Reklama

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: inwestycje mają napędzać rozwój, nie tylko łatać potrzeby

W kontekście nowego budżetu UE stawiamy na gospodarkę opartą na nowych technologiach i innowacjach, a nie taniej sile roboczej – mówi Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej.
Ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz

Ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz

Foto: PAP/Tomasz Gzell

W perspektywie budżetowej 2028-2034 Komisja Europejska chce jednego planu wdrażania polityki spójności w każdym państwie członkowskim UE. U nas będzie to Plan Partnerstwa Krajowego i Regionalnego. Skąd pomysł Brukseli na centralizację zarządzania? Czy to pokłosie wdrażania Krajowego Planu Odbudowy (KPO)?

Nowy budżet UE zaplanowano według innych zasad niż poprzednie. Nie przewidziano w nim wielu funduszy na odrębne cele, np. na gospodarkę czy infrastrukturę, czy dany region. Zakłada się stworzenie jednego planu zawierającego reformy i inwestycje dla całej Polski z regionalnymi rozdziałami. Każde województwo będzie go miało. I plan nie będzie wdrażany centralnie jak KPO - rola samorządów zarówno na etapie planowania, jak i wdrażania będzie taka jak dzisiaj. Chcemy, żeby ponad 40 proc. środków polityki spójności było w dyspozycji urzędów marszałkowskich. Polska od początku miała bardzo jednoznaczne stanowisko, zresztą wraz z marszałkami wszystkich województw, ponad podziałami politycznymi - wskazaliśmy, że przyszły unijny budżet ma traktować samorządy jako podmioty, które uczestniczą w planowaniu i inwestowaniu pieniędzy unijnych. I tak się stało. Udało nam się to wywalczyć - decentralizacja będzie.

Ale czy oznacza to, że każde z województw będzie wdrażało swój plan regionalny?

W MFiPR został powołany zespół, w skład którego wchodzą przedstawiciele odpowiednich ministerstw, strony społecznej oraz marszałków. Zespół już za moment usiądzie do stołu, aby wypracować plan. To potrwa pewnie kilka miesięcy. W każdym rozdziale dla danego województwa znajdą się plany inwestycji i reform. Specyfika każdego regionu zostanie więc uwzględniona. Czyli nic o was bez was. Niemniej nad całym planem jest parasol priorytetów reformatorsko-inwestycyjnych. Chodzi o to, żeby wykorzystać unijne środki nie w sposób losowy i chaotyczny, ale na ukierunkowany rozwój.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne PKB w górę, obligacje sprzedają się świetnie. Czy to czas na porządkowanie budżetu?

Pro

Czyli jaki?

Po pierwsze, idziemy w kierunku gospodarki opartej na nowych technologiach i innowacjach, a nie taniej sile roboczej. Po drugie, to bezpieczeństwo. Potrzebujemy inwestycji, które zapewnią miejsca schronienia, rozwiną polski przemysł zbrojeniowy. Po trzecie, celem jest utrzymanie równomiernego rozwoju Polski, tak aby nie koncentrował się wyłącznie w metropoliach. To wszystko mamy w strategii rozwoju Polski na najbliższe 10 lat. To parasol wspólnych priorytetów. To są nasze ramy, w których ustalamy plan inwestycyjny i reformatorski. A dalej to już są perspektywy poszczególnych regionów.

Jesteśmy na finiszu prac nad strategią rozwoju Polski na najbliższe 10 lat. Już położyliśmy ją w Brukseli na stole i powiedzieliśmy, że wiemy, na co chcemy wykorzystać środki unijne. Pewne wąskie grupy interesów będą musiały cofnąć się dwa kroki po to, aby zwyciężyły inwestycje w takie obszary, które dają jak najwięcej rozwoju i jak najbardziej dokładają się do dobra wspólnego

Reklama
Reklama

Ale czy oznacza to, że zarządy województw pozostaną instytucjami zarządzającymi środkami unijnymi?

Tak, pozostaną. W podobnej części jak obecnie. Skoro marszałkowie nadal będą odpowiedzialni za ponad 40 proc. środków z polityki spójności, to jawi się pytanie: od czego te 40 proc. będzie liczone? Od 123 mld euro czy od jakiejś innej kwoty?

