Jedna z wersji znanej mądrości starożytnych Greków mówiła, że kogo bogowie chcą zgubić, czynią go nazbyt pewnym siebie. Jej przejawem była zgoła nieepicka furia pierwszych kilkunastu miesięcy Donalda Trumpa drugiej kadencji.
Prezydent Trump był tak pewny siebie, że od pierwszych dni urzędowania rozpoczął demolowanie systemu prawa i instytucji międzynarodowych, reżimu handlu międzynarodowego, sojuszu z Europą (NATO) i samej wspólnoty europejskiej. Na szczęście nie wszystko mu się udało. Przejawem tej samej pewności siebie było porwanie prezydenta Nicolasa Maduro z Wenezueli i agresja na Iran (w tym przypadku to był przykład wściekłej furii).
Donald Trump nadal nie rozumie co się stało i nadal opowiada brednie o zachowaniu Sojuszu Północnoatlantyckiego w kontekście wojny z Iranem
Wydawało się, że niczym filmowy King Kong nie napotka granic swej niszczącej siły, przyłączy do USA Kanadę wraz z Grenlandią, przywoła Władimira Putina do porządku, a nawet utrzyma Viktora Orbana na czele folwarku zwierzęcego, w który ten ostatni zamienił Węgry. Ale oto wygląda na to, że okres „burzy i naporu” mamy za sobą. To znaczy, Wielki Predator z Białego Domu nadal będzie zdradzał swe instynkty, ale wyrządzane przezeń szkody będą coraz słabsze.
Administracja Donalda Trumpa jest w stanie psychotycznym
Kilka tygodni temu na łamach „The New York Timesa” wyliczono teoretyczne klucze, przy pomocy których obserwatorzy próbowali zrozumieć Donalda Trumpa. Czegóż tam nie ma, od populizmu, przez unilateralizm, nacjonalizm, transakcjonizm, teorię szaleńca, po imperializm, co z pewnością jest przynajmniej częściowo prawdziwe w zależności od poszczególnych działań i zachowań w polityce amerykańskiego przywódcy. Autorzy artykułu zaproponowali własny klucz: administracja Trumpa jest w stanie psychotycznym, co oznacza niską wrażliwość na normy społeczne, impulsywność, skłonność do agresji, brak empatii. To także widać jak na dłoni.
Tym jednak, co stopniowo będzie ograniczać siłę rażenia prezydenta Trumpa i jego administracji jest przede wszystkim jego zarozumiałość i buta, otwarte lekceważenie, wręcz próby upokarzania z pozycji wyższości swych sojuszników i wybranych innych państw. Z wyjątkiem Chin, Izraela i Rosji nikt przez nią nie jest uważany za partnera, z którego zdaniem warto się liczyć.
Czytaj więcej
Spór o odpowiedzialność za relacje z USA przykrywa najważniejsze pytanie: czy Polska może utracić strategiczne znaczenie dla NATO? Czy Donald Trump...
Zaś wypowiedzi na temat Iranu i jego przywódców zdradzają zupełny brak cywilizacyjnej ogłady, która bierze się właśnie z takiego poczucia siły, które nie wymaga elementarnej wiedzy czy kultury w kontaktach międzynarodowych. Tego rodzaju postawy biorą się z braku wykształcenia, a zwłaszcza z nieznajomości historii. Ich właściwością jest także brak inteligencji w sensie zdolności do uczenia się i do wyciągania wniosków. Donald Trump, kontynuując ten sposób działania, będzie sobie jedynie szkodzić (owszem, innym także), będzie także szkodzić polityce USA, której skuteczność będzie słabnąć.
Demonstracja braku zrozumienia przez Donalda Trumpa
Na czym polega tu problem Donalda Trumpa, którego on zdaje się nie rozumieć? Otóż sojusznicy, partnerzy, inne państwa zaczynają się uczyć, wiedzą, że na prezydenta Trumpa nie można liczyć, że znajomość z nim może być tylko źródłem zawodu, czy wręcz być toksyczna (vide wizyta J.D. Vance’a w Budapeszcie z poparciem dla Orbana na kilka dni przed wyborami). Sojusznicy i partnerzy szybko uczą się ignorować Trumpa oraz unikać jego gniewu, neutralizować jego konsekwencje.
