Wybaczą Państwo, ale zacznę od Zondakrypto. Afera wokół giełdy kryptowalut rzuciła światło na naszą ważną cechę społeczną. Otóż gdy wszystko idzie jak po maśle, a na horyzoncie błyszczy miraż korzyści, państwo ma się nie wtrącać, nie pouczać, nie regulować. Stąd gromki aplauz dla dwóch wet prezydenta Nawrockiego w sprawie regulacji rynku kryptoaktywów. A zaraz potem równie gromkie żądania, by to samo państwo pokryło straty klientów Zondy, bo przecież powinno wyczuć, że „coś jest nie halo”.

Uspołecznienie strat

Nie tylko na rynku krypto abdykujemy z odpowiedzialności za konsekwencje własnych decyzji i domagamy się uspołecznienia strat (zyski miały być wszak prywatne). Bo cóż innego ujawniła saga z hipotekami frankowymi? Setki tysięcy Polaków w pogoni za tańszym kredytem w gruncie rzeczy zawarły zakład z rynkiem o przyszły kurs szwajcarskiej waluty. Wielka była przy tym determinacja w zwalczaniu prób ograniczenia kredytów CHF. Ale gdy już ryzyko walutowe się zrealizowało i frank wystrzelił, pojawiły się pokaźne straty i zaczęło się szukanie sposobu na ich uspołecznienie. I sposób się znalazł – zapłaciły banki (i powetowały sobie na innych klientach). To utrwala przekonanie, że to nie my sami odpowiadamy za swoje decyzje.

Czytaj więcej

Leszek Kieliszewski: Afera Zondy to efekt uboczny polityki KNF

Skutek uboczny „automatycznego” PIT-a

A czy przypadkiem samo państwo nie utrwala owej wyuczonej bezradności? Myślę tu o corocznym zeznaniu podatkowym PIT, które kilka dni temu powinniśmy byli wysłać do urzędu skarbowego. Powinniśmy, ale państwo zrobiło to za wielu z nas: samo wypełniło za nas PIT „w chmurze”, a nawet samo go do siebie wysłało. Bardzo to wygodne, w wielu innych krajach UE tego nie ma. Jest jednak pewne ale…

Sęk w tym, że wielu podatników nawet do „automatycznego” PIT-a nie zajrzało, a więc straciło ważną informację, ile na funkcjonowanie państwa wyłożyli w formie podatku. W efekcie zamiast wzmacniającego aktywność obywateli „płacę i mam prawo wymagać” łatwo wtedy o oczekiwanie: „co mi państwo da?”.

Jak politycy dbają o nas za nasze pieniądze

Owo oczekiwanie, że ktoś o nas zadba, bezwzględnie wykorzystują politycy. Kuszą co wybory kolejnymi prezentami bez wskazywania, kto za nie zapłaci (dług publiczny też kosztuje). Czasami ocierają się o absurd, jak prezydent Duda obiecujący 24 emerytury rocznie. 

I nie oczekują od nas żadnej aktywności, poza – rzecz jasna – wrzuceniem kartki do urny. Wszystko ma się dziać bez mitręgi i formalności. Od przyszłego roku nie trzeba będzie nawet składać wniosku o 800+, bo państwo go za rodziców samo przygotuje.

I tak oto poruszamy się między skrajnościami: raz polska Zosia Samosia nie chce, by się jej ktoś wtrącał, innym razem gładko przechodzi w tryb wyuczonej bezradności.