Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał wcześniejszy wyrok I instancji uwzględniający pozew Stowarzyszenia Artystów Wykonawców przeciwko firmie Sony i nakazał wypłacić jej 576 tys. zł. Orzeczenie jest precedensowe, gdyż sądy obydwu instancji uznały, że chociaż rozporządzenie ministra kultury jeszcze do niedawna nie obejmowała smartfonów czy tabletów, to one również podlegały, i to w zasadzie od zawsze, opłacie reprograficznej. Umożliwiają bowiem kopiowanie piosenek czy filmów.

– Po utrzymaniu wyroku przez Sąd Apelacyjny w Warszawie mamy sytuację, w której nie budzi już wątpliwości obowiązywanie zasady, według której wszystkie urządzenia umożliwiające kopiowanie w ramach własnego użytku osobistego są objęte opłatami. Otwiera to drogę do dochodzenia zaległych opłat od urządzeń takich jak smartfony – wyjaśnia Michał Błeszyński, radca prawny z kancelarii Błeszyński i Partnerzy Radcowie Prawni, która reprezentowała SAWP w tej sprawie.

– Orzeczenie jednoznacznie przesądza, że chociaż prawodawca nie wskazał ich w rozporządzeniu, to powinny być one objęte opłatą reprograficzną. Oczywiście decyzja w tej sprawie będzie należeć do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi, ale ponieważ ich obowiązkiem jest działanie w interesie twórców i artystów wykonawców, to można spodziewać się kolejnych takich roszczeń – dodaje Michał Błeszyński, radca prawny z kancelarii Błeszyński i Partnerzy Radcowie Prawni, która reprezentowała SAWP w tej sprawie.

Czytaj więcej

Marta Cienkowska: Opłata reprograficzna nie wpływa na ceny sprzętu

Fala pozwów oznaczałaby spore reperkusje finansowe dla producentów i importerów sprzętu elektronicznego takiego jak smartfony, laptopy czy tablety. W grę mogą wchodzić roszczenia sięgające setek milionów złotych. Wartość samego rynku smartfonów w Polsce była szacowana w 2023 r. na 12 mld zł. Roszczenia mogą sięgnąć nawet sześciu lat, bo taki jest okres przedawnienia.

Smartfony od zawsze podlegały opłacie reprograficznej

Spór, który został właśnie prawomocnie rozstrzygnięty ciągnął się od kilkunastu lat. Dotyczył zaległej opłaty od urządzeń sprzedanych między 2007 r. a 2010 r. SAWP zdecydowało się pozwać tylko jednego producenta, czyli firmę Sony, na dodatek o niezbyt wygórowaną kwotę, bo od początku nie ukrywało, że chodzi głównie o przetarcie szlaku prawnego. Celem było udowodnienie, że producenci i importerzy smartfonów czy tabletów powinni odprowadzać opłatę reprograficzną, nawet jeśli rozporządzenie wskazujące sprzęt, który jej podlega, nie obejmuje tych urządzeń. I cel ten stowarzyszenie w pełni osiągnęło.

– Sąd pierwszej instancji uznał, a drugiej zgodził się z tym rozumowaniem, że chociaż rozporządzenie wykonawcze nie wskazuje smartfonów, to objęcie ich opłatą reprograficzną wynika z samej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Mówi ona bowiem, że opłacie takiej podlegają magnetofony, magnetowidy i inne podobne urządzenia. Takim podobnym urządzeniem są właśnie smartfony, bo przecież magnetofonów czy magnetowidów dziś już praktycznie się nie używa. To właśnie smartfony są najpopularniejszym urządzeniem umożliwiającym kopiowanie – tłumaczy mec. Błeszyński.

– Szczególne znaczenie wydanego wyroku wynika z tego, że jest to pierwsze orzeczenie, które zasądza konkretną kwotę odpowiadającą niewniesionym opłatom od takich urządzeń jak smartfony – podkreśla.

Czytaj więcej

TSUE: Netflix czy Spotify bez opłaty reprograficznej

Obowiązek uiszczenia opłaty reprograficznej wynika z prawa autorskiego

Chodzi o art. 20 ust. 1 pkt 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgodnie z tym przepisem producenci i importerzy „magnetofonów, magnetowidów i innych podobnych urządzeń” są obowiązani do uiszczania na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania działających na rzecz twórców opłaty w wysokości do trzech proc. wartości ceny urządzenia. Konkretne urządzenia wskazuje jednak załącznik do rozporządzenia ministra kultury i dotychczas wydawało się, że ma on zamknięty charakter.

Czytaj więcej

Dodatkowa opłata przy zakupie smartfona i laptopa. Jest podpis minister kultury

„Rolą tego rozporządzenia nie jest określenie przedmiotowego zakresu tych opłat. O tym rozstrzyga ustawa, a więc przepis wyższej rangi niż rozporządzenie. (…) Wspólnym mianownikiem (…) jest odniesienie obowiązku opłat do wszystkich urządzeń «umożliwiających pozyskiwanie kopii całości lub części egzemplarza opublikowanego utworu w zakresie własnego użytku osobistego». Odesłanie uregulowania zakresu obowiązku przedmiotowego opłat byłoby sprzeczne z zasadami wykładni prawa i w konsekwencji z zasadami konstytucyjnymi określającymi hierarchię aktów prawnych, według których obowiązki adresatów norm prawnych stanowią materię ustawową. Ustawodawca miał świadomość tego, że przedmiot opłat ma charakter dynamiczny i stanowi funkcję szybkiego postępu techniki oraz że wobec szybkiego postępu w sferze informatyki i techniki cyfrowej regulacja zamrażająca regulację wysokości opłat oznaczałaby, że omawiane przepisy rychło odnosiłyby się do obiektów z muzeum techniki” – podkreślił w uzasadnieniu wyroku pierwszoinstancyjnego Sąd Okręgowy w Warszawie (sygnatura akt XXV C 1487/12). Wyrok SA w Warszawie zapadł 13 maja, dlatego na jego pisemne uzasadnienie trzeba będzie poczekać. Utrzymanie orzeczenia oznacza jednak, że wcześniejsza argumentacja zyskała akceptację.

– Sąd odszedł od wykładni literalnej i kierował się funkcją przepisu. Z jednej strony jest to zrozumiałe, bo art. 20 ustawy o prawie autorskim posługuje się otwartym zwrotem o „innych podobnych urządzeniach”. Z drugiej jednak strony, ten sam przepis zawiera wprost delegację do określenia ich szczegółowego katalogu przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w drodze rozporządzenia. Interpretacja dokonana przez sąd de facto wypacza sens i cel tej delegacji ustawowej – sąd próbuje tu wyręczyć władzę wykonawczą wbrew ustawie – komentuje Janusz Piotr Kolczyński, radca prawny z kancelarii C.R.O.P.A.

Streaming nie podlega opłacie reprograficznej

Wyrok zbiegł się w czasie z aktualizacją rozporządzenia ministra kultury i dodaniem do listy sprzętu podlegającego opłacie reprograficznej urządzeń takich jak smartfony, laptopy czy tablety. Wysokość opłaty to 1 proc. ceny netto urządzenia. Zacznie ona być pobierana w listopadzie tego roku. Przeciwnicy tego rozwiązania podkreślają, że nowoczesne urządzenia są dzisiaj wykorzystywane głównie do słuchania muzyki czy oglądania filmów udostępnianych przez serwisy streamingowe, co nie może być uznane za kopiowanie utworów w ramach dozwolonego użytku osobistego. Opłata reprograficzna mogłaby stanowić rekompensatę dla twórców np. za kopiowanie plików mp3 czy mp4, tyle że znaczna część użytkowników odchodzi od korzystania z utworów w ten sposób. Tymczasem streaming, nawet jeśli pozwala zachowywać muzykę czy filmy i odtwarzać je offline, nie może podlegać opłacie reprograficznej, co potwierdził najnowszy wyrok TSUE (C-496/24).

Czytaj więcej

Ekspert: opłata reprograficzna od smartfonów budzi wątpliwości

– Choć nie ma wątpliwości, że smartfony czysto technicznie mogą służyć do kopiowania utworów w ramach dozwolonego użytku prywatnego, to kluczowe jest pytanie, czy rzeczywiście są do tego masowo wykorzystywane przez użytkowników. Pytanie to jest tym bardziej zasadne, że już w 2010 r. Trybunał Sprawiedliwości UE w głośnej sprawie Padawan (C-467/08) wyraźnie wskazał na konieczność powiązania opłaty z realnym stopniem korzystania z urządzeń na użytek prywatny i wynikającą z tego szkodą dla twórców – zauważa Janusz Piotr Kolczyński.

– Żyjemy w czasach, w których smartfony służą najczęściej do korzystania z utworów w modelu subskrypcyjnym (streaming), gdzie użytkownik nie pobiera plików na stałe, a platformy płacą już twórcom. Skoro dominującą funkcją nie jest tu kopiowanie prywatne, lecz legalny dostęp do chmury, objęcie tych urządzeń archaiczną opłatą reprograficzną na podstawie wykładni sądowej jest ekonomicznie i prawnie nieuzasadnione oraz szkodliwe dla twórców w dłuższej perspektywie – podsumowuje.

Sygnatura akt: VI ACa 3022/23