Święto Pracy, dzięki połączeniu z kolejnymi świętami, jest w Polsce czczone głównie przez długie powstrzymywanie się od pracy. W tym roku dość pechowo wypada w piątek; bywało, że dało się minimalnym kosztem urlopowym wykroić cały tydzień wolnego.

Święto to obchodzone jest zresztą niemal we wszystkich krajach świata, choć w USA i Kanadzie przeniesione jest na wrzesień. Kumulacja różnych wolnych od pracy dni wokół 1 maja nie jest specyfiką tylko naszego kraju. W Japonii między 29 kwietnia i 5 maja wypada aż pięć dni wolnych, co może częściowo tłumaczyć fakt, dlaczego przegoniliśmy Kraj Kwitnącej Wiśni pod względem PKB na głowę mieszkańca (wg. siły nabywczej  red.).

Święto Pracy jest związane z tradycją 137 lat uporczywej walki świata pracy o uczciwy udział w wypracowywanej w gospodarce wartości dodanej (czyli PKB). Kiedy po raz pierwszy obchodzono je w 1890 r., wspominając krwawe rozpędzenie przez policję robotniczej demonstracji w Chicago, warunki gry dyktowane były przez świat kapitału. Przeciętny zatrudniony w amerykańskim i europejskim przemyśle pracował od 60 do 65 godzin tygodniowo (dzień pracy miał od 10 do 11 godzin), jego zarobki były na poziomie niewiele wyższym od głodowego, a jego zatrudnienia nie chroniły żadne przepisy – mógł być z dnia na dzień zwolniony bez żadnej odprawy, nie miał nawet minimalnego ubezpieczenia zdrowotnego i emerytalnego.

Walka świata pracy się opłaciła: dziś efektywny tygodniowy czas pracy to od 26 do 38 godzin, soboty są wolne, interesy pracownika chronione, a płace radykalnie wzrosły i stanowią uczciwą część wartości dodanej.

Uczciwą?! Działacze związkowi, część polityków i ekonomistów bez wahania pokazują dane dowodzące, że w Polsce skrajny wyzysk trwa w najlepsze. Według danych Eurostatu przeciętny udział płac w PKB wynosi w krajach Unii Europejskiej 48 proc. (nadwyżka operacyjna brutto, czyli suma zysków i amortyzacji, stanowi 41 proc., a podatki pośrednie 11 proc.). Natomiast w Polsce jest to tylko 42 proc. (jeden z najniższych udziałów w Unii). Wyzysk! Bo pracownik pracuje za grosze, a biznes kupuje sobie jachty i pałace.

Udział płac w PKB: jak statystyki mogą wprowadzać w błąd

Zanim zacznie się cytować liczby, warto sprawdzić, co one oznaczają. Problem w tym, że w statystykach Eurostatu do nadwyżki operacyjnej brutto dodawany jest także tzw. dochód mieszany, a więc dochód osób samozatrudnionych i drobnych przedsiębiorców (nie jest rozdzielany pomiędzy płace a zyski wraz z amortyzacją, dlatego że w małej firmie nie daje się tego dokonać w precyzyjny sposób – właściciel zazwyczaj nie wypłaca sam sobie pensji). W Polsce udział takich osób w zatrudnieniu należy do najwyższych w Unii (u nas jest to ok. 20 proc., a w Niemczech 8 proc.). Gdyby wyliczyć jak dużą część dochodu mieszanego stanowi faktycznie wynagrodzenie pracy właścicieli firm, według szacunków NBP podniosłoby to udział płac w polskim PKB do 50-55 proc. (zależnie od metody szacunku). A więc, co najmniej tyle samo, co w innych krajach Unii, a w dodatku z odnotowywaną w ostatnich latach tendencją silnego wzrostu (jednego z najszybszych w Unii).

Długi majowy weekend oznacza wiele wolnego czasu. Proponuję, żeby niektórzy z nas wykorzystali go na sięgnięcie po książki lub wiarygodne źródła internetowe i dowiedzieli się, jak interpretować pewne dane, zanim zaczną ich używać.