To fundamentalne pytanie. Na dziś 123 mld euro to całość środków inwestycyjnych, także tych przeznaczonych na dopłaty do rolnictwa, na rozwój obszarów wiejskich. Podczas gdy w aktualnym budżecie unijnym Wspólna Polityka Rolna (WPR) to odrębna „szuflada” z pieniędzmi, to w kolejnym będziemy mieli tylko jedną „szufladę”, jeden duży zasób środków. I to od nas zależy, jak je podzielimy – ile trafi na wsparcie obszarów wiejskich i rolnictwa, a ile na klasyczną politykę spójności. Dyskusje się toczą. Musimy mądrze zdecydować. Oczywiście rolnictwo i rozwój przedsiębiorstw rolnych są bardzo ważne, bo to też bezpieczeństwo żywnościowe, ale sedno polskiego rozwoju wykracza dziś daleko poza rolnictwo, a inwestycje, które zapewnią nam prawdziwą konkurencyjność na rynku europejskim i globalnym, dotyczą dużo szerszej sfery niż obszary wiejskie. Dlatego trzeba bardzo dobrze wyważyć, aby środki poszły tam, gdzie jest największy potencjał rozwojowy. A największe potrzeby rozwojowe są wokół polskich technologii, innowacji, przedsiębiorczości, dobrych miejsc pracy, które będą równomiernie rozłożone w całej Polsce, w małych i średnich miastach, a nie tylko w metropoliach. Dylemat, gdzie postawimy linię odcięcia, jest ciągle przedmiotem dyskusji, a linię tę musimy postawić tam, żeby jak najwięcej pieniędzy poszło na inwestycje, które wygenerują jak najwięcej rozwoju.

Czytaj więcej

Polscy samorządowcy bronią w Brukseli decentralizacji polityki spójności

Jako że będziemy dysponować jedną pulą pieniędzy, które mają trafić zarówno na politykę spójności, jak i WPR, ale też na obronność, ochronę granic i zarządzanie migracjami, to niemal wszyscy obawiają się, że o te pieniądze będą konkurować ministerstwa, regiony, rolnicy itd. Nie obawia się pani rozrywania tego budżetu?

Nigdy nie było inaczej. Jak są pieniądze, to są też różne grupy, które chcą jak najwięcej dla siebie, zarówno regionalnie, jak i resortowo. To normalne. Natomiast dobre zarządzanie inwestycjami to wielka odpowiedzialność na poziomie rządu. Naszym zadaniem jest wskazanie tych obszarów inwestycyjnych, które z punktu widzenia jakości życia, bezpieczeństwa i rozwoju są kluczowe. Nie chodzi o to, żeby traktować tę pulę jak kołdrę, którą każdy ciągnie w swoją stronę, żeby na koniec zostać ze strzępem materiału bez motoru rozwojowego. Chodzi o to, żeby ustalić priorytety inwestycyjne. I już to zrobiliśmy. Jesteśmy na finiszu prac nad strategią rozwoju Polski na najbliższe 10 lat. Już położyliśmy ją w Brukseli na stole i powiedzieliśmy, że wiemy, na co chcemy wykorzystać środki unijne. Pewne wąskie grupy interesów będą musiały cofnąć się dwa kroki po to, aby zwyciężyły inwestycje w takie obszary, które dają jak najwięcej rozwoju i jak najbardziej dokładają się do dobra wspólnego. To na pewno wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw, które inwestują w nowe technologie, bo to nam daje wyższą efektywność pracy. Po drugie, chodzi o infrastrukturę, która da dostęp do dobrych miejsc pracy, m.in. transport publiczny. To też są kwestie bezpieczeństwa, rozumiane jako miejsca schronienia.

Rozmawiamy w Mikołajkach, w województwie warmińsko-mazurskim. Ten region oraz cztery inne z Polski Wschodniej trzecią już unijną perspektywą finansową korzystają, teraz także wraz z częścią Mazowsza, z odrębnego, dedykowanego im programu operacyjnego, ale zdaje się, że pani resort nie jest skłonny po 2027 r. kontynuować pomocy dla nich w odrębnej formule?

Plan Partnerstwa Krajowego i Regionalnego to nowe rozwiązanie, które dotyczy całej Unii. Każdy kraj członkowski UE przygotuje taki plan. Jak już mówiłam, to oznacza, że nie będzie oddzielnych programów, jak np. Fundusze dla nowoczesnej gospodarki, Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko czy właśnie Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej. Będzie jedna pula na kraj. To uwspólnienie myślenia o rozwoju, inwestycjach i o reformach w jednym planie z zachowaniem decentralizacji i zarządzania znaczną częścią środków spójności przez samorządowców. Zasadne jest jednak pytanie - co z regionami, które dzisiaj są ciągle mniej rozwinięte i potrzebują więcej wsparcia niż inne województwa. 

