Amerykanie poinformowali o zmniejszeniu liczby brygadowych grup bojowych w Europie z czterech do trzech. Największe emocje budzi fakt, że Polska o decyzji dowiedziała się najpierw z mediów. Jak zauważa Artur Bartkiewicz: „Władimir Putin niewątpliwie cieszy się z tej sytuacji”.

Reklama
Reklama

Szef wydawców strony głównej rp.pl przypomina, że jeszcze przed pełnoskalową wojną Rosji przeciwko Ukrainie Kreml domagał się cofnięcia sił i infrastruktury wojskowej NATO do granic Sojuszu z 1997 r. – Putin chce, by cofnęły się na linię Odry – mówi Bartkiewicz. I dodaje, że obecne działania USA mogą być przez Rosję odczytywane jako zmniejszenie znaczenia Europy Środkowo-Wschodniej dla Stanów Zjednoczonych.

Czytaj więcej

USA zmieniają rozmieszczenie wojsk w Europie. Kosiniak-Kamysz uspokaja

Stany Zjednoczone wysłały Polsce sygnał: Nie jesteście naszym strategicznym sojusznikiem

W rozmowie pojawia się pytanie, czy Polska – mimo ogromnych wydatków na zbrojenia – może dziś czuć się bezpiecznie bez stałej obecności amerykańskich wojsk. – Dla nas to jest taki ważny sygnał, że wbrew temu, co Donald Trump mówi podczas spotkań z Karolem Nawrockim, Polska nie jest na tyle strategicznym sojusznikiem, żebyśmy nie mogli ucierpieć na ich decyzjach – ocenia Bartkiewicz.

Dziennikarz zwraca uwagę na niejasność komunikatów Pentagonu. Oficjalnie mówi się o „tymczasowym opóźnieniu”, ale jednocześnie nie wiadomo, kto miałby zastąpić żołnierzy, którzy nie przyjadą do Polski. – Liczba grup bojowych wróci do stanu sprzed wybuchu wojny Rosji z Ukrainą, czyli będą trzy, a nie cztery – przypomina.

W podcaście pojawia się również analiza potencjalnych konsekwencji militarnych. – Nam powinno zależeć, żeby żołnierzy USA tu stacjonarnie było jak najwięcej – podkreśla Bartkiewicz, wskazując, że obecność amerykańskich wojsk ma przede wszystkim odstraszać Rosję przed testowaniem NATO.

Czytaj więcej

Péter Magyar chce odbudować relacje z Polską. Zapowiada „powrót do normalności”

Czy Europa jest dziś gotowa samodzielnie zadbać o swoje bezpieczeństwo? – Europa nigdy nie zapewni sobie takiego parasola atomowego, jaki zapewniają Stany Zjednoczone – mówi Bartkiewicz. Wskazuje przy tym na uzależnienie europejskiej obronności od amerykańskich technologii, rozpoznania satelitarnego i właśnie potencjału nuklearnego.

USA zaskoczyły i Pałac Prezydencki, i polski rząd

Dużą część rozmowy poświęcono także reakcji polskich polityków. Zdaniem Bartkiewicza zarówno rząd, jak i Pałac Prezydencki zostali zaskoczeni decyzją Waszyngtonu. – Tak naprawdę okazało się, że oba ośrodki nie miały tych informacji – mówi gość „Rzecz w tym”.

Dziennikarz krytykuje polityczne przepychanki wokół sprawy i brak wspólnego stanowiska wobec USA. – Zabrakło mi na przykład wspólnej konferencji prezydenta i premiera – mówi. Według niego Polska powinna jednym głosem domagać się jasnych deklaracji dotyczących obecności wojsk amerykańskich.

Péter Magyar w Warszawie. Reset w relacjach

W drugiej części podcastu rozmowa dotyczy relacji Polski i Węgier po zmianie władzy w Budapeszcie. Wizyta Pétera Magyara w Polsce może oznaczać nowy etap współpracy. – Na pewno jest to reset w relacjach polsko-węgierskich – ocenia Bartkiewicz.

Czytaj więcej

Péter Magyar: Węgierskie służby mają sygnały, że Marcin Romanowski wyjechał przez Serbię

Nowy premier Węgier ma być przeciwieństwem Viktora Orbána i symbolem bardziej proeuropejskiego kursu. – Magyar mówi o tym, że chce wzmacniać Unię Europejską – podkreśla rozmówca. Jednocześnie zaznacza, że Budapeszt nadal będzie ostrożny w kwestii relacji z Rosją i wsparcia dla Ukrainy.

W finale rozmowy pojawia się szersza refleksja o miejscu Polski w Europie i świecie. – Polska jest wprawdzie większa niż Węgry, ale dalej nie jest mocarstwem takim, żeby mogła sobie pozwolić na to, żeby działać zupełnie samodzielnie – mówi Bartkiewicz. I przekonuje, że integracja europejska pozostaje dla naszego regionu najważniejszym gwarantem bezpieczeństwa.