Powieść Edwarda Pasewicza, uznawana, nie bez racji, za wybitną, wymaga od czytelnika, by się nie pogubił w nadmiarze wątków, postaci i ich różnorodnych narracji. Autor podjął się heroicznego zadania opisania świata oraz umiejscowionej w nim jednostki.
Co zdarzyło się w Międzyrzeczu, dawniej Meseritz
Ten świat to dzisiejszy, polski Międzyrzecz w Wielkopolsce, dawniej Meseritz należący do Prus. To także narodowościowy i kulturalny tygiel, w którym przez lata mieszali się Niemcy, Polacy, Żydzi, a potem i Rosjanie. Wydarzenia okrutne jak uśmiercanie przez nazistowskich lekarzy chorych z tamtejszego szpitala psychiatrycznego łączą się niemal z metafizyką, do której należy poszukiwanie kodu nieśmiertelności zapisanego ponoć w nutach przez Scarlattiego.
Jacek Poniedziałek, Pulverkopf
Jacek Poniedziałek jako Patryk Werhunt w „Pulverkopf”
Jednostką jest mieszkający w Międzyrzeczu Patryk Werhunt, który próbuje z tych puzzli różnych historii ułożyć klarowny obraz i przede wszystkim zrozumieć, kim właściwie jest. Zbiera okruchy rodzinnych losów, docieka faktów, zostaje uwikłany w oskarżenie o przyspieszenie śmierci Tańskiego, a w onanistycznej inicjacji próbuje określić swoją tożsamość seksualną.
Zapomniany kompozytor Norbert von Hannenheim
Wśród duchów przeszłości jest też ważna, autentyczna postać – Norbert von Hannenheim, wybitna indywidualność niemieckiej awangardy, przez hitlerowskie władze zaliczony do kompozytorów zdegenerowanych i skazany na niebyt. Nękany obsesjami trafił do szpitala w Meseritz– Obrawalde. Przeżył, ale wkrótce po wyzwoleniu zmarł z wycieńczenia. Hannenheim fascynuje Patryka, staje się więc jego przywoływanym wciąż bohaterem.
W powieści Edward Pasewicz prowadzi czytelnika przez narracyjne odmęty, ale pomógł mu wydawca, stosując różne kroje pisma i szerokości kolumn tekstu, a także przypisy. Mimo to nie zawsze autorowi udało się zachować narracyjną spójność. W adaptacji teatralnej jest to zadanie jeszcze trudniejsze, a może wręcz niemożliwe do osiągnięcia, tym bardziej, że Edward Pasewicz z Krzysztofem Szekalskim współautorem teatralnego scenariusza, dodał część tekstów, które nie znalazły się i tak w bardzo obszernej powieści.
Tematy, które lubi Katarzyna Kalwat
Reżyserka Katarzyna Kalwat jest także absolwentką uniwersyteckiej psychologii, jej ulubione tematy teatralne to tożsamość seksualna, społeczna i artystyczna. W obsypanej nagrodami „Podróży do Reims” bohaterem był wybitny francuski socjolog, Didier Eribon, który nie tyle ujawniał swą orientację seksualną, co po latach wracał do swojej przynależności klasowej tak odmiennej od osiągniętej w życiu pozycji.
Czytaj więcej
Ustawa o mecenacie wprowadzi zabezpieczenia przed upartyjnieniem publicznych dotacji. To game changer w finansowaniu kultury - mówi Michał Merczyńs...
Bohaterka innego spektaklu, francuska filozofka Sara Kofman balansowała między żydowską tożsamością a asymilacją umożliwiającą przeżycie wojny. Teraz w „Pulverkopf” można odnieść wrażenie, że reżyserkę bardziej interesuje sam proces badawczy niż człowiek, który chce siebie zdefiniować.
Ważna jest natomiast w spektaklu muzyka, tym ciekawsza, chodzi o Norberta von Hannenheima, którego niemal cała spuścizna uległa w czasie wojny zniszczeniu, Paweł Mykietyn podjął się odtworzenia pewnych jej próbek i one, podobnie jak muzyczne poczynania uczestniczącego w akcji Fryderyka Lutyńskiego, znakomicie oddają tajemnicę pogmatwanej osobowości zapomnianego kompozytora.
Jacek Poniedziałek i porywający Krzysztof Oleksyn
Muzyka jest tu pewnego rodzaju spoiwem, stara się scalać narrację rozpadającą się na nie zawsze klarowne cząstki. Emocjonalną siłę mają za to poszczególne działania aktorskie – Alona Szostak we wstrząsającej opowieści Iriny czy Bogusława Schubert w roli niemieckiej babki Patryka, która próbuje bronić swojego życia znaczonego współudziałem w zabijaniu pacjentów przez doktora Grabowskiego (Wojciech Kalarus).
Krzysztof Oleksyn, Pulverkopf
Krzysztof Oleksyn jako Norbert von Hanennheim w s[ektaklu „Pulverkopf”
Najważniejszy jest jednak Jacek Poniedziałek jako główny bohater – narrator, badacz przeszłości i poszukiwacz. Jego Patryk Werhunt jest bliski Didierowi Eribonowi z „Podróży do Reims”, ale tamto wcielenie Jacka Poniedziałka było bardziej wyraziste i energetyczne. Tu mimo kilku wspaniałych aktorskich momentów wydaje się być chwilami przytłoczony ilością wypowiadanego tekstu. Tak więc nie Patryk Werhunt jest bohaterem spektaklu, a ten, który go zafascynował – Norbert von Hannenheim.
Sprawił to Krzysztof Oleksyn, który w finałowym monologu kompozytora jest porywający. Szaleństwo splótł z mistrzostwem formalnym, w słowach wystrzeliwanych z szybkością pocisków stara się zawrzeć to, czego Hannenheimowi nie udało mu się dotąd wypowiedzieć. I prowadzi jego opowieść od krzyku aż do śmierci, od życia do śmierci, gdy pada z wycieńczenia.
Trzy finały „Pulverkopf”
Po tej scenie, która obezwładnia widza, nic nie powinno się zdarzyć, ale Katarzyna Kalwat idzie dalej. Obrzęd szamański służy jednak jedynie temu, by pokazać, że umiejętności Karoliny Rzepy są znacznie większe, niż w postaci stereotypowej Redaktorki. Wojciech Kalarus po raz kolejny opowie o zbrodniczej działalności doktora Grabowskiego. A Jacek Poniedziałek wyjaśni na koniec tajemnicę śmierci Tańskiego, od której „Pulverkopf” się zaczął, choć po czterech godzinach widz już o Tańskim dawno zapomniał.