Reklama

Marek Migalski: PSL w walce o premierostwo dla swego lidera

PSL rozpoczęło poważny bój o premierostwo dla swego prezesa po 2027 roku. Dlatego właśnie odmawia i odmawiać będzie startu na wspólnej liście z KO - pisze politolog, Marek Migalski.

Publikacja: 07.02.2026 09:56

Marek Migalski: PSL w walce o premierostwo dla swego lidera

Foto: PAP/Paweł Supernak

Wiele lat temu furorę robiła dowcipna wypowiedź Waldemara Pawlaka, ówczesnego lidera PSL, który na pytanie o to, kto wygra najbliższe wybory, odpowiedział: „nasz koalicjant”. Słowa te zdają się być na powrót aktualne, w kontekście elekcji parlamentarnej w 2027 r.

Trzeba bowiem podkreślić, że w ostatnim okresie, liczonym co najmniej od 2005 r. ludowcy nie za bardzo stosowali się do tej reguły, na trwałe odrzucając perspektywę współpracy z PiS i na stałe niejako wiążąc się z PO. Temu wyborowi na pewno sprzyjała polityka partii Jarosława Kaczyńskiego, której jednym z fundamentów była walka z PSL o wyborcę wiejskiego. Towarzyszyły temu ostre ataki słowne i publiczne dezawuowanie Stronnictwa przez działaczy PiS. Ta strategia była od czasu do czasu przerywana okresami kuszenia ludowców i propozycjami wspólnych rządów, ale zawsze celem takich umizgów było rozbicie ich współpracy rządowej z ugrupowaniem Donalda Tuska, co nie sprzyjało materializacji poważnej współpracy PSL z PiS.

PSL chce mieć wolną rękę w wyborze koalicjanta

Coś się jednak chyba zaczyna się zmieniać w tej materii, bo zastanawia upór, z jakim ludowcy powtarzają, że ich jedyną opcją na wybory 2027 r. jest samodzielny start. Wykluczają wejście na wspólną listę z KO i taktykę tę należy chyba tłumaczyć właśnie chęcią zachowania sobie prawa do wyboru przyszłego koalicjanta. Bo idąc do elekcji parlamentarnej w jednym bloku z Tuskiem, Władysław Kosiniak-Kamysz i jego koledzy zamykaliby sobie de facto drzwi do tworzenia ewentualnego wspólnego gabinetu z PiS. Startując jednak pod własnym szyldem, we współpracy z jakimiś innymi podmiotami, na przykład z resztówkami po PL2050, sojuszem samorządowców itp., zachować mogą wolność wyboru przyszłego koalicjanta. Oraz walki o funkcję premiera dla swego prezesa.

Obecny lider ludowców na pewno marzy, by z „drugiego” stać się „pierwszym”. Jest to zresztą pragnienie każdego poważnego polityka i nie ma w tym niczego zdrożnego. Ale by móc realnie myśleć o takim statusie, nie może być on przybocznym Tuska, a jego partia nie może być przystawką do KO. Tym właśnie należy tłumaczyć plan samodzielnego pójścia do wyborów w 2027 r. – po nich wszystko będzie możliwe, a wiele będzie zależeć od decyzji ludowców. Choć dziś trudno przewidywać jakie będą ostateczne wyniki tej elekcji, to można przypuszczać, że jak zwykle pierwsze do mety przybiegną KO i PiS. Wielce prawdopodobne, że do Sejmu dostaną się także Lewica i Konfederacja. O wiele trudniej przewidzieć, czy sztuka ta uda się partii Brauna, ale jeśli tak by się stało, to byłby to wymarzony scenariusz dla PSL, bo wówczas siła negocjacyjna tej partii wzrosłaby niepomiernie. Kaczyński dałby ludowcom prawie wszystko, a na pewno stanowisko premiera dla ich lidera, gdyby tylko dzięki temu mógł sięgnąć po władzę, nie musząc dzielić się nią z Konfederacją Korony Polskiej.

Również Tusk, z osobistych względów, byłby o wiele bardziej skory, niż w komfortowej dla siebie sytuacji po 15 października 2023 r. do oddania funkcji szefa rządu Kosiniakowi-Kamyszowi, byleby tylko zapobiec powrotowi do władzy PiS, zwłaszcza we współpracy z dwiema Konfederacjami. Z jego, Tuska, punktu widzenia korzystniej byłoby być częścią rządu z prezesem PSL jako premierem, niż podsądnym i oskarżanym w państwie rządzonym przez Kaczyńskiego, Mentzena i Brauna, ze Zbigniewem Ziobrą w roli prokuratora generalnego.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Sondaż „Rzeczpospolitej”: Aż sześć partii przekracza próg wyborczy, jedna to duże zaskoczenie

Ludzie wiele wybaczają zwycięzcom

Czy jednak wyborcy wybaczyliby ludowcom sprawowanie władzy wespół z PiS? Pytanie jest pocieszne. Po pierwsze, ludzie wybaczają… zwycięzcom Po drugie, straszak w postaci wizji Grzegorza Brauna w roli ministra obrony czy spraw zagranicznych zamknąłby usta wszystkim potencjalnym krytykom wejścia PSL do rządu PiS, zwłaszcza jeśli Prezesem Rady Ministrów byłby lider ludowców. Po trzecie wreszcie, choć sam Kosiniak-Kamysz jest słusznie kojarzony z umiarkowanym centrum i bliżej mu do Lewicy niż do obu Konfederacji, to zarówno w elektoracie ludowców, jak i wśród ich działaczy, mnóstwo jest osób, które „mają serce po prawej stronie”. Jeśli dobrze wsłuchać się w to, co o sprawach historycznych czy aksjologicznych mają do powiedzenia na przykład Marek Sawicki czy Piotr Zgorzelski, to można by odnieść wrażenie, że to przekaz, którego nie powstydziłby się Przemysław Czarnek czy Krzysztof Bosak.

Czytaj więcej

Hubert Salik: Dwa warianty zmiany rządu. Każdy jest zły

PSL rozpoczęło poważny bój o premierostwo dla swego prezesa po 2027 r. Dlatego właśnie odmawia i odmawiać będzie startu na wspólnej liście z KO. By jednak stać się głównym rozgrywającym w walce o kształt przyszłego rządu i de facto zdecydować, kto w Polsce za dwa lata będzie u steru władzy, Stronnictwo musi nie tylko przekroczyć próg wyborczy, ale także zdobyć wynik raczej bliższy dziesięciu proc. niż pięciu. Ostatnie sondaże są dla ludowców optymistyczne (zwłaszcza jeśli uwzględni się fakt, że ich wyniki wyborcze zawsze są lepsze niż wynikałoby to z badań opinii publicznej), ale o tym, czy będą mogli świętować premierostwo swego prezesa już za dwa lata, rozstrzygną ostatecznie nie ich sprytne plany polityczne i przemyślne kalkulacje, lecz realna liczba głosów, które ich partia otrzyma w elekcji parlamentarnej 2027 r. A ile ich będzie, nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć.

Marek Migalski

profesor politologii, wykładowca Uniwersytetu Śląskiego 

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Kaczyński chce zablokować sukces Tuska. Ruch należy do Nawrockiego
Polityka
Jak rumuńscy eksperci wspierali Karola Nawrockiego. Dziennikarskie śledztwo odsłania kulisy
Polityka
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Dezerterzy nie zdali egzaminu z demokracji. Idziemy dalej
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama