Podczas EKF dużo miejsca poświęcano tematowi finansowania inwestycji. Ostatnie dane NBP pokazują, że przedsiębiorstwa duże są bardziej otwarte na kredyt inwestycyjny niż małe i średnie. Jak to wygląda z pana perspektywy?
Duże przedsiębiorstwa faktycznie zaczęły już to robić i widać tę polaryzację w polskiej gospodarce i w sposobie finansowania się przez firmy. Ewidentnie duże firmy korzystają z kredytu, bo na tym skoncentrowane są duże programy pomocowe – i rządowe, i europejskie. Ale małe i średnie firmy – które zawsze były solą polskiej gospodarki i tworzyły ją już od lat 90. – są w pewnym finansowym i inwestycyjnym marazmie.
Ci przedsiębiorcy wolą w pierwszej kolejności korzystać z zasobów własnych, a dopiero potem myślą o dodatkowym finansowaniu, związanym choćby z kredytem bankowym?
Zdecydowanie tak, własne zasoby to nasz konik i absolutnie pierwsze źródło finansowania polskich przedsiębiorstw, co, patrząc efektywnościowo i wyłączając nasze przyzwyczajenia, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Bo koszt kredytu wcale nie jest taki wysoki. W Polsce oczywiście jest nieco wyższy niż w strefie euro, ale jak się przeliczy koszt kapitału własnego i koszt finansowania zewnętrznego przy dość niskich obecnie marżach kredytowych, to patrząc na efektywność ten rachunek się nie do końca zgadza. Można jednak wskazać obszary, które są najodważniejsze w podchodzeniu do inwestowania. Dziś są to wszystkie branże, które mają możliwości sięgania po środki pomocowe, głównie z Unii Europejskiej – czyli szeroko rozumiana infrastruktura, kolej, sektor obronny, który jest obecnie na ustach wszystkich i bardzo wiele firm w Polsce jest tym zainteresowanych. W tym ostatnim przypadku sytuacja się zmieniła, bo wcześniej banki nie chciały finansować tego typu działalności. Jednak ostatnie kilka lat zrobiło tu bardzo dużą różnicę i w efekcie otworzyło potężne źródło potencjalnego wzrostu dla polskiej gospodarki.
Nasza gospodarka jest gospodarką produkcyjną, więc aż się prosi o to, żeby wzorem gospodarek takich jak turecka, zbudować bardzo silny własny przemysł militarny, defensywny, bo on długoterminowo będzie wspierał bezpieczeństwo kraju, społeczeństwo i gospodarkę. Nie można tego zrobić ad hoc. Musi to być zrobione w oparciu o koncepcję długoterminowego budowania siły gospodarczej poprzez sektor finansowy.
A jak przebiega transformacja energetyczna w polskich firmach z punktu widzenia wiceprezesa banku odpowiedzialnego za pion klientów biznesowych?
Ona się dzieje niezmiennie od wielu już lat, ale w tej chwili bardziej się zracjonalizowała. Ma mniej pierwiastka emocjonalnego – czyli robię to, bo należy i wszyscy o tym mówią – a doszedł pierwiastek racjonalności – czyli wchodzę w transformację energetyczną, bo oczywiście jest ona dobra dla świata, ale przede wszystkim jest dobra dla mojej firmy. Czyli polscy przedsiębiorcy liczą i jeżeli projekt wprowadzenia większej efektywności energetycznej jest efektywny kosztowo i przychodowo, to po prostu go realizują. A jeśli się to nie opłaca, to raczej się na niego nie decydują. Więc generalnie projektów jest mniej, co wynika także ze struktury polskiej sieci energetycznej i tego, jak wygląda realizacja takiego projektu. Bo wszyscy już wiedzą, że bez magazynów energii takie projekty w długim horyzoncie czasowym nie będą się efektywne.
Jak wygląda rola doradcy bankowego w kontakcie z klientem biznesowym? Bo słyszy się, że ten doradca może być dziś także specjalistą od transformacji energetycznej.
Ewidentnie tak jest. Przez wiele lat dopracowaliśmy się bardzo dobrych specjalistów, którzy są w stanie wspomóc przedsiębiorców, także poprzez chłodną analizę efektywności projektów. W tym sensie czasami pełnimy rolę policjanta, czyli patrzymy na projekt, jego cash flow i oceniamy, czy się spina. Czasami pojawiają się przy tym emocje, ale w średnim i długim terminie to wszystkim wychodzi na dobre.
Jakie przewidywania z punktu widzenia banku ma dla sektora przedsiębiorstw wiceprezes odpowiedzialny za pion biznesowy klientów?
W ING obsługujemy całe spektrum firm, bo mamy dość nietypową segmentację – od najmniejszych, jednoosobowych działalności gospodarczych aż po bardzo duże przedsiębiorstwa. Tak jak pan powiedział, rozkład aktywności firm jest odrobinę nierówny. W dużych dzieje się dużo więcej, zaczęły inwestować, absorbują środki, więc w ich przypadku jesteśmy raczej spokojni o to, jak ten sektor gospodarki będzie wyglądał. Z kolei część średnich i mniejszych firm jest wystawiona i na duże ryzyka, które są typowe dla gospodarki, ale jednocześnie nie ma tarczy związanej ze środkami płynącymi w ramach KPO do polskiej gospodarki. To jest sektor firm nadpłynnych, czyli kredytu jest w nim coraz mniej. Jego udział w kreowaniu polskiego PKB dość dramatycznie spada. Przyczyn jest bardzo wiele. Ale jeżeli nie stworzymy nowej narodowej dumy, nowego narodowego celu w postaci zajęcia się przyczynami niskiej aktywności gospodarczej małych i średnich firm, to niestety będziemy w kolejnych latach i dekadach ponosić konsekwencje tego zaniedbania czy pewnej pasywności.
-not. jer
Partner rozmowy: ING Bank Śląski S.A.