Reklama

Trzecie kuszenie Kosiniaka-Kamysza. Kulisy rozmów o „odwróceniu sojuszy” z USA w tle

PiS ponownie sonduje ludowców. Politycy PSL mieli znów otrzymać propozycję, by stworzyć rząd techniczny z premierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem na czele, a może nawet Szymonem Hołownią czy Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Za tą ofertą mają stać rzekomo Amerykanie.

Publikacja: 05.02.2026 04:30

Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz

Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie propozycje polityczne otrzymał Władysław Kosiniak-Kamysz od PiS?
  • Jakie znaczenie mają amerykańskie wpływy w obecnych rozmowach politycznych w Polsce?
  • Czyich jeszcze głosów potrzebuje PiS do obalenia rządu Donalda Tuska?
  • Jaki plan B ma PiS, gdyby Władysław Kosiniak-Kamysz odmówił odwrócenia sojuszy?

Propozycja miała padać ze strony różnych stronnictw w PiS. To już przynajmniej „trzecie kuszenie” Władysława Kosiniaka-Kamysza w ostatnich latach. Tym razem miał pojawić się argument, że „tego chcą Amerykanie”, którzy grożą, że nie będą już dalej współpracować z szefem MON, jeśli odrzuci „ofertę ostatniej szansy” i nie stanie na czele rządu, który będzie bardziej proamerykański od gabinetu Donalda Tuska. „Rzeczpospolita” postanowiła prześledzić, czy PiS naprawdę liczy na stworzenie rządu technicznego jeszcze w tej kadencji Sejmu i czy rzeczywiście może w tej kwestii liczyć na wsparcie administracji Donalda Trumpa. 

Reklama
Reklama

PSL jest coraz mocniej kuszone przez PiS. Czy mogą stać za tym Amerykanie?

Próby przeciągnięcia PSL na „drugą stronę” trwają od wielu lat. Jeszcze w trakcie rządów PiS, podczas jednego z przesileń rządowych, politycy związani z premierem Mateuszem Morawieckim próbowali dokonać zamiany koalicjanta – z ówczesnej partii Zbigniewa Ziobry na ludowców. Później były jeszcze co najmniej trzy takie próby. Pierwsza – co całkiem oficjalnie przyznawali politycy Trzeciej Drogi – po wyborach parlamentarnych w 2023 r. Wtedy Władysław Kosiniak-Kamysz był faktycznie kuszony teką premiera – i odmówił.

Czytaj więcej

O czym nie wie Donald Tusk, czyli kulisy amerykańskiej misji Michała Kamińskiego

Kolejny raz PiS spróbował już po wyborach prezydenckich, latem 2025 r. Wtedy były premier Mateusz Morawiecki – który uchodzi w PiS za polityka, który ma najlepsze kontakty z PSL – całkiem otwarcie mówił o ofercie dla Kosiniaka-Kamysza, z której ten wtedy nie skorzystał. To było po zwycięstwie prezydenta Karola Nawrockiego, gdy się wydawało, że rządowy układ drży w posadach.

Reklama
Reklama

A trzecia próba to już przełom jesieni i obecnej zimy. Pisał o niej w grudniu m.in. Onet. Z rozmów „Rzeczpospolitej” wynika, że politycy PiS mieli dość otwarcie powoływać się na dyplomatów USA i rzekome oczekiwania administracji Donalda Trumpa. Grozili ludowcom, że Amerykanie odetną ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza od kontaktów z Pentagonem i Białym Domem, jeśli jeszcze w tym Sejmie nie dojdzie do „odwrócenia sojuszy”. Ludowcy nie wzięli jednak tych gróźb na poważnie, bo Amerykanie to ulubiony „straszak” w polskiej polityce, a współpraca szefa MON z administracją USA przebiega jak na razie bez zarzutu. Z naszych rozmów wynika jednak, że administracja Donalda Trumpa rzeczywiście próbuje wywierać wpływ na naszą scenę polityczną, ale w nieco innym obszarze. Miała bowiem subtelnie ostrzegać sam PiS przed potencjalną współpracą z Grzegorzem Braunem. To sprawia, że pogłoski o rzekomym zaangażowaniu USA w „odwrócenie sojuszy” w Polsce i powołanie bardziej sprzyjającego sobie rządu nie brzmią zupełnie absurdalnie.

Czytaj więcej

Kulisy klubu PiS. Jarosław Kaczyński odcina się od współpracy z Grzegorzem Braunem

Sejmowa arytmetyka jest bezwzględna. PiS potrzebuje znacznie więcej niż głosy PSL 

Co na to parlamentarna arytmetyka? Do odwrócenia sojuszy jest potrzebna większość sejmowych głosów. Jej wymaga odwołanie marszałka Włodzimierza Czarzastego, a także konstruktywne wotum nieufności wobec Donalda Tuska – w tym przypadku trzeba od razu mieć większość w Sejmie dla nowego premiera. W zamyśle PiS miałby nim oczywiście zostać obecny wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Tyle że same głosy PiS i PSL nie wystarczą. Jarosław Kaczyński ma teoretycznie 188 posłów, ale w praktyce dwóch mniej, bo Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski trwale przebywają w Budapeszcie. PSL ma 32 posłów. Brakuje więc nadal kilkunastu szabel do większości wynoszącej 231 głosów.

Premier Kosiniak-Kamysz potrzebowałby jeszcze wsparcia części Konfederacji (18 posłów) albo chociaż części Polski 2050 (31 posłów). Tu najczęściej wskazuje się grupę lojalną wobec Szymona Hołowni i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz – w kontekście kryzysu w tej partii i niedawnych deklaracji samego Hołowni o możliwości wyjścia z obecnego klubu z grupą ok. 15-16 posłów, chociaż po zwycięstwie Pełczyńskiej-Nałęcz w wewnętrznych wyborach sytuacja w partii się (chwilowo) uspokoiła. Politycy PiS są jednak przekonani, że dystans nowej szefowej Polski 2050 do premiera Donalda Tuska jest na tyle duży, że warto próbować rozgrywać koalicję propozycjami dla niej i wspierających ją posłów. Jednak Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wielokrotnie zapewniała, że Polska 2050 jest i pozostanie częścią obecnego rządu. 

PSL ma poważny dylemat

Na drodze do proponowanego przez PiS odwrócenia sojuszy stoją jednak bardzo dobre relacje między wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem a premierem Donaldem Tuskiem. Do tego ludowcy doskonale wiedzą, jaki los spotkał dotychczasowych sojuszników PiS, którzy bez wyjątku zostali wchłonięci albo rozbici przez Kaczyńskiego. A niezależność i samodzielność PSL to najważniejszy cel, jaki stawia przed sobą Kosiniak-Kamysz, który nie chce zostać zapamiętany jako ten, który wyprowadzi sztandar. – Gdyby PSL miało zmienić front, to zrobiłoby to już lata temu – słyszymy od jednego z posłów. I jest to powszechna opinia w kuluarach Sejmu. 

Reklama
Reklama

Na to wszystko nakłada się dylemat, który prezes PSL ma przed wyborami parlamentarnymi 2027 r. Na razie wybierał między samodzielnym startem albo wspólną listą wyborczą z KO Donalda Tuska, choć władze partii bardzo chcą uniknąć tego drugiego scenariusza. Ale ludowcy, w przeciwieństwie do mało doświadczonych ludzi Szymona Hołowni, są zawodowcami i z rozmów „Rzeczpospolitej” wynika, że wielu z nich kalkuluje, że na wspólnej liście z KO i np. resztkami Polski 2050 wciąż mieliby spore szanse na mandat poselski. Alternatywa jest taka, że do 2027 r. PSL wzmocni się w sondażach na tyle, że Tusk nie będzie miał wystarczającej siły nacisku, by zmuszać ludowców do współpracy wyborczej. Najnowszy sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, w którym PSL po raz pierwszy od dawna przeskakuje próg, jest tu pewnym światełkiem w tunelu. 

Czytaj więcej

Hubert Salik: Dwa warianty zmiany rządu. Każdy jest zły

A może rząd PiS z Konfederacją i Polską 2050?

Politycy PiS oczywiście muszą sobie zdawać sprawę, że ludowcy raczej nie zmienią zdania. Stąd zaczynają snuć inne scenariusze. Bo jeśli premierem rządu technicznego nie będzie chciał zostać Kosiniak-Kamysz, to może Szymon Hołownia lub Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz? Sojusz PiS z zapewne resztkami Polski 2050, bo wielu jej posłów nie zgodzi się na odwrócenie sojuszy, musiałaby oczywiście poprzeć też Konfederacja. Czy jest to możliwe? – Konfederacja będzie w trudnej sytuacji, jeśli w parlamencie pojawi się wniosek o odwołanie premiera Donalda Tuska i powołanie np. Szymona Hołowni. Jak Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak wytłumaczą swoim wyborcom, że nie poparli odwołania Tuska? – słyszymy w kuluarach Sejmu.

Czy PiS naprawdę liczy na realizację któregoś z powyższych scenariuszy? Zyskuje na pewno już na samym kuszeniu potencjalnych koalicjantów, bo wprowadza ferment w szeregi koalicji. Przy czym politycy, szczególnie z otoczenia Mateusza Morawieckiego, którzy mają takie propozycje składać ludowcom budują się w oczach tak swoich kolegów partyjnych, jak i konkurentów jako polityczni rozgrywający. I także dla ludowców to paradoksalnie bardzo wygodny temat, bo wizja, że mogliby odwrócić sojusze, bardzo ich wzmacnia w koalicji. Najbardziej boją się tego, że KO i Donald Tusk będą ich szantażować wspólną listą wyborczą. A tu proszę: PSL ma alternatywę – i to nawet z fotelem premiera, po myśli Amerykanów.

 

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Towarzyszka panienka w orkiestrze Grzegorza Brauna. Dlaczego stała się tak ważna dla skrajnej prawicy?
Polityka
Prof. Szymon Ossowski o sporze Karola Nawrockiego i Włodzimierza Czarzastego. „Mam nadzieję, że ktoś się jednak opamięta”
Polityka
Publiczny spór w PiS o szpiegostwo w MON. Błaszczak do Dworczyka: „Dziwię się, Michale”
Polityka
Mateusz Morawiecki kontra Jacek Sasin. Tobiasz Bocheński: Dajcie sobie spokój
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama