To świetna wiadomość, że Houk powraca w tym roku do Jarocina, każdy kto widział wasz koncert w 1990 r. i późniejsze albo słyszał płyty - ma powód do radości. A zacznijmy, może od tego – jak z dabującego rastamana z Izraela, ale też lidera Kultury, zmieniłeś się we frontmana Houk? Czy fala grunge, która wcześniej ruszyła w Ameryce, przywracając do łask ostre rockowe granie ciebie też porwała?

Zawsze ciągnęło mnie do muzyki czadowej. We mnie od początku te dwa bieguny naprzemiennie pulsują do dzisiaj – reggae i czadowy rock. Już w 1985 r. zacząłem grać na basie z Gumą w kapeli Moskwa, potem powstała płyta „Moskwa” z gwiazdą, a następnie grałem przecież w Armii, z którą nagrałem płyty „Legenda” – kocham tę płytę!, „Exodus” i „Czas i byt”, no a jednym z moich ukochanych zespołów jest Bad Brains, kapela, która w sposób genialny łączy wspomniane dwa style: hardcore punk i reggae. Notabene z Houkiem mieliśmy szczęście zagrać z Bad Brains koncert w klubie Stodoła.

Hybrydy były totalnie wolnym miejscem! Tam nie było żadnych nacisków czy prób cenzurowania naszej twórczości. Sławek Rogowski bardzo nas wspomagał, a mnie nawet raz wyciągnął z milicyjnej „suki”, czym, myślę, uratował mi przynajmniej sporo zdrowia, bo na komendach różne rzeczy się działy. Hybrydy były więc miejscem załoganckim, gdzie spędzaliśmy prawie cały czas – na próbach, jam sessions i długich rozmowach. Powstało tam mnóstwo ponadczasowej muzyki.

Darek Malejonek

Ja w tamtym czasie słuchałem bardzo różnej muzyki, byłem pod wpływem rocka amerykańskiego lat sześćdziesiątych: Mc5, The Stooges, New York Dolls i oczywiście Hendrixa, czyli kapel, które potem stały się protoplastami muzyki punk. Ale jak się okazało później, też grunge , bo chłopaki z Seattle też tym się mega inspirowali. Myślę, że dlatego wrzucono nas do szuflady – grunge.

Darek Malojonek: Hybrydy były wolnym miejscem, a Sławek Rogowski uratował mnie z „suki"

Pamiętam Izrael i Kulturę z dość kameralnych Hybryd, zanim wypłynęliście na większe sceny m. in. Rób Reggae. Jak się tworzyło fundament kultury rastafariańskiej w klubie, gdzie nie nosiliście bynajmniej uniformów organizacji socjalistycznej, jaka klubem wówczas zarządzała?

Wszyscy byliśmy z załogi Hybrydowo-Remontowej. Zauważ, że pierwsza płyta Houk „Soul Ammunition” jest bardzo osadzona w latach sześćdziesiątych i dopiero później trochę ewoluowaliśmy do mocniejszych brzmień. Natomiast nasze korzenie sięgają głęboko w lata sześćdziesiąte.

Sławomir Rogowski, obecny wiceminister kultury pomagał wam czy przeszkadzał?

Hybrydy były totalnie wolnym miejscem! Tam nie było żadnych nacisków czy prób cenzurowania naszej twórczości. Sławek Rogowski bardzo nas wspomagał, a mnie nawet raz wyciągnął z milicyjnej „suki”, czym, myślę, uratował mi przynajmniej sporo zdrowia, bo na komendach różne rzeczy się działy. Hybrydy były więc miejscem załoganckim, gdzie spędzaliśmy prawie cały czas – na próbach, jam sessions i długich rozmowach. Powstało tam mnóstwo ponadczasowej muzyki.

Czytaj więcej

Taco Hemingway zapełni w weekend PGE Narodowy dwa razy

A jak zareagował na twoją muzyczną przemianę Robert Brylewski, u którego Houk nagrał płytę?

To było wtedy normalne u nas – zawsze działaliśmy wielopłaszczyznowo. Grałem z Robertem w Izraelu, Armii, czasami tworzyliśmy różne inne projekty. Robert bardzo lubił Houk. Pierwsza płyta „Soul Ammunition” powstała w jego studiu Złota Skała w 4 dni razem z miksem! Robert był geniuszem dźwięku. Cała płyta była nagrywana na żywca. Z kolei koncertówka „Natural way” została zmiksowana w jedną noc, przed wyjazdem Houka do Cannes na Midem.

Jak zapamiętałeś tamten czas – rok po Okrągłym Stole, doby reformy Balcerowicza, gdy rodził się dziki kapitalizm jak w Ameryce?

