30 kwietnia, tuż przed majówką, podpisała pani rozporządzenie nowelizujące katalog tzw. czystych nośników – chodzi m.in. o telefony komórkowe, smartfony, tablety, komputery stacjonarne i laptopy. Przy ich sprzedaży pobierana będzie opłata reprograficzna 1 proc. netto jako forma rekompensaty dla autorów, których utwory były odtwarzane lub kopiowane. PiS proponował 4 proc., ale minister Piotr Gliński tej kwestii nie uregulował. Czy i tym razem Ministerstwo Kultury spotkało się z dużym oporem lobbystów?
Spotkaliśmy się nie tylko z oporem lobbystów, ale też z ogromną liczbą fake newsów, które staramy się na bieżąco dementować. Przede wszystkim: to nie jest żaden „nowy podatek”, tylko aktualizacja już obowiązującego prawa, konkretnie ustawy o prawach autorskich i pokrewnych z 1994 r. Większych aktualizacji dokonano w 2008 r., a w 2011 r. wprowadzono pewne kosmetyczne zmiany. Warto przypomnieć, że na liście urządzeń, od których pobiera się opłaty w całej Unii Europejskiej – i my do tego również od dawna jesteśmy zobowiązani – nie było choćby smartfonów, z których korzysta obecnie 75 proc. Polaków. Przepisy trzeba było po prostu wprowadzić w XXI wiek.
Postanowiliśmy skończyć z uleganiem lobbingowi wielkich korporacji zagranicznych i producentów sprzętu elektronicznego, używanego do odtwarzania i kopiowania utworów polskich artystów, którzy nie otrzymują za to stosownej rekompensaty. Dopiero teraz Polska dotrzymuje zobowiązań i standardów prawa Unii Europejskiej. Wprowadzamy tę aktualizację obowiązującego prawa jako ostatnie państwo w Unii, nasz rząd zrobił to najszybciej jak się dało.
Dyskusje na ten temat trwały latami, aż postanowiliśmy skończyć z uleganiem lobbingowi wielkich korporacji zagranicznych i producentów sprzętu elektronicznego, używanego do odtwarzania i kopiowania utworów polskich artystów, którzy nie otrzymują za to stosownej rekompensaty. Dopiero teraz Polska dotrzymuje zobowiązań i standardów prawa Unii Europejskiej. Wprowadzamy tę aktualizację obowiązującego prawa jako ostatnie państwo w Unii, nasz rząd zrobił to najszybciej jak się dało. Powtórzę: to nie jest żadna dodatkowa opłata dla konsumentów, tylko koszt, jaki na całym świecie ponoszą producenci i dystrybutorzy.
Czytaj więcej
Gorąca atmosfera panuje w związku z obecnością na największej światowej prezentacji sztuki Rosji i Izraela, która dla publiczności będzie otwarta w...
Marta Cienkowska: reprografia może przynieść nawet 200 mln zł rocznie
Co ciekawe, w dawnym rozporządzeniu nie było również komputerów osobistych i telewizorów z funkcją nagrywania, a były kasety VHS albo magnetowidy, z których dziś mało kto korzysta. Trochę pachnie paraliżem państwa. Ale proszę powiedzieć, czy był dylemat dotyczący rodzaju opłat, bo w wielu krajach wprowadzono opłaty rzędu kilku euro, w innych, tak jak w Polsce, procentowe?
Chciałabym, żeby następni ministrowie kultury mieli tyle samo odwagi, żeby dalej aktualizowali prawo, jeśli pojawią się nowe nośniki. Przyjęcie procentowej formy daje przestrzeń na dalsze lata.
Czy wpływy z reprografii wyniosą 100 milionów złotych, jak się ostatnio szacuje?
Moim zdaniem można spodziewać się więcej – dojdziemy do 180, może nawet 200 milionów złotych. Trzeba jednak pamiętać o jednej rzeczy, a przy okazji zdementować kolejny fake: te pieniądze nie trafiają do budżetu państwa, lecz do organizacji zbiorowego zarządzania (OZZ), czyli de facto do artystów. Pracowaliśmy nad zmianą rozporządzenia spokojnie również dlatego, że razem z podpisaniem nowelizacji zapowiedzieliśmy zmianę ustawy o organizacjach zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi. Chcemy, żeby dystrybuowanie środków uzyskanych z reprografii dla artystów było możliwie transparentne.
Ostatnio były z tymi organizacjami problemy.
Sprawy związane ze STOART-em czy Stowarzyszeniem Filmowców Polskich skierowaliśmy do prokuratury. A w Polsce mamy obecnie dziewięć organizacji zbiorowego zarządzania z grona tych, które otrzymały licencję po wprowadzeniu ustawy o prawie autorskim w 1994 r. Za naszych rządów systematycznie kontrolujemy te organizacje i będziemy je kontrolować nadal. Faktem jest, że wewnętrzne procedury dystrybucji tantiem nie zawsze są w pełni transparentne. Dlatego rozpoczęliśmy prace nad zmianą prawa dotyczącą OZZ-ów.
A czy nie można było wcześniej uporządkować spraw tych organizacji?
Właśnie je porządkujemy. Zaraz siadamy do stołu z nimi i będziemy zmieniać prawo tak, żeby artyści wiedzieli, w jaki sposób dzielone są pieniądze z opłaty reprograficznej.
Porządkujemy sprawy OZZ
Stacje radiowe przekazują listy odtworzeń utworów, ale jak zweryfikować pochodzenie opłat z reprografii i komu się należą? Czy będą również przeznaczone dla młodych artystów, którzy dopiero wchodzą na rynek, choćby w formie stypendiów?
Każda organizacja zbiorowego zarządzania, w zależności od specyfiki swojego obszaru, ma własny system dystrybucji środków. Dlatego potrzebujemy transparentności systemu, przedstawimy go jeszcze w tej kadencji. Mamy już założenia legislacyjne, ale zanim o nich opowiemy chcemy się spotkać z OZZ, żeby przedyskutować nasze rozwiązania, bo to nie może być prawo tworzone odgórnie, a we współpracy i w dialogu. Skupimy się na tej sprawie zaraz po tym, jak pod obrady Sejmu wejdzie ustawa socjalna o zabezpieczeniu artystów.
Stworzyliśmy element systemu ubezpieczeń społecznych, który w Polsce dotąd nie funkcjonował, a funkcjonować powinien. To jest wypełnienie wieloletniej, systemowej luki.
O to zaraz zapytam, ale chciałbym jeszcze się dowiedzieć, czy będą weryfikowane ceny urządzeń wpisanych na listę opłat, by sztucznie nie rosły kosztem konsumentów?
Z doświadczeń państw europejskich, które wprowadziły nowelizację rozporządzenia już kilkanaście lat temu, wynika, że opłata reprograficzna nie wpływa na ceny sprzętu. Po pierwsze: producenci azjatyccy na przykład wprowadzają jedną cenę na całą Europę. Po drugie: opłata reprograficzna funkcjonuje w całej Unii, lista czystych nośników jest w państwach UE aktualna, a urządzenia są tam często tańsze niż w Polsce!
Ustawa o ubezpieczeniach socjalnych to kolejna sprawa, która przeleżała się w resortowej zamrażarce. Walczyła o nią za kadencji Zjednoczonej Prawicy wiceminister Wanda Zwinogrodzka, ale została przez rząd Mateusza Morawieckiego zablokowana. Jak będzie teraz?
Ustawa o socjalnym zabezpieczeniu artystów była omawiana ostatnio na Komisji Prawniczej, a to ostatni etap prac rządu po Stałym Komitecie Rady Ministrów przed wprowadzeniem na posiedzenie Rady Ministrów. Oznacza to, że maksymalnie za trzy tygodnie projekt z Rady Ministrów będzie wysłany do Sejmu. My pracę nad tą ustawą zakończyliśmy. Były one bardzo trudne, bo ta ustawa wprowadza w Polsce nowe prawo, które pisaliśmy od początku. Stworzyliśmy element systemu ubezpieczeń społecznych, który w Polsce dotąd nie funkcjonował, a funkcjonować powinien. To jest wypełnienie wieloletniej, systemowej luki.
A nie pojawią się głosy, że artyści w ten sposób stają się grupą uprzywilejowaną na tle innych zawodów?
Słucham?! To jest wzmacnianie roli kultury jako istotnej części gospodarki! Według Instytutu Ekonomicznego PIE już w 2021 r. kultura i sektory kreatywne wytworzyły 31,2 mld zł wartości dodanej, a po uwzględnieniu wpływu pośredniego było to ok. 82,4 mld zł, czyli 3,6 proc. PKB. Poprzedzając pracę nad projektem ustawy ustaliliśmy, że w sektorze kultury jest aktywnych zawodowo ok. 62 tys. osób, z czego 90 proc. ma nieregularne dochody, a niewiele ponad 8,3 proc. pracuje na stałej umowie o pracę. A teraz uwaga! Ponad 15 proc. nie posiada żadnego ubezpieczenia, bo pracują na czarno. A dlaczego pracują na czarno? Bo ich zwyczajnie nie stać na to, żeby zapłacić składkę! Taka jest prawda o dotychczasowym systemie kultury. To jest przerażające, trzeba to jak najszybciej zmienić. Mówimy o realnej pracy artystów, z której korzystamy na co dzień, która nie tylko poprawia jakość naszego życia, ale też reprezentuje nas na świecie, jest naszym soft power. O tym lubimy mówić, ale jakoś nie zauważamy, że większa część artystów pracuje za grosze i nie ma szansy na emeryturę.
Już w 2021 r. kultura i sektory kreatywne wytworzyły 31,2 mld zł wartości dodanej, a po uwzględnieniu wpływu pośredniego było to ok. 82,4 mld zł, czyli 3,6 proc. PKB.
Ten problem dotyczy również najmłodszych pokoleń artystów często zmuszanych do pracy na śmieciówkach. Ale z pewnością wielu Polaków chciałoby wiedzieć, czy ten system obejmie ponadprzeciętnie zarabiających artystów?
Nie, to system dla tych, którym na wymagającym rynku sztuki chwilowo powinęła się noga lub nie dają rady płacić składek, bo żyją od projektu do projektu, co jest w tej branży normą. Zaprojektowaliśmy system, którego strażnikiem ma być Zakład Ubezpieczeń Społecznych – sprawdzający składki i Krajowa Administracja Skarbowa – sprawdzająca przychody. Na dopłaty w systemie ubezpieczeń mogą liczyć artyści, którzy w ciągu ostatnich trzech lat mieli wpływy poniżej 125 proc. minimalnego wynagrodzenia ustawowego. Obecnie jest tak, że artyści, którzy przez dwa miesiące nie mają opłaconych składek, wypadają z systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Nie mają prawa do refundowanych leków, nie mogą pójść do lekarza bezpłatnie. Urlop macierzyński? Wolne żarty! Nowy system jest inwestycją państwa w pomijaną dotychczas grupę. Realne i społeczne koszty takiego pomijania po latach kosztują znacznie więcej.
Czytaj więcej
Niemcy dokonają kolejnego zwrotu dzieł sztuki, które zostały zrabowane w czasie ostatniej wojny - ustaliła „Rzeczpospolita”. Obecnie ministerstwo k...
Marta Cienkowska: stworzymy mechanizmy przekwalifikowania artystów
A jak będzie weryfikowany status artysty?
W Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej powstanie specjalna komisja opiniująca, która będzie się składać ze 140 ekspertów, reprezentujących stowarzyszenia artystyczne wszystkich dziedzin. Bardzo restrykcyjnie będziemy sprawdzać ciągłość pracy artystycznej. Osoba, która wykonała w życiu dwa projekty artystyczne, nie będzie uznawana za zawodowego artystę. Jednocześnie Rada Programowa Centrum będzie na bieżąco badać sytuację artystów w Polsce, ponieważ nie mamy regularnego monitoringu środowiska, jego problemów, bieżącego wpływu na gospodarkę. Stworzymy mechanizmy dające możliwość przekwalifikowania się tym artystom, którzy postanowią szukać pracy w innych branżach.
Skąd będą pochodzić dopłaty do ubezpieczeń?
Bezpośrednio z budżetu państwa. Szacujemy je na około 320 milionów rocznie. Maksymalna liczba osób, która kwalifikuje się do dofinansowań, to około 21 tysięcy artystów. Natomiast czy zgłoszą się wszyscy – tego nie wiemy.
A czy komisje artystyczne są reprezentatywne? W tym roku komisja powołana w Instytucie Teatralnym tak podzieliła pieniądze, że kilka największych festiwali teatralnych nie dostało ani złotówki. Musiała pani uruchomić rezerwę większą niż zwykle. Może ministerstwo powinno wprowadzić regulamin dobrych obyczajów tworzenia składu komisji, który gwarantuje reprezentowanie wszystkich grup wiekowych, profesji, estetyk, płci?
Jeśli chodzi o dopłaty do składek, wspomnianą komisję opiniującą stworzymy w sposób bardzo transparentny w uzgodnieniu ze wszystkimi stowarzyszeniami artystycznymi w Polsce. To zabezpieczy interesy środowiska. A jeżeli mówimy o Instytucie Teatralnym i programie Teatr – działała tam komisja rekomendowana przez Instytut Teatralny i rzeczywiście mamy swoje uwagi co do tegorocznego procesu podziału dotacji. Wyciągniemy z niego wnioski, jednak przed wprowadzeniem rozwiązań systemowych warto je przetestować na mniejszej próbie. Zrobiliśmy taki test w ramach Programów Ministra, czyli tam, gdzie operatorem jest Ministerstwo Kultury, a nie instytucja przez nas prowadzona. W dwóch programach dobraliśmy jedną połowę komisji eksperckiej losowo, a drugą w taki sposób, by wyrównać reprezentację mniejszych miejscowości wobec większych, gender balance, kwestie pokoleniowe… i to się sprawdziło. W tych programach nie pojawiły się żadne uwagi.
Czytaj więcej
Kilka dni przed otwarciem prestiżowego Biennale Sztuki w Wenecji jury wystawy podało się do dymisji. To efekt skandalu, który wybuchł po ogłoszeniu...
Marta Cienkowska: mam misję
Jak się Pani czuje na czele ministerstwa, reprezentując partię, która, gdyby teraz odbyły się wybory, według badań nie weszłaby do Sejmu?
W ogóle o tym nie myślę. Przyszliśmy do polityki jako grupa ludzi z wizją zmiany Polski w wielu obszarach.
A jeżeli mówimy o Instytucie Teatralnym i programie Teatr – działała tam komisja rekomendowana przez Instytut Teatralny i rzeczywiście mamy swoje uwagi co do tegorocznego procesu podziału dotacji. Wyciągniemy z niego wnioski,
A pokłóciliście się jak wiele partii wcześniej.
Nie spodziewałam się niektórych sytuacji i bardzo mocnych słów, które padły. Na te wydarzenia patrzę z pokorą, natomiast one nie mają żadnego wpływu na moją pracę. Nie poszłam do polityki po to, żeby rozsiąść się na stołku ministra, znam swoje zadania. Moim celem były i są zmiany w sektorze kultury. Pracowałam przez lata w środowisku teatralnym i widziałam, ile rzeczy jest do zrobienia. Podjęłam się realizacji obecnej misji nie po to, żeby pełnić funkcję reprezentacyjną. Jestem człowiekiem od roboty – czy robiąc kampanię Trzeciej Drogi, czy obecnie, pracując w rządzie. Wiem, jak ustawić proces i jak go realizować – jako wolontariuszka, koordynatorka projektu czy na stanowisku ministra.
Minister Zdzisław Podkański mówił w takich sytuacjach, że czuje się matką pszczół, królową.
A ja powiem, że mamy mocno ambitne plany do końca kadencji rządu i zamierzamy je zrealizować. Wkrótce opowiemy o szczegółach.