Nie minęło kilka dni od zaprezentowania na tegorocznym EKG w Katowicach fragmentów najnowszego raportu o migracji i jej roli w polskiej gospodarce, a już wypada komentować słabość państwa w kwestii pozyskiwania rąk do pracy. Komentarz w tej sprawie może być brutalny i gniewny, albo czysto merytoryczny. Wybieram formę pośrednią, która – mam nadzieję – będzie miała siłę perswazyjną. Więc najpierw o faktach. Autorzy badań: Deloitte, Instytut Spraw Publicznych i Ipsos wyliczyli, że z rynku pracy (osoby objęte ubezpieczeniem emerytalnym i rentowym w ZUS) wypadają kolejne, znaczące liczby Polaków. W 2023 r. było ich 75 tys. w 2024 – 59 tys. W trzech pierwszych kwartałach 2025 r. – aż 90 tys. To wyrwa, którą trzeba uzupełnić, a jedyną – niestety, bezalternatywną – ścieżką jest zwiększenie liczby pracujących cudzoziemców. Uwaga! Raport potwierdza, że nie chodzi o proste uzupełnienie braków kadrowych, ale o coś więcej. O współtworzenie realnej podaży pracy w Polsce.
Czytaj więcej:
Ponad 22-proc. spadek liczby wydanych w 2025 r. zezwoleń na pracę potwierdza rygorystyczne podejście rządu do imigracji zarobkowej, na które narzek...
Pro
My się starzejemy, oni są młodzi
Dane pokazują, że praca cudzoziemców w Polsce do coś więcej, niż zjawisko czasowe, kaprys historii, czy obiekt gry populistów. To zjawisko trwałe i systemowe, które domaga się dojrzałej strategii państwa i profesjonalnych działań administracji.
Równie ważnym aspektem jest struktura wiekowa legalnie zatrudnianych migrantów. Aż 56 proc. cudzoziemców ubezpieczonych w ZUS ma mniej niż 40 lat, podczas gdy wśród obywateli polskich odsetek ten wynosi 41 proc. Z perspektywy ekonomistów to nic innego, jak systemowe „odmładzanie” rynku pracy. Alarmistyczne dane o kryzysie demograficznym przekonują że popyt na to zjawisko będzie się tylko nasilał. I jeszcze jeden zestaw danych: badania Deloitte dowodzą, że w długim okresie wpływ migracji zarobkowej na polskie PKB szacowany jest na 5,1-10,7 proc., co w ujęciu wartościowym odpowiada wzrostowi PKB o 200–416 mld zł. Prócz swojej roli w generowaniu PKB poprzez pracę, cudzoziemcy są konsumentami, zaś ich poziom konsumpcji, a co za tym idzie dochodów podatkowych państwa jest adekwatny do ich liczby. Dziś realistycznie to 2,5 mln osób. Już same te dane pokazują, że praca cudzoziemców w Polsce to coś więcej niż zjawisko czasowe, kaprys historii czy obiekt gry populistów. To zjawisko trwałe i systemowe, które domaga się dojrzałej strategii państwa.
Gdzie państwo polskie sobie nie radzi z pracownikami zza granicy?
Niestety, daleko nam do światowych, bo choć pozbyliśmy się rządu hipokrytów, dla których migracja była tematem wstydliwym, albo pałką w debacie publicznej, dziś rządzący nie wykazują się pragmatyzmem. Najlepiej przekonują o tym cytowane przez „Rzeczpospolitą” liczby. W 2025 r. odnotowano 22-proc. spadek liczby wydanych zezwoleń na pracę. To duży deficyt rąk do pracy! Eksperci dowodzą, że przedłuża się również czas oczekiwania na dokumenty. To cios w płynność rynku i wypychanie z Polski ludzi, którzy już się tu sprawdzili i których należy zatrzymać nad Wisłą. Co mnie szokuje najbardziej? To, że mamy tu do czynienia nie z politycznym zaczadzeniem prawicy, ale z kolejnym dowodem na niewydolność państwa i jego służb. W dobie rosnącego deficytu budżetowego i długu publicznego nie można tego nazwać inaczej niż ścieżką do gospodarczego samobójstwa. Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?