na Bliskim Wschodzie. Tylko że ciężko jest protestować w rzeczywistości, w której pokojowy protest jest infantylizowany, czego przykładem mogą być złośliwe komentarze wokół działań Ostatniego Pokolenia. A co, gdyby stali się bardziej radykalni? Czy taki właśnie romantyczny obraz buntu pokochałyby starsze pokolenia?
Jedną z najlepszych form buntu przeciwko kapitalizmowi jest ograniczenie konsumpcji, ale jak człowiek ma ograniczyć konsumpcję, pracując i studiując jednocześnie, żeby mieć dach nad głową? Ogranicza ją, gdy wracając do domu zgarnia McDonalda po drodze, bo nie ma siły gotować.
Gen Z to jednocześnie pokolenie bardzo świadome i protestujące m.in. przeciwko kapitalistycznemu wyzyskowi oraz ludobójstwu na Bliskim Wschodzie. Tylko że ciężko jest protestować w rzeczywistości, w której pokojowy protest jest infantylizowany, czego przykładem mogą być złośliwe komentarze wokół działań Ostatniego Pokolenia.
Fakt, Gen Z nie ma narzędzi, żeby zbuntować się przeciwko inwigilacji lub kontroli mediów przez algorytmy. To jest najbardziej przerażające w kontekście wykorzystania sztucznej inteligencji przez rządy i korporacje przeciwko obywatelom.
Możliwe, że czas na protestowanie przeciwko korporacjom już minął albo właśnie się kończy.
Czytaj więcej
Dyrektor Boris Kudlička wraz z zastępcami przedstawił długo oczekiwany, szczegółowy program nowego sezonu Opery Narodowej. Widać jakościową i ilośc...
Kamil Białaszek: Nie uważam swojej twórczości za obrazoburczą
A Ty nie patrzysz na siebie jak na Hamleta-rapera w polskim teatrze?
Jeśli chodzi o to, czy uważam swoją twórczość za obrazoburczą – to nie za bardzo. Myślę, że teatr widział już bardziej radykalne reinterpretacje pomnikowych tekstów.
Poza tym mam pewne uprzedzenia klasowe wobec Hamleta i wolałbym nie postrzegać się jako dzieciaka, który rozstawia wszystkich po kątach.
Ma być podobno u Ciebie toaleta z pisuarem i kryptowaluty. Olewają nas elity i uciekają z forsą, gdy obywatele uwierzą zbytnio w nowy cud i że można się na ruletce obłowić?
Pisuar jest przede wszystkim symbolem męskiej dominacji.
Tron nie jest uniwersalny, ma płeć. A pisuar w naszej wersji „Hamleta” stanowi odniesienie do teorii skapywania, w którą zawzięcie wierzą zwolennicy nieograniczonego wolnego rynku. Jest ona chyba wszystkim znana i brzmi mniej więcej tak: „Jeżeli właściciel korporacji się wzbogaci, to wszystkim zatrudnionym przez niego pracownikom też coś skapnie”. Rozenkranc i Gildenstern są zawziętymi wyznawcami tej teorii, ciągle czekają pod pisuarem, aż coś skapnie.
Narracja, według której miliarderzy są głównymi żywicielami narodu, a opodatkowanie ich skończyłoby się ekonomiczną katastrofą, została wykorzystana m.in. w USA do wprowadzania antyludzkiej polityki – takiej jak brak publicznej ochrony zdrowia.
Czytaj więcej
Dwa Pokazy Mistrzowskie „Europy” Krzysztofa Warlikowskiego i międzynarodowy panel dyskusyjny „Fenomen teatru Krzysztofa Warlikowskiego” złożą się 8...
A wiedziałeś, że wcześniej czy później wybuchnie afera polityczna z Zondą i nasze skłócone elity będą się przerzucać odpowiedzialnością?
