Opłata reprograficzna ma w swym założeniu rekompensować twórcom straty wynikające z prawa użytkowników do kopiowania utworów na użytek prywatny. Kiedyś chodziło o przegranie od znajomego płyty czy nagranie filmu wyświetlanego w telewizji. Z oczywistych względów właściciel praw autorskich tracił na tym finansowo. Dzisiaj coraz częściej użytkownicy korzystają z usług streamingowych, takich jak: Netflix czy Spotify, które udostępniają repertuar na zasadach licencyjnych. Nie ma więc czego rekompensować twórcom, dlatego usługi te nie są objęte opłatą reprograficzną. Zdaniem wielu organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (OZZ) zasada ta dotyczy jednak tylko streamingu online. Tymczasem wiele serwisów umożliwia również zachowanie muzyki czy filmów na urządzeniach użytkowników (np. smartfonach) i odtwarzanie ich bez dostępu do internetu.

Czytaj więcej

Apel do premiera. Chodzi o opłatę reprograficzną

OZZ uważają, że wówczas dochodzi do kopiowania utworów na użytek prywatny, co wymaga odprowadzenia opłaty reprograficznej. W Holandii dwie firmy: HP oraz Dell, zobowiązane do wnoszenia takiej opłaty od sprzedawanych przez siebie urządzeń, wniosły do sądu pozew o stwierdzenie, że nie powinna ona obejmować usługi udostępniania kopii do użytku bez dostępu do sieci, świadczonej w powiązaniu z usługą streamingu. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej podzielił tę opinię.

Użytkownik nie ma kontroli nad kopią offline utworu z Netfliksa czy Spotify

TSUE podkreślił, że chociaż kopia jest zapisywana na urządzeniu użytkownika, to nie może on nią swobodnie dysponować. W rzeczywistości to serwis streamingowy, na żądanie klienta, udostępnia utwór w formie kopii, zachowując wciąż nad nim pełną kontrolę. Użytkownik nie może z niej korzystać bez zgody usługodawcy, a więc również bez zgody uprawnionego z tytułu praw autorskich (np. twórcy lub wytwórni).

„Środki technologiczne wdrożone przez dostawcę usługi streamingu w zakresie kopii mają na celu uniemożliwienie użytkownikom przenoszenia, transferu lub powielania tych kopii poza daną usługą oraz zapewnienie, że podmiot praw autorskich zachowa kontrolę nad tymi kopiami, umożliwiając mu zablokowanie dostępu do nich (…). W konsekwencji kopia objęta takimi środkami technicznymi (…) nie może co do zasady zostać uznana za »kopiowanie na użytek prywatny«” – podkreślił Trybunał w swym orzeczeniu.

Projekt zmian w rozporządzeniu o opłacie reprograficznej utknął w konsultacjach

TSUE podzielił wcześniejszą opinię swego rzecznika generalnego prof. Macieja Szpunara. Ten w charakterystyczny dla siebie, barwny sposób we wprowadzeniu do opinii zwracał uwagę na ryzyko rozszerzania obowiązku wnoszenia opłaty reprograficznej za korzystanie z utworów w sposób, którego nie można uznać za dozwolony użytek prywatny.

„Opłata reprograficzna, za której pobór i wypłatę w formie rekompensaty odpowiadają wskazane przez państwa członkowskie instytucje, stanowi dla autorów istotne i stałe źródło dochodu. Pojawia się w związku z tym pokusa, by rozszerzać zakres omawianego wyjątku, a co za tym idzie źródła dochodu z tytułu opłaty reprograficznej poza ramy wynikające z odpowiednich przepisów prawa oraz celów i motywów jego ustanowienia, zgodnie z popularnym powiedzeniem, że gdy się trzyma młotek, wszystko wygląda jak gwóźdź” – pisał prof. Szpunar.

Czytaj więcej

Michał Markiewicz: Film pobrany z Netflixa objęty opłatą reprograficzną? TSUE rozstrzygnie wątpliwości

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów

Najnowszy wyrok TSUE osłabia argumentację zwolenników objęcia opłatą reprograficzną smartfonów, których posiadacze coraz częściej korzystają z dóbr kultury właśnie za pośrednictwem serwisów takich jak Netflix czy Spotify. Skoro nawet utwory udostępniane przez nie offline nie podlegają opłacie reprograficznej, to słabnie argumentacja za obłożeniem smartfonów wspomnianą opłatą.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w lipcu 2025 r. przedstawiło projekt zmiany rozporządzenia regulującego opłatę reprograficzną. Zgodnie z zaproponowanym załącznikiem do tego aktu opłatą w wysokości 1 proc. ceny miałyby zostać objęte także smartfony oraz tablety. Projekt wciąż jednak nie wyszedł poza etap konsultacji.

Sygnatura akt: C-496/24

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Janusz Piotr Kolczyński, radca prawny z kancelarii C.R.O.P.A.

Wyrok wpisuje się w realia rynku, w którym smartfony służą przede wszystkim do korzystania z treści udostępnianych w modelu streamingowym. W takiej sytuacji obejmowanie tych urządzeń opłatą reprograficzną traci uzasadnienie. Nie można bowiem mówić o szkodzie (nawet hipotetycznej) wynikającej z kopiowania utworów, gdy dostęp do nich, także w trybie offline, pozostaje elementem usługi transmisji świadczonej przez dostawcę. Wyrok wyraźnie podkreśla, że kluczowe jest zachowanie kontroli nad kopią oraz źródłem, z którego ona pochodzi. W konsekwencji obecny model opłaty reprograficznej wydaje się rozwiązaniem anachronicznym.
Opłata reprograficzna ma kompensować straty ekonomiczne twórców związane z prywatnym kopiowaniem utworów. Tymczasem w modelu streamingu – co potwierdził TSUE – nie dochodzi do takiego kopiowania po stronie użytkownika końcowego. Powstająca kopia ma charakter techniczny, podporządkowany i niesamodzielny.
Użytkownik nie uzyskuje kontroli nad kopią, którą mógłby swobodnie dysponować. Nie przysługuje mu także roszczenie o sporządzenie kopii w ramach dozwolonego użytku prywatnego – co potwierdził TSUE. Trybunał wskazał pośrednio, że takie roszczenie zakłócałoby normalne korzystanie z utworu w środowisku kontrolowanym przez dostawcę, gdzie dostęp odbywa się w ramach licencjonowanej usługi, a nie dozwolonego użytku prywatnego.