No właśnie, co z nimi?

Regiony te dostaną dodatkowe wsparcie i dodatkowy dostęp do inwestycji na zasadach korzystniejszych niż regiony bardziej rozwinięte. Chodzi np. o niższy wkład własny albo dostęp do wsparcia budżetowego przy zapewnieniu wkładu własnego. Zasadne jest też pytanie, które to są regiony, gminy, miasta, które dzisiaj potrzebują w Polsce większego wsparcia ze względu na ciągłe deficyty rozwojowe, wynikające oczywiście z historii.

Reklama
Reklama

Zapewne to nadal Polska Wschodnia?

Część tych gmin jest w województwach wschodnich, część w województwie mazowieckim, które to gminy mazowieckie też przecież do Polski Wschodniej weszły.

Czytaj więcej

Europejski Komitet Regionów sprzeciwia się centralizacji polityki spójności

Ale też pewnie w Zachodniopomorskiem?

Oczywiście, i w Zachodniopomorskiem, i w Lubuskim. I dlatego klucz wsparcia będzie szedł przez tzw. obszary strategicznej interwencji. Zostały one zidentyfikowane i wyróżnione w strategii rozwoju Polski na najbliższe 10 lat. To wynika z potrzeb rozwojowych, ale nie umiejscowienia na mapie, bo być może np. Rzeszów nie potrzebuje już dzisiaj szczególnej pomocy. Natomiast szereg gmin województwa warmińsko-mazurskiego tego wsparcia potrzebuje w dużo większym stopniu.

Skoro mówimy o Warmii i Mazurach oraz Rzeszowie, to są to regiony przygraniczne. I taką nomenklaturę przyjęła Komisja Europejska. Przy czym wskazała na regiony sąsiadujące z Rosją i Białorusią, ale Podkarpacie graniczy z Ukrainą. Czy zatem wszystkie regiony przygraniczne będą traktowane w sposób szczególny?

Takie jest zdecydowane stanowisko polskiego rządu. Północno-wschodnia granica Unii nie jest wyłącznie granicą z Rosją i Białorusią, ale także z Ukrainą. Graniczymy z państwem agresorem - Rosją i z Białorusią, krajem będącym de facto kolonią państwa agresora. W przypadku Ukrainy graniczymy z sojusznikami, ale problemy i wyzwania rozwojowe dla przygranicznych gmin są także bardzo poważne, bo możliwości współpracy ze względu na sąsiedztwo wojny są ograniczone; ryzyka rozwojowe, bezpieczeństwa, związane z inwestycjami dotyczą także regionów graniczących z Ukrainą. Polska cały czas podkreśla, że wszystko to, co będzie dostępne dla regionów graniczących z Rosją i Białorusią, musi być dostępne także dla tych graniczących z Ukrainą. W tej kwestii mamy zresztą sojuszników takich jak Rumunia, którzy ze zrozumiałych geograficznych względów argumentują dokładnie tak samo jak my. Nasz krajowy program dotyczący wszystkich gmin graniczących wzdłuż granicy północno-wschodniej obejmuje wszystkie te gminy, także graniczące z Ukrainą.

Dla Polski konkurencyjność Unii powinna być budowana na firmach średnich, które rozrosną się do dużych

Skoro mowa o naszych sojusznikach w Unii Europejskiej, to pani zastępca, wiceminister Jan Szyszko zaprosił niedawno przedstawicieli 17 państw na spotkanie w Warszawie dotyczące przyszłości polityki spójności. Co ta koalicja ma dać?