Krypto to ogromne pole do popisu dla oszustów i finansistów, nie zdziwiło mnie więc to, ilu polityków jest w to umoczonych. „Optymalizacja podatkowa” nigdy nie była tak prosta. To jest właśnie rezultat naiwnej wiary w to, że najbogatsi będą odprowadzać uczciwie swoją część zysków i że władza nie manipuluje rynkiem dla własnych korzyści.
Na temat udziału poszczególnych polityków w przekręcie Zondacrypto niech wypowie się najpierw prokurator.
Narracja, według której miliarderzy są głównymi żywicielami narodu, a opodatkowanie ich skończyłoby się ekonomiczną katastrofą, została wykorzystana m.in. w USA do wprowadzania antyludzkiej polityki – takiej jak brak publicznej ochrony zdrowia.
Kryptowaluty to loteria. Możesz się obudzić z pustym portfelem
A Ty inwestujesz? Wiesz, o co w tym kopaniu walut chodzi?
Wiem, że Satoshi Nakamoto posiada ok. 5 proc. wszystkich aktywów Bitcoin. Ale nikt nie wie, kim jest Satoshi Nakamoto i czy w ogóle istnieje. Czy to stwarza stabilny grunt do inwestowania w Bitcoina?
Można tłumaczyć, że Bitcoin należy też do rezerw banków państwowych, albo że są inne kryptowaluty, ale mechanizm pozostaje ten sam – nie masz pojęcia, kto obraca większością z tych aktywów.
Jak dla mnie kryptowaluty to loteria, każdego dnia możesz się obudzić z pustym portfelem.
Poza tym są bardzo przydatne na czarnym rynku i wszystkie deepwebowe transakcje (transakcje w ukrytej sieci – przyp. red.) wykonywane są w krypto. Nie chcę brać w tym udziału.
Twój poznański debiut „Pan Tadeusz” pokazał, że bliżej Ci do blokowiska w Raszynie niż do tradycji szlacheckiego dworku. Tyle że dworek był zakłamany, o czym pisał już Boy-Żeleński, więc może cała ta Polska na pieniądzach oparta, a nie na ideałach. Ale czy jak raper Koza przyszedł do Akademii Teatralnej, to był szok czy starano się skorzystać z nowych myśli, jakie wnosiłeś?
Nie jestem najbardziej ekscentryczną postacią w środowisku teatralnym. Szczerze? Nawet nie odstaję. Było zaciekawienie i pobłażliwość wobec tego, że czasem rzucę wulgaryzmem albo slangowym wyrażeniem. Musiałem nauczyć się akademickiego sposobu budowania wypowiedzi. Myślę, że moja obecność w Akademii na dłuższą metę nie wzbudziła sensacji.
A co Cię skierowało do teatru – czyżby rymowany język dawnych komedii i tragedii może?
Doświadczenie wglądu i zainteresowanie literaturą. W wieku ok. 16 lat zainteresowałem się filozofią i psychologią, zacząłem odkrywać kulturę i sztukę. Miałem wtedy ogromny kompleks, że niczego nie rozumiem. Teatr wydawał mi się komunikatywny w sposobie wyrażania myśli i diagnozowania społeczeństwa, na pewno dużo łatwiej było mi obcować z dramatami niż z filozofią Sartre’a, na przykład. Chyba do teatru skierowała mnie ciekawość.
Nie jestem najbardziej ekscentryczną postacią w środowisku teatralnym. Szczerze? Nawet nie odstaję. Było zaciekawienie i pobłażliwość wobec tego, że czasem rzucę wulgaryzmem albo slangowym wyrażeniem. Musiałem nauczyć się akademickiego sposobu budowania wypowiedzi.
Idzie za Tobą nowe pokolenie?
Nie uważam się za głos pokolenia, moja sytuacja i historia są bardzo specyficzne. Na koncertach i spektaklach dostrzegam ludzi w różnym wieku, choć oczywiście dominuje przedział 18-27. Sami młodzi ludzie to ogromne spektrum, bo niektórzy z nich słuchali mojej muzyki już 7-8 lat temu, czyli dorośli razem ze mną. Mam pewną wspólnotę „fanów”, staram się nawiązywać z nimi kontakt i organizować wydarzenia, na których możemy się spotkać.
Być raczej z nimi, niż ich „prowadzić”.
Co do pokolenia najnowszego, czyli nastolatków, to większość z nich nie ma pojęcia, kim jestem. Scena polskiego rapu zmienia się dynamicznie i jest przesaturowana, z perspektywy niemal dekady działalności jestem dla nich już starym dziadem.
Czytaj więcej
Wystawa Tadeusza Kantora i Marii Jaremy, polskich awangardystów, którzy tworzyli Cricot 2, została otwarta na La Biennale di Venezia, gdzie gościli...
Chciałem wrócić do „Niewyczerpanego żartu”, który wyreżyserowałeś w Teatrze Narodowym. Co Cię skłoniło do wystawienia tysiącstronicowej powieści? Nie lepiej było napisać coś własnego, jak Masłowska w czasie debiutu?
Foster Wallace to jedna z moich największych literackich fascynacji i bardzo się cieszę, że mogłem oddać mu hołd. „Niewyczerpany Żart” to suma tematów, które mnie interesują: wpływ konsumpcji na kulturę, imperializm USA, problem ambicji i uzależnienia – lepiej bym tego nie napisał. Wplotłem zresztą elementy swojej dramaturgii do tego spektaklu, tak samo jak do „Pana Tadeusza” i „Hamleta”. W teatrze fajna jest możliwość wejścia w dialog z wielkim artystą, najczęściej już martwym. Pisałem już samodzielne scenariusze, np. do spektaklu „Fame MMA” nagrodzonego na festiwalu Istropolitana, jednak fajnie jest mieć punkt odniesienia silnie ugruntowany w literaturze.
Wódka JEST dragiem. Alkohol to twardy narkotyk, uzależniający fizycznie. Złudzenie, że nie jest to silne ćpanie albo że nie generuje negatywnego społecznego wpływu wymagało lat propagandy. Nie uważam, żeby z wódki i narkotyków jedno było lepsze od drugiego – doświadczyłem różnych stanów upodlenia związanych z zażywaniem narkotyków i nie są to doświadczenia, których bym komukolwiek życzył.
Polski rap jest różnorodny
Ten spektakl za książką podejmuje również temat uzależnień. Zastanawiałeś się co gorsze – wódka czy dragi? Czy to zastępczy temat w kłótni między starymi i młodymi, a wszystko trzeba widzieć inaczej?
Wódka JEST dragiem. Alkohol to twardy narkotyk, uzależniający fizycznie. Złudzenie, że nie jest to silne ćpanie albo że nie generuje negatywnego społecznego wpływu wymagało lat propagandy. Nie uważam, żeby jedno było lepsze od drugiego – doświadczyłem różnych stanów upodlenia związanych z zażywaniem narkotyków i nie są to doświadczenia, których bym komukolwiek życzył.
Afroamerykański rap to dziś miliardy dolarów, więc rewolucja się udała. Nasi raperzy, idąc tym tropem, bo przecież naszych ludowych gatunków nie odświeżają, też biedy nie klepią. A Ty jak widzisz swoją przyszłość?
Rap zmienił swoją narrację. Kiedyś był o budowaniu wspólnoty i zachowaniu siły w biedzie. Teraz jest o afirmacji sukcesu i ego. Wielki kapitał zmanipulował tę narrację, a raperzy sprzedali się wielkiemu kapitałowi. To jest oczywiste.
Z drugiej strony polska scena rapowa jest jedną z najbardziej różnorodnych i myślę, że nie warto popadać w fatalizm, zawsze znajdą się znakomici wykonawcy, którzy nie poddają się tendencjom głównego nurtu. Chciałbym być jednym z nich.