Sąd Apelacyjny w Warszawie właśnie utrzymał wyrok uznający, że Sony musi zapłacić zaległe opłaty reprograficzne za lata 2007-2010. Precedens polega na tym, że rozporządzenie wskazujące urządzenia, od których należą się opłaty nie wskazywało takiego sprzętu jak smartfony czy laptopy. Dlaczego więc firma ma płacić zaległe opłaty reprograficzne?
Podstawowym zagadnieniem jest relacja pomiędzy wspomnianym przez pana rozporządzeniem, czyli aktem wykonawczym, a ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Ustawodawca, formułując w 1994 r. art. 20 ustawy, przewidywał, że będzie następował postęp technologiczny. W związku z tym określił otwarty katalog urządzeń, które podlegają opłatom. Według tego przepisu opłatami są objęte urządzenia umożliwiające pozyskiwanie kopii całości lub części egzemplarza opublikowanego utworu. Przykładowo przepis ten wskazał magnetofony, magnetowidy, ale także – i to jest kluczowe – inne podobne urządzenia. A to oznacza, że obowiązek uiszczania opłat wynikał od zawsze wprost z normy ustawowej.
Która jednak zawiera delegację dla ministra kultury do wydania rozporządzenia wskazującego te urządzenia.
W art. 20 ustawy znajduje się delegacja do określenia kategorii urządzeń i szczegółowej wysokości opłat za nie. Delegacja ta oznacza jednocześnie obowiązek wydania rozporządzenia określającego wysokość opłat, to znaczy określenia wysokości stawek w odniesieniu do poszczególnych kategorii urządzeń. Delegacja ta nie obejmuje więc tego, co ma być objęte opłatami. Nie byłoby to zresztą możliwe, ze względu na to, że obowiązki nakładać może jedynie ustawa. Tym samym minister ma dokonać kategoryzacji, określić pewne grupy urządzeń i przyporządkować do nich stawki wynagrodzeń. Minister miał określić kategorie urządzeń, a nie doprecyzować, które dokładnie urządzenia podlegają opłatom.
Czytaj więcej
Smartfony, tablety, komputery i laptopy. Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, nowelizujące katalog tzw. czystych nośników, p...
Teza, której broniłem od początku była taka, że minister nie może zawęzić kręgu urządzeń i nośników, które są objęte opłatami, dlatego że byłoby to sprzeczne z zapisem ustawowym i porządkiem konstytucyjnym. Dzisiaj widzimy, że ten sposób uregulowania ustawowego był słuszny, bo nikt już nie pamięta do czego służy magnetofon czy magnetowid – zostały one zastąpione przez inne urządzenia.
Jakie by pan wskazał w pierwszej kolejności?
Dzisiaj wszystkie funkcje wcześniejszych urządzeń przejął przede wszystkim smartfon. Mówię o urządzeniu, które tak naprawdę przez niektórych jest porównywane do komputera – może mieć dużą pamięć i umożliwiać różną eksploatację utworów. Trzeba przy tym pamiętać, że ten sposób eksploatacji cały czas się zmienia. Jeszcze do niedawna chociażby streaming nie był tak popularny jak teraz. Jest on odrębnym polem eksploatacji utworów.
Czytaj więcej
Z doświadczeń innych państw europejskich wynika, że opłata reprograficzna nie wpływa na ceny sprzętu – mówi Marta Cienkowska, ministra kultury i dz...
Korzystanie ze streamingu nie można uznać za dozwolony użytek osobistego. Czy to nie stawia pod znakiem zapytania obejmowania smartfonów opłatą reprograficzną?
To, że pojawił się streaming i w ostatnim okresie stał się popularny, nie wyklucza innych form eksploatacji. Czy smartfony nie są wykorzystywane do kopiowania utworów? W mojej ocenie nie można postawić tezy, że streaming wszystko pochłonął. Zacznijmy od tego, że dotyczy on wyłącznie określonej kategorii utworów, czyli form słowno-muzycznych i audiowizualnych. Tymczasem dzisiaj smartfon zastępuje chociażby kserograf, pozwalając na korzystanie, dajmy na to, z publikacji naukowych. Umożliwia także kopiowanie utworów i tworzenie ich prywatnego zasobu, właśnie na własny użytek osobisty. A więc choćby z tego względu można mówić o konieczności rekompensaty dla autorów utworów naukowych, muzycznych, słowno-muzycznych, audiowizualnych. Nowe rozporządzenie, które uwzględnia już smartfony zakłada, że wydzielona część opłat pójdzie na reprografię.
Konkretnie to jedna trzecia z tych opłat. A co z pozostałymi dwiema częściami, czyli muzyką i filmami, których jednak słuchamy i oglądamy głównie ze streamingu?
Jak wspomniałem, jest oczywiste, że smartfony są wykorzystywane do kopiowania. Natomiast odrębną kwestią jest to, jakie funkcje urządzenia objętego opłatami i w jakim zakresie są wykorzystywane do kopiowania i jakich utworów. Określenie tego należało do ministra kultury, który opierał się na swojej wiedzy.
Czytaj więcej
Możliwość zachowywania udostępnianej w ramach streamingu muzyki czy filmów na własnych urządzeniach nie powoduje, że taka usługa podlega opłacie re...
Chciałbym zatem zwrócić uwagę, że my obecnie tak naprawdę nadrabiamy coś, co powinno być zrobione już dawno temu. Dzisiaj dyskusja powinna dotyczyć innych kwestii, jak choćby korzystania z utworów przez sztuczną inteligencję.
Powróćmy do sprawy, którą pan wygrał. W ub.r. Stowarzyszenie Filmowców Polskich uzyskało z kolei w pierwszej instancji wyrok przesądzający, że państwo nie dopełniło swego obowiązku z powodu nieuwzględnienia w rozporządzeniu wykonawczym smartfonów. Pan i reprezentowane przez pana Stowarzyszenie Artystów Wykonawców SAWP poszliście inną drogą i pozwaliście konkretną firmę za brak opłat od urządzeń, o których rozporządzenie nie wspominało. Mamy więc dwa korzystne dla organizacji zbiorowego zarządzania wyroki, ale każdy z innego powodu.
To są faktycznie dwie różne nie tyle drogi, co przede wszystkim różne obszary odpowiedzialności, które się nie wykluczają. Z jednej strony, co potwierdził wyrok w naszej sprawie, producenci i importerzy sprzętu umożliwiającego kopiowanie utworów powinni uiszczać opłaty na mocy samej ustawy. Z drugiej jednak państwo również ponosi odpowiedzialność, bo brak wskazania w rozporządzeniu urządzeń, które powinny się w nim znaleźć, stanowi zaniechanie legislacyjne, które utrudniło organizacjom zbiorowego zarządzania dochodzenie swych roszczeń. Straty z tego tytułu, moim zdaniem mogą być dochodzone od Skarbu Państwa na zasadach ogólnych. Dotychczas wydany został wyrok wstępny, przesądzający jedną z podstawowych kwestii, istotnych dla odpowiedzialności obowiązanych do opłat. Dalszą kwestią wymagającą rozstrzygnięcia będzie ustalenie wysokości strat poniesionych przez organizację występującą o ich wyrównanie.
My uznaliśmy, że zasadnicze znaczenie ma pierwsza z dróg, a sąd, zasądzając nam konkretne odszkodowanie, przyznał, że była ona zasadna. Nie oznacza to jednak, że powództwo wytoczone przez SFP jest pozbawione podstaw. Ono dotyczy innej kwestii: strat wynikających z zaniechania legislacyjnego. W prowadzonej przeze mnie sprawie przesądzono, że wspomniane zaniechanie legislacyjne nie zwalniało obowiązanych do opłat z ich obowiązków wynikających z ustawy. I to jest istotą tego wyroku. Ponadto oddalono szereg zarzutów, którymi usiłowano zwolnić się z obowiązku opłat. Proces trwał bardzo długo, jednak wytyczono w nim jasno, jak należy obowiązek opłat realizować w państwie prawnym. Myślę, że jego wydanie jest wielkim sukcesem wymiaru sprawiedliwości, mianowicie w zakresie kształtowania świadomości prawnej. I to bodaj jest jego najważniejszą wartością.
Zasądzono, odszkodowanie w wysokości 576 tys. zł z ustawowymi odsetkami. Nie jest to kwota porażająca, zważywszy, że chodzi o opłaty za trzy lata.
To prawda, zwłaszcza, że jest to kwota należna wielu tysiącom artystów wykonawców, pomiędzy których musi być podzielona. Ponadto jest to kwota opłat należna od jednego, obowiązanego do opłat. Podstawowym celem tego postępowania było przesądzenie podstawy, która pokazuje zasadność kierunku naszego rozumowania. Ważniejsze jest, że to – prawomocne już orzeczenie – otwiera drogę dla innych tego typu powództw ze strony, już nie jednej, ale wszystkich organizacji, które są uprawnione do pobierania opłat.
Czyli których?
Organizacji wskazanych w rozporządzeniu z 2003 r. do poboru opłat: SAWPu, czyli stowarzyszenia reprezentowanego przeze mnie w sprawie, o której rozmawiamy, oraz ZAiKSu, ZPAVu, KOPIPOLu i Copyright Polska.
Minister kultury szacuje, że z tytułu samych opłat za smartfony producenci i importerzy będą odprowadzać rocznie ok. 100 mln zł. Za ile lat organizacje zbiorowego zarządzania mogą domagać się odszkodowań?
Za sześć lat. Sąd w naszej sprawie uznał, że nie chodzi o świadczenia okresowe, które przedawniają się po trzech latach. W grę wchodzi więc ogólny okres przedawnienia roszczeń cywilnych, czyli sześć lat.
Lekko licząc, można się więc spodziewać pozwów o setki milionów złotych. Jak to może wyglądać? Najpierw będą kierowane wezwania do zapłaty?
Przede wszystkim należy przypomnieć, że chodzi o opłaty liczone od pobranych cen, których nie rozliczono z uprawnionymi w sytuacji, w której profesjonalnie działający użytkownicy wiedzieli o swoich obowiązkach, jednak przez wiele lat je ignorowali. Oczywiście dobrą praktyką jest, by wpierw wysłać żądanie do zapłaty i spróbować porozumieć się ugodowo. Jeśli się to nie uda, to pozostanie droga sądowa.