Żadna wystawa nie ma takiej ekspozycji na Biennale di Venezia jak „Tadeusz Kantor (1915–1990). Emballage, Cricotage and Madame Jarema”, jest bowiem do obejrzenia tu, gdzie przychodzą wszyscy odwiedzający Wenecję: na na Placu św. Marku, ledwie kilkadziesiąt metrów od bazyliki jego imienia, w Procuratie Vecchie. Inne ekspozycje są zorganizowane w ogrodach Biennale, czyli w pawilonach narodowych, we wspólnych przestrzeniach Arsenału, a więc spory kawałek od historycznego centrum, lub porozrzucane po mieście.
Czytaj więcej
Nie sposób było nie ulec fascynacji taką osobą jak Maria Jarema. Mając w sobie iskrę geniuszu Tadeusz Kantor widział to w Jaremie: oni się wzajemni...
Kantor i Jarema po latach na La Biennale di Venezia
Wystawę trzeba obejrzeć, reprodukcje i zdjęcia nie wystarczą, ponieważ dzieła Kantora - i to nie tylko te „wypożyczone” z jego spektakli - w dużej części są trójwymiarowe. Dlatego w pełni działają na naszą wyobraźnię w bezpośrednim kontakcie. Tak jak sam artysta w swoich happeningach, performansach czy w planie sceny, gdzie pojawiał się jako kreator, animator, reżyser, ale też bohater swojego „pokoiku wyobraźni”. W Wenecji rozrósł się on do przekrojowej, wielowątkowej opowieści, w stematyzowanych i podzielonych gatunkowo oraz chronologicznie salach.
Wystawa Kantora i Jaremy na Pl. św. Marka
W jednej z nich zwiedzających wita druga bohaterka pokazu Maria Jarema – poprzez swoje obrazy, które kiedyś mogły robić wrażenie abstrakcji, dziś zaś portretów świata elektronów czy komputerowych wykresów („Głowy”) albo puzzli („Wyrazy”). Jaremę oglądamy też jako manekina w skórzanym kostiumie, tak jak ją przedstawił w spektaklu „Dziś są moje urodziny” Kantor. Osobne miejsce ma kantorowski, niezwykle intymny, list-poemat do Marii Jaremy z cyklu „Dalej już nic” (1985-1990), sumujący wielkie znaczenie przedwcześnie zmarłej artystki (w 1958 r., gdy zdążyła być gwiazdą Biennale).
„Umarła klasa" w Wenecji
Sam Kantor premiery „Dziś są moje urodziny” nie doczekał, mówiła więc jego słowami ze sceny za niego, ale przecież śmierć wpisana była i jest w scenariusz kantorowskiej sztuki, co potwierdza w Wenecji, nomen omen, obecna tu w wielu odsłonach „Umarła klasa”. Przywołana m.in. w zapisie słynnego filmu Andrzeja Wajdy czy jako instalacja ławek i manekinów w sali, mogącej robić wrażenie katechetycznej, lecz po włosku, bo z imponującym plafonem oraz zamazanymi przez czas ściennymi malowidłami w kształcie medalionów.
Przekorny charakter ma „Autoportret” w formie teatralnego mansjonu, ujętego w postaci sztalugi, z krzesłem i malarską paletą, przez co jeszcze mocniej emanuje obecność twórcy, którego tylko teoretycznie tu nie ma. W tej samej sali przemawia przecież z obrazu „Mam wam coś do powiedzenia” z przedśmiertnego cyklu „Cholernie spadam” – poważnego, a przecież kilka metrów dalej artysta żartuje pod tytułem „Jakaś postać wypadła z obrazu i okazało się, że była tylko fikcją”, datowanego na rok śmierci (1990).
Jerzy Starak na wystawie
A „Trzymam obraz, na którym jestem namalowany jak trzymam obraz”? Czy nie jest to dowód witalności wbrew śmiertelności? Ponownie oglądamy trójwymiarowe dzieło „przedłużone” poza płótnem sylwetką zarysowaną spodniami, butami i dłońmi obejmującymi ramy. Tak więc performans trwa, zgodnie z tym, co mówi Ania Muszyńska, kuratorka ekspozycji, przypominając, że gdy Kantor spotkał się z „papieżem pop artu” Andym Warholem, nie interesowała go coca cola, idole, ani zupa Campbella, czyli przejawy konsumpcjonizmu, tylko performans i happeningi.
Czytaj więcej
Gorąca atmosfera panuje w związku z obecnością na największej światowej prezentacji sztuki Rosji i Izraela, która dla publiczności będzie otwarta w...
Prapremiera Kantora w Wenecji na La Biennale di Venezia
Ania Muszyńska, oprowadzając po wystawie, sama zresztą improwizuje i performuje swoją kuratorską opowieść z emocjonalnością Kantora. Mówiąc m.in. o połamanych parasolach, wkomponowanych w obrazy-ambalaże, wielkiego mistrza interesowały bowiem przedmioty najniższej kategorii, a przecież nie ma nic bardziej bezużytecznego i smutnego niż połamany parasol, bohater kilku prac. Warto dodać, że Muszyńska podjęła się też roli rekonstruktorki nieistniejących już kostiumów zaprojektowanych przez Marię Jaremę.
