Byłoby makabryczną ironią losu, gdyby się okazało, że Donald Trump, chcąc ukarać Niemcy za krytyczne uwagi kanclerza Friedricha Merza pod jego adresem, zabrał niemal połowę wojsk amerykańskich, które stacjonowały w Polsce.

Czy Amerykanie wstrzymali rotację, czyli wysyłanie wojsk dla całej wschodniej flanki NATO?

Stany Zjednoczone postanowiły pozostać w Niemczech po II wojnie światowej, szykując się do trzeciej, która nie nadeszła. Amerykańskie wojska stacjonowały tam przez całą zimną wojnę. I choć żelazna kurtyna upadła, Amerykanie zdecydowali się w Europie zostać jako gwarant światowego porządku – choć wielu wierzyło wówczas w koniec historii – jako strażnik wolnego handlu i globalizacji. Wbrew nadziejom o demokratyzacji Rosji, to właśnie jej rosnące imperialne ambicje i agresywność stały się uzasadnieniem ich obecności. Polska weszła do NATO w 1999 r., ale dopiero piętnaście lat później, po aneksji Krymu, pojawiła się stała rotacyjna obecność wojsk USA. Przełom nastąpił w latach 2017-2023, gdy do Polski przybyło do 10 tys. Amerykanów i gdy gotowość osiągnęła baza w Redzikowie.

Najgorsze jest to, że nie mamy w tej chwili wciąż pełnego obrazu sytuacji. Wiemy, że sekretarz obrony wstrzymał rotację nie tylko do Polski, ale – jak twierdzi szef MON Litwy – na całej wschodniej flance. Wcześniej Pentagon chciał ograniczenia wsparcia dla szkolenia wojsk i pomocy dla państw bałtyckich. Amerykanie wstrzymali też rotację wojsk do Rumunii, zmniejszając tam swoją obecność. Niedawno Pentagon ogłosił decyzję o redukcji liczby wojsk amerykańskich w Niemczech.

Dziś istnieje ryzyko, że znowu znajdziemy się nie po tej stronie nowych geopolitycznych podziałów, po której byśmy chcieli. Tym, co może nas uratować, jest gotowość do przeciwstawienia się imperialnym planom Rosji bez względu na to, czy będziemy mogli liczyć na sojuszników, czy nie

Należy przy tym pamiętać, że pojawienie się wojsk NATO na flance wschodniej to, zdaniem Władimira Putina, złamanie zgody, którą Kreml wydał na rozszerzenie Sojuszu. W jego logice NATO miało się cofnąć do granic sprzed rozszerzenia, czyli innymi słowy, na wschód od Odry miało nie być znaczących sił. Czy ten plan realizuje w tej chwili Donald Trump?

Czytaj więcej

Fox News na granicy Polski z Białorusią. „To ma wpływ na bezpieczeństwo USA”

Władimir Putin boi się silnych. Skłócona o to, kto jest winien decyzjom Trumpa, Polska silniejsza nie jest

Wciąż tego nie wiemy. Zamiast więc najwyższego alertu w państwie, mamy żenujące próby przerzucania się odpowiedzialnością za obecną sytuację. Obóz rządzący i sprzyjający mu komentatorzy już zawyrokowali: winna jest prawica. Karol Nawrocki obiecywał, że ma świetne relacje z Donaldem Trumpem i chełpił się, że załatwi zwiększenie obecności wojskowej w Polsce. Gdzie jest dziś Nawrocki – pytają rządzący, wskazując na komunikat szefa BBN, który z kolei… stara się przerzucić odpowiedzialność za obecną sytuację na rząd. Bo taka jest narracja dzisiejszej opozycji: wszystkiemu winny jest Donald Tusk, bo prowadzi na życzenie Niemiec politykę wypychania Stanów Zjednoczonych z Europy.

Ten spór jest absurdalny. Ani PiS, ani KO nie chciały, by Polska była członkiem NATO drugiej kategorii. To się zmieniło w ostatniej dekadzie dzięki wysiłkowi kolejnych rządów.

Dziś istnieje ryzyko, że znowu znajdziemy się nie po tej stronie nowych geopolitycznych podziałów, po której byśmy chcieli. Tym, co może nas uratować, jest gotowość do przeciwstawienia się imperialnym planom Rosji bez względu na to, czy będziemy mogli liczyć na sojuszników, czy nie. Putin szanuje silnych, a nie tych, którzy uważają, że mają moralną rację. Ale bieżąca polityczna młócka wcale siły polskiemu państwu nie dodaje.

Niezwykłym paradoksem jest to, że znów uświadamiamy sobie, jak wiele zawdzięczamy dziś Ukrainie. To, jakie straty dziś armia Wołodymyra Zełenskiego zada Rosji, bezpośrednio przekłada się na nasze przyszłe bezpieczeństwo.