Reklama

Hubert Salik: Dwa warianty zmiany rządu. Każdy jest zły

Bez względu na to, czy prawdą jest, że administracja USA Donalda Trumpa stara się zmienić rząd w Polsce, czy też nie, powoływanie się przez PiS na obce wpływy jest przekroczeniem pewnych norm.
Władysław Kosiniak-Kamysz

Władysław Kosiniak-Kamysz

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

PiS naciska na prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, by ten zmienił front i porzucił obecną koalicję rządzącą – takie informacje od miesięcy słyszą dziennikarze „Rzeczpospolitej”. Przechodząc na drugą stronę mocy, którą stałaby się nowa koalicja PiS i PSL, miałby dostać tekę premiera. Do powodzenia przedsięwzięcia niezbędny, oprócz wolty szefa ludowców, byłby jeszcze jeden partner – wybór jest niewielki i sprowadza się do Konfederacji lub Polski 2050. Ta druga partia znajduje się we wrażliwym momencie. Zmiana władzy i konflikty interpersonalne mogłyby doprowadzić do jej rozpadu. A połowa członków klubu parlamentarnego Polski 2050 to wystarczająca siła, by stworzyć nową większość w Sejmie,

.

Czytaj więcej

Trzecie kuszenie Kosiniaka-Kamysza. Kulisy rozmów o „odwróceniu sojuszy” z USA w tle

PiS naciska na PSL i powołuje się na administrację Donalda Trumpa

Walka frakcji, zmiany frontów, różne układy, a nawet zdrady to przykry standard nie tylko w polskiej polityce. Niepokojąca jest jednak forma nacisku na wicepremiera Kosiniaka-Kamysza. Źródła „Rzeczpospolitej” twierdzą, że PiS powołuje się w tych podchodach na administrację Donalda Trumpa. Amerykanie mieliby nie chcieć, by Donald Tusk dalej rządził Polską. Powód? Jest zbyt prounijny i za bardzo antyamerykański. Straszakiem miałoby być odcięcie Polski od kontaktów z Pentagonem – być może zmniejszenie współpracy militarnej.. To może brzmieć przekonująco dla ministra obrony narodowej.

Czy Stany Zjednoczone naprawdę chcą zmienić rząd w Warszawie na bardziej sobie przychylny? Są tylko dwie możliwości. Jeśli to prawda, mamy do czynienia ze skandalem dyplomatycznym. Inny kraj stara się doprowadzić za pomocą szantażu do zmiany władzy w innym, suwerennym kraju, który de facto jest jego sojusznikiem.

Reklama
Reklama

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

A co, jeśli politycy PiS okłamują Władysława Kosiniaka-Kamysza?

Natomiast jeśli to nieprawda, to mamy do czynienia z sytuacją bardzo podobną do opisanej w art. 230 kodeksu karnego, tylko przeniesioną w inny układ relacji. W tej historii mógłby on brzmieć: „Kto powołując się na wpływy w obcym państwie albo wywołując przekonanie o istnieniu takich wpływów, podejmuje się pośrednictwa w załatwieniu sprawy za korzyść osobistą albo jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu”. Zresztą, ten opis wydaje się pasować także do pierwszego przypadku.  

W każdym z tych wariantów mamy do czynienia z przekroczeniem norm. Zupełnie innych, ale wyjątkowo ważnych dla stosunków międzynarodowych i funkcjonowania państwa.

Czytaj więcej

Polska skazana na Donalda Trumpa. A jeśli Ameryka nas zawiedzie?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Niebezpieczeństwo orbanizacji PiS i całej polskiej prawicy
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Karol Nawrocki, dziennikarz TVN24 i „Potęga niesmaku”
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Piąta rocznica aresztowania Andrzeja Poczobuta. Najcenniejszy więzień Łukaszenki
Komentarze
Bogusław Chrabota: Karol Nawrocki w ramionach Viktora Orbána (i Władimira Putina)
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama