PiS naciska na prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, by ten zmienił front i porzucił obecną koalicję rządzącą – takie informacje od miesięcy słyszą dziennikarze „Rzeczpospolitej”. Przechodząc na drugą stronę mocy, którą stałaby się nowa koalicja PiS i PSL, miałby dostać tekę premiera. Do powodzenia przedsięwzięcia niezbędny, oprócz wolty szefa ludowców, byłby jeszcze jeden partner – wybór jest niewielki i sprowadza się do Konfederacji lub Polski 2050. Ta druga partia znajduje się we wrażliwym momencie. Zmiana władzy i konflikty interpersonalne mogłyby doprowadzić do jej rozpadu. A połowa członków klubu parlamentarnego Polski 2050 to wystarczająca siła, by stworzyć nową większość w Sejmie,
.
Czytaj więcej
PiS ponownie sonduje ludowców. Politycy PSL mieli znów otrzymać propozycję, by stworzyć rząd tech...
PiS naciska na PSL i powołuje się na administrację Donalda Trumpa
Walka frakcji, zmiany frontów, różne układy, a nawet zdrady to przykry standard nie tylko w polskiej polityce. Niepokojąca jest jednak forma nacisku na wicepremiera Kosiniaka-Kamysza. Źródła „Rzeczpospolitej” twierdzą, że PiS powołuje się w tych podchodach na administrację Donalda Trumpa. Amerykanie mieliby nie chcieć, by Donald Tusk dalej rządził Polską. Powód? Jest zbyt prounijny i za bardzo antyamerykański. Straszakiem miałoby być odcięcie Polski od kontaktów z Pentagonem – być może zmniejszenie współpracy militarnej.. To może brzmieć przekonująco dla ministra obrony narodowej.
Czy Stany Zjednoczone naprawdę chcą zmienić rząd w Warszawie na bardziej sobie przychylny? Są tylko dwie możliwości. Jeśli to prawda, mamy do czynienia ze skandalem dyplomatycznym. Inny kraj stara się doprowadzić za pomocą szantażu do zmiany władzy w innym, suwerennym kraju, który de facto jest jego sojusznikiem.