Spektakularnym przykładem ignorowania przez sojuszników konsekwencji nieprzemyślanych czy wręcz głupich decyzji Trumpa była odmowa „w zbieraniu potłuczonego przezeń szkła” przy okazji agresji na Iran. Bo przecież najpierw Amerykanie, nie konsultując się z sojusznikami, ani ich nie informując, zbrojnie napadli na Iran (wbrew Karcie NZ i nie respektując Traktatu waszyngtońskiego), a gdy wpadli tam w tarapaty gniewnie domagali się pomocy w nielegalnej wojnie. Gdy jej nie otrzymali, Trump i jego koledzy z administracji bezwstydnie obrażali sojuszników, tym bardziej pogarszając szanse na jakiekolwiek wsparcie z ich strony.
Brak wiarygodności i nielojalność Donalda Trumpa przyspieszają usamodzielnianie się Europy w sprawach bezpieczeństwa
Donald Trump nadal nie rozumie, co się stało i nadal opowiada brednie o zachowaniu Sojuszu w kontekście tej wojny. Tak się nie buduje ani pozycji, ani wpływów. Tak się jedynie demonstruje brak rozumienia świata i stosunków międzynarodowych.
Problem Donalda Trumpa ze zrozumieniem realiów otaczającego świata
Strategia Bezpieczeństwa USA z początku grudnia ub. roku, która zawierała butną apoteozę nagiej siły była zapowiedzią nieszczęścia. Po radosnym usunięciu ze stanowiska Nicolasa Maduro, co było dla ich sił specjalnych „fraszką igraszką” (w końcu to ich podwórko) przyszła katastrofa irańska na obcym boisku, choć stosunek sił (budżet na zbrojenia) jest to mniej więcej jeden do dziewięćdziesięciu. Stosunek sił 90:1 nie odniósł sukcesu w starciu właśnie z braku rozumu. Tak, nadmiar siły potrafi odebrać nie tylko sumienie, ale i rozum.
Donald Trump ma problem z jednym i drugim. Poleganie wyłącznie na sile utrudnia zrozumienie okoliczności, które decydują o powodzeniu. Ostatnio jedna z amerykańskich komentatorek apelowała, aby podpowiedzieć Trumpowi, że siła w stosunkach międzynarodowych (power) nie jest równoznaczna z możliwością okładania innych jak kijem baseballowym. Daremny trud.
Megalomania „stabilnego geniusza” (samookreślenie Trumpa sprzed kilku lat) skutecznie wyklucza możliwość mądrej podpowiedzi z zewnątrz. Skoro nie mógł zrozumieć, że wojna między państwami, z których jedno broni swej niepodległości przed potężnym agresorem, to nie jest gra w karty w kasynie u Trumpa w Atlantic City, to niczego nie zrozumie. Dlatego posyłając na rozmowy z Putinem znajomków deweloperów zamiast wytrawnych dyplomatów, niczego nie mógł osiągnąć w tak zwanych negocjacjach w sprawie zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej.
Nielojalność Donalda Trumpa przyspiesza usamodzielnianie Europy
Jednak inni widzą, co się dzieje i szukają zabezpieczenia przed kaprysami współczesnego Kaliguli czy Bokassy, jeśli ktoś woli. Państwa powoli zaczynają się uniezależniać od Ameryki Trumpa, tkając sieć porozumień horyzontalnych, która pozwoli zastąpić ten skrajny unipolar moment (moment jednobiegunowy – red.) powodowany wejściem w epokę power politics (polityka siły – red.) w wersji Donalda Trumpa. Nikt poważny nie przystąpił do orwellowskiej Rady Pokoju, która miała wyręczać ONZ.
Nota bene, rząd Tuska uratował prezydenta Nawrockiego przed śmiesznością udziału w tym gargamelu, czego sam Karol Nawrocki nadal nie rozumie. Brak wiarygodności i nielojalność Trumpa przyspieszają usamodzielnianie się Europy w sprawach bezpieczeństwa. Ta sama buta i brak wiedzy powodują, że obecny lokator Białego Domu nie chce i nie potrafi skorzystać z Europy w jego „pojedynku” z Chinami; stąd brak sukcesu niedawnej wizyty w Pekinie. Już wszystkim wiadomo: Trump nie buduje, tylko demoluje, nie proponując niczego w zamian poza wolną przestrzenią dla predatorskiej wolnej amerykanki. Świat uczy się przed tym bronić.
Czytaj więcej
Tę wizytę zapowiadano od dawna, a była poprzedzona skomplikowaną grą na wielu polach. Świat się obawia, że będący z gościną u Xi Jinpinga Donald Tr...
Ci politycy w Europie, którzy wcześniej liczyli na ideowo-polityczne wsparcie Donalda Trumpa (głównie politycy prawicowo-nacjonalistyczni) już zdążyli się sparzyć, jak chociażby włoska premier Giorgia Meloni, korygują kurs. Wiedzą, że Donald Trump to nie jest oferta programowo-ideowa, tylko egoistyczny biznes i kolesiostwo, żadne chrześcijaństwo, tylko wyuzdane pogaństwo (mega afera Epsteina, który należał do najbliższych przyjaciół Trumpa). Owszem, do końca wierzył w niego, z wzajemnością, Viktor Orban. I proszę spojrzeć, wychwalany do niedawna przez wielu „geniusz Niziny Panońskiej” („Geniuszem Karpat” był Nicolae Ceausescu) po sromotnej porażce czmychnął bez śladu, zapewne, i podobnie jak Zbigniew Ziobro i Nicolas Maduro jest już pod opieką Trumpa. Amerykański prezydent idzie tu drogą Putina, który również daje schronienie politycznym szubrawcom.
Donald Trump się nie zmieni, przebudzenie już trwa
Zużycie stylu uprawiania polityki, która w istocie służy tylko silnym i bogatym, zaczyna być widoczne także w samych Stanach Zjednoczonych. Niedawna wypowiedź superbogatego prezydenta, że nie obchodzi go, ile jego prywatna wojna z Iranem kosztuje przeciętnego Amerykanina (nas w Polsce także kosztuje!) była szokiem nawet dla zwolenników partii republikańskiej.
Sprawa rotacji wojsk USA powinna uprzytomnić Karolowi Nawrockiemu i jego obozowi, że ślepe opieranie się na Donaldzie Trumpie jest zawodne
Rosną szanse, że dzięki Trumpowi w listopadowych wyborach republikanie stracą Kongres. Nawet w przypadku tej porażki Donald Trump się nie zmieni, będzie groził i obrażał, ale realna siła jego rażenia jeszcze bardziej spadnie i skoncentruje się zapewne na intensywnej kapitalizacji swej prezydentury, co i tak w tej chwili pochłania mu sporo czasu.
Z drugiej strony trwać będzie mobilizacja ludzi i polityków opowiadających się po stronie normalności i przyzwoitości. Można zatem powiedzieć, cała nadzieja w Trumpie: z każdym kolejnym dniem jego władzy i sposobu, w jaki ją sprawuje, przybliża się moment jego upadku, najpierw utraty skuteczności, potem odejścia w niesławie, choć owszem, z workami pieniędzy dla siebie i rodziny.
Powinni być tego świadomi polscy zwolennicy prezydenta Trumpa, zapisani do jego rzekomej ideologii, w istocie bardziej ceniący model władzy Orbana–Trumpa, czyli folwark zwierzęcy, u Orbana w przebudowie po upadku, u Trumpa „w budowie”, która jednak nie zostanie ukończona. Amerykanie budzą się szybciej niż Węgrzy, w czym pomaga im sam Donald Trump.
Polscy trumpiści nie powinni zachowywać się jak targowiczanie, to znaczy, próbując wykorzystać ochłapy władzy Trumpa, aby szkodzić polskiemu rządowi, czyli Polsce. Po to, aby przypodobać się Trumpowi czy interesom jego otoczenia nie wolno wetować ustaw, które służą Polsce. Historia tego nie zapomni, wyborcom także będzie trudno. Prezydent Rzeczypospolitej nie powinien świecić światłem odbitym fałszywej ideologii, bo sięgając do słów poprzednika Trumpa, staje się mniej prezydentem, a bardziej ideologią.
Czytaj więcej
To nie nowina, że klasa polityczna w Waszyngtonie się starzeje. Niemniej jednak kwestia ta ponownie wywołuje apele o to, by zmusić starszych polity...
Sprawa rotacji wojsk USA powinna uprzytomnić Karolowi Nawrockiemu i jego obozowi, że ślepe opieranie się na Trumpie jest zawodne. Zaś sprawa Zbigniewa Ziobry, że USA Trumpa nie mają problemu z naruszaniem suwerenności swego sojusznika, a przecież prezydent powinien stać na jej straży, a nie występować jako obrońca ich błędnych racji czy egoistycznych interesów.
Donald Trump osieroci ich w pewnym momencie tak samo, jak idol Jarosława Kaczyńskiego, czyli Orban. Patrząc na ten obóz, trudno mieć nadzieję, że skorygują u siebie przynajmniej jedną poważną wadę prezydenta Trumpa – butę i nadmiar pewności siebie. Teraz jednak powinni lepiej widzieć, dokąd to prowadzi.