Z jednej strony było zachłyśnięcie wolnością, z drugiej sytuacja muzyków była nie do pozazdroszczenia. Prawie wszystkie firmy płytowe padły, a zanim powstały nowe minęło trochę czasu i przez ten rok–dwa przeżywaliśmy finansowy dramat. Kiedy nagrywaliśmy płytę „1991” w Londynie, w słynnym Ariwa Studio u Mad Proffesora, ja i Stopka zostaliśmy w Londynie, zatrudniając się w fabryce, by przywieźć jakieś pieniądze, bo akurat urodziła mi się wtedy córka Kasia i musieliśmy przeżyć. Ale potem zaczęło się już normalne granie i zarabianie sensowniejszych pieniędzy. Jednocześnie pamiętam, że wielu naszych znajomych wyjechało wtedy z Polski za chlebem, tak ciężko było młodym godnie żyć w kraju. Totalny brak perspektyw.

Czytaj więcej

Prezydent2040, czyli Mata dwa razy na PGE Narodowym

Niesamowite jest przez Houk przeszli tacy muzycy jak Robert Sadowski, Tomek Goehs, Paweł Krawczyk czy Tomik Grewiński, którzy stali się potem filarami Hey, Kultu – zaś Tomik założył Kayax i wspomagał karierę Kayah. Jak tyle osobowości w grupie się mieściło?

Ja zawsze miałem szczęście do genialnych gitarzystów. To był Robert Brylewski, Guma, Sadek, Paweł Krawczyk, Tomek Sierajewski, Robert Litza Friedrich, Tomek Siwy Wójcik czy teraz Kuba Leciej. Miałem szczęście grać ze wspaniałymi muzykami, a trudno tu wymienić dosłownie wszystkich. Ważne jest to, że to nie byli nigdy „koledzy z pracy”. Mieliśmy wspólne wizje i cele, pozytywne nastawienie, jaraliśmy się muzą.

Darek Malejonek: obliczyłem kiedyś, że z mojego bliskiego otoczenia zmarło ok. 40 ludzi

Przystańmy chwilę przy tragicznie zmarłym Robercie Sadowskim. I dziś gdy słucha się jego solówek ciarki idą przez plecy.

Robert Sadowski miał wyjątkowy dar organicznego grania na gitarze. On wkładał w granie wszystkie emocje, całego siebie. Dlatego był tak unikalny. Jego przedwczesna śmierć była wielką stratą dla polskiej muzyki.

Nie da się ukryć, że ówczesny czas to również wolność gwarantowana rzekomo przez narkotyki, które pochłonęły wiele ofiar. Jak to wtedy wyglądało – to była naturalna młodzieńcza choroba, a może jakaś fatalna próba skosztowania losu największych straceńców z Klubu 27?

Niestety lata 80. to też ogromna plaga narkotyków, która pochłonęła wiele ofiar, ludzi niesamowicie zdolnych, wrażliwych, z wielkimi perspektywami. Ja obliczyłem kiedyś, że zmarło ok. 40 ludzi z mojego bliskiego otoczenia. To przerażające. Myślę, że tak działo się nie tylko w Polsce. W Stanach Zjednoczonych w czasach grunge'u śmierć zebrała też potężne żniwo w środowisku muzyków.

Straceńcze były też skoki w publiczność, owe „stage diving”, z których ciebie pamiętam. To był specjalny rodzaj porozumienia z fanami?

Tak, bardzo lubiłem stage diving. To była adrenalina i fajna zabawa. Trochę wariacko do tego podchodziłem. Na przykład skakałem z dachu tira , na którym graliśmy koncerty przy okazji otwierania pierwszych sklepów Levi'sa w Polsce. Mieliśmy taką trasę z Houkiem. Było też takie miejsce w sali poteatralnej w Suwałkach, gdzie przy okazji koncertu Houka – chyba w 1993 r. – skakaliśmy z 3-metrowego balkonu (śmiech). Gdzieś to w sieci wciąż jest. Miałem totalne zaufanie do fanów, że mnie złapią. Choć było to bardzo nierozsądne, dzięki Bogu nikomu nic się nie stało.

Czytaj więcej

Metallica zagrała hit Perfectu. Stadion Śląski oszalał

Darek Malejonek: przekaz jest dla mnie bardzo ważny

Jak wspominasz kontakty z zagranicznymi gwiazdami - New Model Army, Clawfinger czy wspomniane już Bad Brains, z którymi graliście? Czego Was uczyli? Przed czym ostrzegali?

