Kraków przez dwie dekady był jednym z największych beneficjentów globalizacji usług i cyfrowej gospodarki. To tutaj lokowały się centra BPO (skrót od ang. business process outsourcing – red.) i IT, przyciągane niskimi kosztami pracy, dużą liczbą absolwentów i bliskością kulturową. Dziś w tych sektorach pracuje około 110 tys. osób – niemal połowa zatrudnionych w sektorze prywatnym.
Model był prosty: studia na krakowskiej uczelni, pierwsza praca w korporacji i stopniowy awans do klasy średniej. Ten mechanizm zaczyna się jednak zacinać. Coraz więcej wskazuje na to, że jego najsłabszym ogniwem staje się pierwszy krok – wejście na rynek pracy – a jedną z głównych przyczyn jest rozwój sztucznej inteligencji.
Czytaj więcej
Technologie stają się fundamentem modelu operacyjnego rosnącej grupy pracodawców, którzy nie palą się do wzrostu liczby pracowników. Tym bardziej,...
Firmy rosną już inaczej. Zatrudnienie nie rośnie
Dane z krakowskiego rynku pracy pokazują wyraźne pogorszenie sytuacji. Liczba bezrobotnych sięga już 13,6 tys. i wzrosła o 24 proc. rok do roku. Co istotne, nie jest to bezrobocie skoncentrowane wśród osób o najniższych kwalifikacjach – aż 32 proc. bezrobotnych ma wyższe wykształcenie. Struktura wieku również podważa stereotypowy obraz rynku pracy: połowa bezrobotnych to osoby między 25. a 44. rokiem życia. Jednocześnie niemal co piąty (19,2 proc.) nie ma żadnego stażu pracy. To szczególnie niepokojące, bo wskazuje na rosnące bariery wejścia na rynek pracy. Coraz częściej trudności mają też osoby z doświadczeniem, którym znalezienie kolejnego zatrudnienia zajmuje więcej czasu.
kierunków IT zasilało każdego roku krakowski rynek pracy
Zmiana ta nie jest przypadkowa. Zbiega się w czasie z transformacją sektora usług biznesowych. Jak wskazują analizy Grafton Recruitment, rozwój centrów usług w coraz mniejszym stopniu opiera się na zwiększaniu zatrudnienia, a w coraz większym – na automatyzacji procesów i podnoszeniu ich dojrzałości. Innymi słowy, firmy nie rosną już poprzez zatrudnianie kolejnych pracowników na stanowiskach podstawowych, lecz poprzez zastępowanie części zadań technologią i przesuwanie zatrudnienia w kierunku bardziej zaawansowanych ról.
Spada zapotrzebowanie na pracowników na poziomie juniorskim. Dane Grant Thornton pokazują, że liczba nowych ofert pracy w Krakowie spadła w lutym 2026 r. o 4 proc. rok do roku, a udział ofert dla juniorów wynosi zaledwie 5,3 proc. To zmiana o charakterze strukturalnym: liczba kandydatów rośnie szybciej niż liczba dostępnych stanowisk. Pierwszy szczebel kariery zaczyna znikać – a wraz z nim mechanizm, który dotąd umożliwiał wejście na rynek pracy.
Czytaj więcej
Pomimo rosnącej liczby kobiet na kierunkach związanych z IT, udział pań wśród studentów uczelni technicznych nie wzrósł, a zmalał w ostatnich latach.
Postępująca automatyzacja. Ograniczanie procesów rutynowych
W Krakowie problem ten jest szczególnie widoczny ze względu na specyfikę lokalnego modelu rozwoju. Aż 84 proc. zatrudnienia w sektorze IT generują firmy zagraniczne, a w innych segmentach nowoczesnych usług biznesowych struktura ta jest zbliżona. Ich przewaga konkurencyjna przez lata opierała się na dostępie do relatywnie taniej, dobrze wykształconej siły roboczej – koszty pracy były nawet 2,5-krotnie niższe niż w Stanach Zjednoczonych, a rynek co roku zasilało ok. 2,8 tys. absolwentów kierunków IT.
wynosi wzrost liczby bezrobotnych na krakowskim rynku pracy
Znaczna część zadań wykonywanych w centrach usług – szacunkowo ok. 40 proc. – miała charakter prosty i powtarzalny. To one stanowiły dotąd naturalny punkt wejścia na rynek pracy i to one są dziś w pierwszej kolejności automatyzowane. Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji i robotyzacji procesów biznesowych ograniczają zapotrzebowanie na pracowników wykonujących zadania rutynowe – a więc dokładnie te, które umożliwiały zdobycie pierwszego doświadczenia zawodowego. W efekcie Kraków, który wyrósł na skalowaniu zatrudnienia, musi odnaleźć się w rzeczywistości, w której wzrost coraz słabiej przekłada się na liczbę nowych miejsc pracy.
Krakowska cyfrowa monokultura zagrożona
Paradoks polega na tym, że transformacja ta zachodzi w momencie, gdy lokalny ekosystem technologiczny wciąż się rozwija. Około połowa pracujących związana jest z sektorem nowoczesnych usług i technologii, co nadaje krakowskiej gospodarce cechy monokultury. Jednocześnie segment bardziej zaawansowanych technologii dopiero się kształtuje – obok dużych firm, takich jak Comarch czy Selvita, dominują małe i średnie przedsiębiorstwa. Również scena startupowa pozostaje na wczesnym etapie rozwoju: w Krakowie działa ok. 250 startupów, z czego mniej więcej 50 w obszarze AI.
Problem w tym, że ten wzrost nie osiąga jeszcze skali pozwalającej zastąpić transformujące się BPO, a jego przemiana może mieć dla Krakowa dalekosiężne konsekwencje.
- Po pierwsze, ograniczenie dostępu do pierwszej pracy zwiększa ryzyko odpływu młodych ludzi do innych ośrodków. Przy dzisiejszych wysokich cenach mieszkań i braku gwarancji zawodowego startu Kraków przestaje być oczywistym wyborem dla najlepszych talentów.
- Po drugie, brak miejsc pracy dla juniorów w dłuższej perspektywie grozi powstaniem luki pokoleniowej i problemami z zastępowalnością pracowników. Model oparty na stałym dopływie nowych kadr zaczyna się rozszczelniać.
- Po trzecie, niepewna jest przyszłość samego sektora. Zdecydowana większość miejsc pracy została stworzona przez kapitał zagraniczny, który w warunkach rosnącej automatyzacji nie będzie miał oporów przed przenoszeniem działalności czy redukcją zatrudnienia. Widać to już dziś – w 2025 r. liczba zwolnień grupowych sięgnęła rekordowych 4,4 tys.
W tym sensie problem wykracza daleko poza bieżącą sytuację na rynku pracy. Dotyczy fundamentów modelu rozwoju miasta. Kraków budował swoją pozycję dzięki zdolności do przyciągania młodych, wykształconych ludzi i oferowania im ścieżki awansu. Jeżeli pierwszy etap tej ścieżki zaczyna zanikać, cały mechanizm przestaje działać.
Sztuczna inteligencja nie eliminuje pracy jako takiej. Zmienia jednak jej strukturę w sposób, który w największym stopniu uderza w osoby dopiero wchodzące na rynek. Problemem nie jest więc to, że pracy będzie mniej, lecz to, że coraz trudniej będzie ją zdobyć na początku kariery. A miasto, które traci zdolność do tworzenia takich możliwości, zaczyna tracić swoją przyszłość.