Skoro obecna wojna Donalda Trumpa przeciwko Iranowi otrzymała kryptonim „Epicka Furia”, to wypada zacząć od przypomnienia medycznego znaczenia słowa „furia”. Otóż słownikowo to „ostre zaburzenie świadomości z gwałtownym podnieceniem, będące objawem niektórych chorób psychicznych”. Potocznie mówi się o ataku czy napadzie furii. Inaczej mówiąc, furia nie jest racjonalnym działaniem, a już z pewnością nie jest działaniem strategicznym. Patrząc na przebieg tej wojny od dnia jej rozpoczęcia, 28 lutego, można powiedzieć: to by się zgadzało. Ta wojna nie przypomina wojny w klasycznym rozumieniu – jako kontynuacji polityki, wojny regulowanej przez politykę.
Czy Donald Trump i Beniamin Netanjahu są wiarygodni?
Nieprawdziwe są już podane przez jej inicjatorów przyczyny tej wojny. Izrael w pierwszych godzinach operacji określał ją jako atak wyprzedzający (pre-emptive action). Ale przecież taki atak oznacza wcześniejszą, uprzedzającą reakcję na pewne i bliskie uderzenie przeciwnika. Wiadomo, że Izraelowi nic takiego ze strony Iranu nie groziło. Karta Narodów Zjednoczonych nakłada zresztą na państwo podejmujące działania zbrojne w samoobronie obowiązek przekazania informacji je usprawiedliwiających właśnie względami samoobrony. Izrael niczego takiego nie przedstawił. Biały Dom uzasadniał swoją akcję zbrojną rzekomym zagrożeniem ze strony irańskiego programu nuklearnego. Jak wiadomo, Iran nie prowadził w ostatnich latach prac zmierzających do wyprodukowania broni nuklearnej, co potwierdzała Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej.
Czytaj więcej
Wyjście USA z NATO, czyli paktu, który Stany Zjednoczone same zakładały i którego formalnie są „gospodarzem”, nie byłoby łatwe. Ani z powodów polit...
Nie tylko powody tej wojny są nieprawdziwe, niewiarygodni są także jej autorzy. Znany z wojowniczości i pogardy dla prawa premier Izraela jest wszak oskarżony przez Międzynarodowy Trybunał Karny o zbrodnie wojenne w Gazie. Prezydent USA uniknął odpowiedzialności za inspirowanie ataku tłumu na Kapitol 6 stycznia 2021 r. tylko dzięki temu, że został prezydentem. Otwarcie odrzuca jakiekolwiek ograniczenia ze strony prawa międzynarodowego, czego parokrotnie dawał przykłady od chwili objęcia urzędu. Politycy z takim dorobkiem nie są wiarygodni, gdy podejmują działania wojenne. Jeden potrzebuje wojny, aby utrzymać się przy władzy i uniknąć rozprawy sądowej (korupcja i inne oskarżenia), drugi, aby uwolnić się na chwilę od afery Epsteina. Co więcej, Trump zapowiedział niezależne od prawa posługiwanie się siłą militarną w strategii bezpieczeństwa, którą ogłosił 5 grudnia. Jak pisałem na łamach „Rzeczpospolitej”, ta strategia jest deklaracją logiki globalnego predatora. Podobnie nazwał ją później na łamach „Foreign Affairs” ceniony amerykański badacz Stephen Walt. Wojna przeciwko Iranowi jest w takim samym stopniu jej zastosowaniem, jak zastosowaniem strategii bezpieczeństwa USA z września 2002 r. była agresja na Irak w marcu 2003 r., która – jak wszyscy wiedzieli od początku – była oparta na fałszywych, zmyślonych przesłankach.
Iran nie zamierzał napaść na Izrael ani nie miał zdolności do wyprodukowania bomby atomowej
W tej wojnie na „dobry początek” uderzono rakietą w szkołę podstawową, zginęło ok. 150 dziewczynek. Tak samo zabito najwyższego przywódcę duchowego Iranu oraz część jego rodziny. Informację o ofiarach w szkole Donald Trump skomentował we właściwy sobie sposób: „Mogę z tym żyć”. Jednak tego typu praktyki cofają nas w sposobach prowadzenia wojny do wczesnego średniowiecza lub czasów starożytnych. Zarazem wiele mówią o intencjach i sposobie myślenia władz, które tę wojnę prowadzą. Od sądzenia przywódców, których oskarżamy o zbrodnie, są sądy międzynarodowe (przypadek Netanjahu). Czy zaakceptowalibyśmy iracki zamach na życie prezydenta G.W. Busha, odpowiedzialnego za wojnę, w której śmierć poniosło kilkaset tysięcy ludzi, głównie osób cywilnych?