Trójwymiarowy jest „Emballage IV” Kantora z plecakiem i kołem rowerowym czy siłą rzeczy „Kobieta w wannie” ze spektaklu happeningowego „Kurka wodna”. Przedmioty i postaci zaczęły „wychodzić” z ram obrazów już w połowie lat 60., co potwierdza „Mr. Kap. ts..i”, zaś motyw śmierci manifestował się już w „Maszynie pogrzebowej” (1961) w spektaklu informel „W małym dworku” (maszynę oglądamy w rekonstrukcji z 1982 r.).
Zrekonstruowane kostiumy zaprojektowane przez Marię Jaremę (na pierwszym planie)
Wenecka ekspozycja ma też swoją prapremierę, a mianowicie obrazy i rysunki Kantora wcześniej nieprezentowane, zrealizowane pod mecenatem Theodora Arhenberga, kolekcjonera również Picassa i Chagalla. Niesamowite są zwłaszcza wczesne rysunki, bo Kantor naszkicował w nich swoją przyszłość, która wciąż trwa dzięki wystawie przygotowanej przez Fundację Rodziny Staraków, ze zbiorów Starak Collection, Muzeum Sztuki w Łodzi i Cricoteki w Krakowie. Ekspozycji, która otrzymała od Biennale status stowarzyszonej i jest do obejrzenia do jego końca, czyli do 22 listopada.
Florentina Holzinger w Wenecji
W tym roku w proteście przeciw zgodzie, jakiej udzielił Pietrangelo Buttafuoco, przewodniczący Biennale, na otwarcie pawilonu Rosji, choć trwa jej agresja w Ukrainie i jest objęta sankcjami UE, a także udziałowi Izraela pomimo jego działań w Strefie Gazy – międzynarodowe jury nie przyznało nagrody i podało się do dymisji.
Ania Muszyńska, kuratorka wystawy
Nie ma jednak wątpliwości, że pośród prezentacji narodowych największe wrażenie robi pawilon Austrii, gdzie projekt „Seaworld” przygotowała jedna z najważniejszych obecnie reżyserek europejskich, performerka Florentina Holzinger. By obejrzeć jej i jej zespołu performans widzowie stoją w dwugodzinnej kolejce. Już przed pawilonem zobaczyć można zawieszony na ramieniu dźwigu dzwon z sentencją Cycerona „O tempora, o mores” („Co za czasy, co za obyczaje”) z jego krytyki Katyliny. Sercem dzwonu co godzinę, na zmianę stają się Holzinger i performerki. Nago, po linie podciągają się do wnętrza dzwonu i zwieszone głową do dołu, huśtając się od krawędzi do krawędzi, uderzają o nie metalowymi kulami przymocowanymi do bioder. To ostrzeżenie grane jest jako pointa tego, co można zobaczyć w środku pawilonu.
Czytaj więcej
Kilka dni przed otwarciem prestiżowego Biennale Sztuki w Wenecji jury wystawy podało się do dymisji. To efekt skandalu, który wybuchł po ogłoszeniu...
Miałem okazję widzieć, jak Florentina doprowadza do absurdu jazdę skuterem wodnym, który burzy spokój wody i truje powietrze spalinami. Remedium na zatruwanie natury stanowią dwa sanitariaty. Każdy widz może stać się performerem, oddając mocz do specjalnej instalacji, która filtruje go aż do postaci czystej wody. Umowa jest jednak następująca: nie można zrobić w toalecie nic więcej, a zwłaszcza tego, co jest symbolicznym aktem zatruwania środowiska innymi odchodami.
„Seaworld" Florentiny Holzinger
Efekt jest przepiękny: jedna z performerek zanurza się w akwarium pełnym błękitnej wody. Inne tworzą żywą rzeźbę-instalację, pokazującą kierunki świata. Jeszcze inna daje pokaz niesamowitej jogi, strzelając z łuku jak Amazonka do tarczy, lecz stopami, co jest tylko jednym z aktów nieprawdopodobnej ekwilibrystyki. Nagość performerek to nie tylko powrót do natury – zwiększa ekspresję performansu, który jest poruszający jak teatr Holzinger.
Polski pokaz w Wenecji
W środowisku wodnym rozgrywa się też polski projekt „Języki z wody”, instalacja przygotowana przez Bognę Burską i Daniela Kotowskiego, pokazywana jako zapis performansu na dwóch gigantycznych ekranach. To rzecz o przełamywaniu podziałów i próbie komunikacji, zrealizowana zgodnie z prawdą, że życie zaczęło się w wodzie.
Chór performerów stojących na brzegu pustego basenu wraca do niej w filmie, tworząc symfonię języka mówionego, migowego, a także wielorybów. W pełnej kontestacji sztuce prezentowanej na tegorocznym Biennale to rzadki przykład szukania harmonii w skonfliktowanym świecie.