To dobra i skuteczna praktyka, żeby własne interesy argumentować nie w pojedynkę, ale z państwami mającymi podobne interesy. Dwie rzeczy są kluczowe. Po pierwsze, bardzo ważnym elementem inwestycji unijnych i przyszłego budżetu jest fakt sąsiedztwa z państwem agresorem i wojny w Europie. Inwestycje w bezpieczeństwo są fundamentem. Kto, jak nie Polska oraz państwa naszego regionu, ma o tym przypominać w każdym możliwym momencie, także przy planowaniu inwestycji z przyszłego unijnego budżetu? Po drugie, nowy budżet jest skoncentrowany na konkurencyjności. Unia konkuruje globalnie z Chinami, ale też, i nie zawsze w sposób polubowny, ze Stanami Zjednoczonymi. Dzisiejszy świat to świat bardzo ostrej konkurencji. Budując tę konkurencyjność, Unia może postawić na wielkie, międzynarodowe korporacje i inwestowanie właśnie w nie. I wiadomo, że tak będą argumentowali np. Francuzi, bo oni takich korporacji mają dużo. Dla Polski konkurencyjność Unii powinna być budowana na firmach średnich, które rozrosną się do dużych. Jednym z naszych postulatów jest to, żeby środki konkurencyjne nie szły wyłącznie na wielkie korporacje, ale na średnie narodowe firmy takie, jakie mamy w Polsce. Chcemy, aby one na początku skutecznie konkurowały w Europie, a potem globalnie. I wreszcie chcemy, żeby jakaś istotna część środków z budżetu unijnego ciągle szła z polityki spójności na mniej rozwinięte regiony. Niektóre wyżej rozwinięte kraje unijne już o tym aspekcie zapomniały i całe pieniądze, mówiąc kolokwialnie, zapakowały w konkurencyjność wielkich korporacji. Interesem Polski jest, żeby cały czas pamiętać o spójności, czyli o inwestowaniu w regiony, obszary, które mają deficyty rozwojowe. To też łączy nas z państwami naszego regionu. W tych trzech sprawach argumentujemy bardzo asertywnie, wiedząc, czego chcemy rozwojowo. I robimy to w szerszej koalicji.

Reklama
Reklama

To siedemnastka państw, a co z pozostałą dziesiątką? To zapewne głównie kraje będące płatnikami netto do budżetu UE. Na co te państwa się nastawiają?

Podziały w Unii idą w bardzo różnych wymiarach. To nie jest takie proste, że są dwa obozy i są one skonsolidowane. Niemniej trwa dyskusja o tym, jak duża w ogóle ma być pula inwestycyjna i jak duży ma być budżet UE na lata 2028-2034.

Czytaj więcej

Kolejny zastrzyk z PFR. Pieniądze zasilą innowacje kwantowe, dual-use, czy AI

Który zwykle oscyluje wokół 1 proc. unijnego PKB. Przy czym Parlament Europejski optuje za budżetem niewiele większym, bo na poziomie 1,1-1,2 proc.

To tylko pozornie niewiele więcej, bo jedna czy dwie dziesiąte więcej po przecinku. Tak naprawdę to ogromna różnica - setki miliardów więcej. Polska chce, aby pula inwestycyjna była jak największa, a w jej ramach aby polska koperta narodowa była jak największa. Trwa też dyskusja, ile pieniędzy będzie inwestowanych właśnie z kopert narodowych, a ile z funduszy zarządzanych z Brukseli. To nie znaczy, że zarządzanych poza wszelką naszą kontrolą, ale z funduszy, w których konkurencja będzie ogólnoeuropejska, a nie w ramach danego kraju.

Rozumiem, że chodzi o fundusz konkurencyjności i fundusz obronności?

Tak jest. I jeżeli chodzi o fundusz konkurencyjności, to dla nas bardzo ważne jest, jakie będą zasady, w myśl których te środki będą dostępne dla przedsiębiorców i w jakich konkursach firmy będą o nie konkurować, bo jeżeli to będą reguły np. dynamiki rozwoju, to my takie przedsiębiorstwa mamy. To są bardzo ważne kwestie do podniesienia. I wreszcie kwestia, ile środków przeznaczamy na bezpieczeństwo i gdzie widzimy największe wyzwania z nim związane. My je lokujemy w konsekwencjach rosyjskiej agresji na Ukrainę. Inni lokują je bardziej w wyzwaniach związanych z Południem. Wojna na Bliskim Wschodzie spotęguje z pewnością przekonanie takich krajów jak Włochy czy Hiszpania, że nadchodzące niebezpieczeństwo należy wiązać bardziej z tamtym regionem świata niż z Rosją.

Fundusze europejskie
Setki milionów złotych dla firm. Wiosenne otwarcie dotacji z UE
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Fundusze europejskie
2026 r. rokiem dotacji dla firm. Eksperci: to może być ostatnia taka szansa
Fundusze europejskie
Jak Fundusze Europejskie zmieniają Polskę
Fundusze europejskie
Donald Tusk: za błędy w KPO w 100 proc. odpowiada PiS
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama