O tym, że pożyczymy ponad 180 mld zł na zakupy uzbrojenia, pisaliśmy już na łamach „Rzeczpospolitej” wielokrotnie. Pisaliśmy o tym, co kupimy – m.in. bojowe wozy piechoty Borsuk czy system antydronowy SAN, pisaliśmy o tym, że koszt tych pożyczek będzie niższy, niż jakbyśmy pożyczali samodzielnie i pisaliśmy również o problemach związanych z rozliczaniem VAT-u. I co podkreślę, robimy to od ponad roku, czyli od momentu, gdy w Brukseli dopiero się toczyły polityczne boje, jak to rozporządzenie ma funkcjonować. Można wręcz rzec, że pisaliśmy o SAFE, zanim to było modne.
Konsensus SAFE wyrzucony do kosza
Dlatego dziś w dniu, gdy ta umowa pożyczkowa zostanie podpisana w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, warto zwrócić uwagę na dwie ważne kwestie.
Po pierwsze, przy okazji tych pożyczek naszym politykom udało się zerwać wieloletni ponadpartyjny kompromis, który dotyczył obronności. W latach 90. dotyczył on wejścia do NATO, ostatnio choćby ustawy o obronie ojczyzny, za którą w 2022 r., poza nielicznymi wyjątkami z Konfederacji, zagłosowali wszyscy posłowie.
Weto prezydenta Karola Nawrockiego i niemający zahaczenia w rzeczywistości projekt SAFE zero proc. spowodowały, że pęknięta na co dzień Polska, jest także podzielona w tym, jak powinniśmy wzmacniać nasze zdolności do obrony. A to nas osłabia i korzysta na tym nasz przeciwnik – Federacja Rosyjska, która intensywnie gra na podziały w naszym społeczeństwie.
Czytaj więcej
W piątek zostanie podpisana umowa między rządem Polski a Komisją Europejską, która umożliwia pożyczenie 43,7 mld euro na zakup uzbrojenia. Najwięce...
Za wcześnie na: „Mamy to!” w sprawie SAFE
Drugą ważną kwestią, o której warto pamiętać w dniu, gdy politycy Koalicji będą wypinać piersi do orderów i mówić o wielkim sukcesie jest to, że w kluczowym dla naszych zdolności obronnych procesie pozyskania uzbrojenia my jesteśmy dopiero na początku. My tylko i aż zapewniliśmy sobie finansowanie. SAFE, to, jak ostatnio powtarza odpowiedzialna za program Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, jest linią kredytową. Teraz rozpoczynają się schody. Nie dość, że umowy trzeba będzie podpisać w rekordowym tempie, to później zakłady przemysłowe będą te produkty musiały w terminie wyprodukować. A to w zbrojeniówce często się nie udaje. Przypomnę tylko, że w ostatnich latach średnia nakładanych kar umownych przez Agencję Uzbrojenia na przemysł obronny, to ok. 100 mln zł rocznie.
Tymczasem wszystkie projekty finansowane z SAFE muszą zostać zakończone do 2030 r. Wbrew pozorom, czasu jest niewiele. I w moim przekonaniu dopiero wówczas będzie można mówić o sukcesie albo porażce tego programu. Na rytualne „Mamy to!” powtarzane dziś przez rządzących polityków, jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.