Nie
minęło kilka dni od zaprezentowania na tegorocznym EKG w Katowicach fragmentów
najnowszego raportu o migracji i jej roli w polskiej gospodarce, a już wypada
komentować słabość państwa w kwestii pozyskiwania rąk do pracy. Komentarz w tej
sprawie może być brutalny i gniewny, albo czysto merytoryczny. Wybieram formę
pośrednią, która – mam nadzieję – będzie miała siłę perswazyjną. Więc najpierw
o faktach. Autorzy badań: Deloitte, Instytut Spraw Publicznych i Ipsos
wyliczyli, że z rynku pracy (osoby objęte ubezpieczeniem emerytalnym i rentowym
w ZUS) wypadają kolejne, znaczące liczby Polaków. W 2023 r. było ich 75 tys. w 2024 – 59 tys. W trzech pierwszych kwartałach 2025 r. – aż 90 tys. To
wyrwa, którą trzeba uzupełnić, a jedyną – niestety, bezalternatywną – ścieżką jest zwiększenie
liczby pracujących cudzoziemców. Uwaga! Raport potwierdza, że nie chodzi o proste
uzupełnienie braków kadrowych, ale o coś więcej. O współtworzenie realnej
podaży pracy w Polsce.