„I co teraz?” – to pytanie, które od sobotniego wieczoru zadają sobie nie tylko niektórzy politycy Polski 2050, ale też koalicjanci. W powtórzonych wyborach na szefa partii zwyciężyła bowiem minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Po pierwszej turze wyborów w Polsce 2050 za faworytkę uchodziła Paulina Hennig-Kloska. To przekonanie brało się z układu sił w samej partii, gdzie konkurenci Pełczyńskiej-Nałęcz – np. Ryszard Petru – skonsolidowali poparcie wokół minister środowiska. Jak widać nie nieskutecznie.
– Wręcz przeciwnie. Pełczyńska-Nałęcz skutecznie przekonywała przez ostatnie dwa tygodnie ludzi w regionach, pracowała intensywnie i to okazało się kluczowe – mówi nam jeden z jej zwolenników. I dodaje, że media nie skupiają się na poparciu w regionach, a bardziej na rozkładzie sił w klubie parlamentarnym. A Pełczyńskiej-Nałęcz udało się tam wiele ugrać, z wyjątkiem Wielkopolski, gdzie swoje zaplecze ma Hennig-Kloska.