Miałem okazję poznać kapelę Cawfinger, bo robiłem o nich reportaż. Wyjechaliśmy do Sztokholmu, rozmawialiśmy, jeździliśmy w różne miejsca. Niesamowici goście – poznali się na wolontariacie w domu starców. Graliśmy z nimi koncert w Stodole.

Z Bad Brains mieliśmy okazję grać razem jam session w klubie Remont na dzień przed wspólnym koncertem również w Stodole.

Z wokalistą New Model Army Justinem Sullivanem rozmawiałem podczas zeszłorocznego festiwalu w Jarocinie, gdzie razem graliśmy.

Wszyscy oni emanują niesamowitą skromnością, pokorą i są totalnie zaangażowani w misję, którą pełnią poprzez muzykę. U nich wszystko spina się w całość: muzyka i przekaz.

Ja też staram się, aby muzyka, którą tworzę miała message.

Były chwile piękne, były też tragiczne. Dla mnie najważniejsze jest, że ludzie do dzisiaj mówią, że ta muzyka i teksty pomogły im w życiu. I że właśnie w dość trudnych czasach przyniosły im nadzieję i radość. A wielu muzyków natchnęło do grania tego, co kochają.

Darek Malejonek

Przekaz.

Tak. Jest to dla mnie bardzo istotne. Przekaz! Słowo ma wielką moc, może budować, dawać nadzieję, miłość albo zniszczyć. Do dziś dostaję wiele wiadomości, jak konkretne teksty podnosiły ludzi z bardzo ciężkich sytuacji życiowych.

Jaki jest twój osobisty bilans Houka i w jakich okolicznościach powiedziałeś: dość!

Wiesz, nie robiłem żadnego bilansu Houka. Był to na pewno bardzo ważny etap w moim życiu. Skończył się wtedy, gdy zabrakło nowych inspiracji. I wtedy zacząłem nowy rozdział z 2Tm2,3 i Maleo Reggae Rockers.

Były chwile piękne, były też tragiczne. Dla mnie najważniejsze jest, że ludzie do dzisiaj mówią, że ta muzyka i teksty pomogły im w życiu. I że właśnie w dość trudnych czasach przyniosły im nadzieję i radość. A wielu muzyków natchnęło do grania tego, co kochają.

W jakim składzie zagracie na festiwalu w Jarocinie i co usłyszymy?

W Jarocinie zagramy w składzie z „Generation X”, czyli – Gruby (Paweł Krawczyk), Bolek (Sierajewski), Miro (Mirosław Grewiński) i Tomik (Tomik Grewiński). Uwielbiam ten skład i tę płytę. Bardzo się cieszę, że spotkaliśmy się po latach z chłopakami i złapaliśmy totalny feeling oraz radość z grania. Jesteśmy w trakcie prób i jest moc!

Co do repertuaru w Jarocinie zagramy utwory z „Generation X”, ale też bardzo ważne utwory z innych płyt. Cieszę się na ten koncert. Dostaję wiadomości od ludzi, że nie mogą się doczekać. Będzie pięknie.

Kogo zobaczymy w Jarocinie w tym roku?
Gwiazdy, jubileusze, koncerty specjalne

Jarocin Festiwal 2026 odbędzie się w dniach 16-19 lipca Dotychczas ogłoszeni artyści i artystki to: Houk Generation X (reaktywacja na jedyny koncert), Lech Janerka (ostatni koncert w Jarocinie), Voo Voo, Acid Drinkers, Dezerter, Frontside, Farben Lehre (40-lecie), Happysad (25-lecie), Closterkeller, Obywatelka K.L. Kasia Lins, Sztywny Pal Azji (40-lecie), The Bill (40-lecie), Leniwiec, Negatyw, Spięty, Zuta, Cafetrauma, The Cassino, Wojtek Szumański, Gold Rock Band, Stacja B., Père-Lachaise, Sensei Dżakba, Czemoo. 

Odbędą się też koncerty specjalne. Pierwszy z nich to „Moja krew, Twoja krew: Republika”. Wystąpią Robert Gawliński, Tomek Lipiński, Wojciech Waglewski, Darek, Malejonek, Paweł Gumola, Mateusz Pospieszalski, Krzysztof Zalewski, Mery Spolsky, Kasia Lins, Michał Wiraszko, Zuta, Hela Dys, Aleksander Zajdel, Szymon Jarmuła, Leszek Biolik (kierownik muzyczny). 
Dwa inne koncerty specjalne to „Kobiety Jarocina – Renata Przemyk i goście” oraz Sad Smiles grają „Nową Aleksandrię” zespołu Siekiera.