Reklama

Marek Migalski: Nie ma już wyborców centrowych

Wszyscy jesteśmy radykałami. Wyborców centrowych pozostało już niewielu. Owszem, są niezdecydowani, ale ostatecznie głosują oni na „skrajniaków”, potrafiących wywabić ich z domów i zainteresować swoim programem. A przynajmniej zarazić emocjami - pisze politolog prof. Marek Migalski.
Partie centrowe i umiarkowani politycy nie pobudzają do głosowania na nich

Partie centrowe i umiarkowani politycy nie pobudzają do głosowania na nich

Foto: Adobe Stock

Co łączy rozpad Polski 2050 czy niskie notowania PSL z jednej strony i awans Przemysława Czarnka w PiS, dobre sondaże Konfederacji Korony Polskiej, oskarżenia prezydenta o zdradę narodową ze strony KO, czy ostrą antyrządową kampanię Karola Nawrockiego wobec rządu z drugiej strony? Tym czymś jest zniknięcie wyborców centrowych, zwanych także umiarkowanymi.

Oczywiście, że wszystkie wyżej wymienione zjawiska w polskiej polityce mają swoje odrębne, rzekłbym, endogenne, przyczyny. Rzadko bowiem w polityce spotyka się fenomeny monokauzalne, sprowadzone tylko do jednej zmiennej. Życie społeczne jest zbyt skomplikowane, by tak różne przejawy naszej polityki, jak wymienione powyżej, były skutkiem jednego zaledwie faktu. Upierać się jednak będę, że zaproponowana przeze mnie eksplanacja ma głęboki sens.

Czytaj więcej

Nowy sondaż dla „Rzeczpospolitej”. KO na czele, ale Tuskowi brakuje głosów, żeby rządzić

Sympatia wyborców jak pączek z dziurą w środku

Pisałem już swego czasu na łamach „Rzeczpospolitej” o tym, że w ciągu ostatnich dziesięcioleci rozkład sympatii elektoratów zmienił się z krzywej Gaussa w…pączek z dziurką w środku. Przez całe pokolenia nasze poglądy przypominały krzywą dzwonową, tak charakterystyczną dla natury. Mówi ona o tym, że skrajne wartości są niewielkie, natomiast średnie bardzo powszechne. Tak właśnie działa biologia – nagradza przeciętniaków i eliminuje odstających od normy. Jeśli zbadamy wzrost, wagę czy inteligencję ludzi, to mało jest tych znajdujących się na skraju, a najwięcej tych, którzy są przeciętni. Dokładnie tak samo wygląda to w świecie zwierząt – natura eliminuje odstających od normy i nie pozwala im na przekazanie swego genotypu, natomiast premiuje średniaków.

Tak właśnie rzecz się miała przez całe dziesięciolecia w materii rozłożenia sympatii wyborców – stosunkowo mało było radykałów po obu stronach sceny politycznej, za to ludzi deklarujących się jako centrolewicowi lub centroprawicowi całe mnóstwo. Dziś jest zupełnie inaczej (choć w badaniach opinii publicznej wychodzi zazwyczaj inaczej, bo respondenci okłamują siebie i ankieterów) – wszyscy jesteśmy radykałami, natomiast wyborców centrowych pozostało już niewielu. Owszem, są niezdecydowani (i przy każdej elekcji jest ich od 10 do 20 proc.), ale ostatecznie głosują oni na „skrajniaków”, potrafiących wywabić ich z domów i zainteresować swoim programem. A przynajmniej zarazić emocjami.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Próby pozbawienia głosu frustratów wywołają radykalizację zwalczanych poglądów

Emocje rządzą decyzjami

Te ostatnie są tu kluczowe – partie centrowe i umiarkowani politycy nie pobudzają do głosowania na nich, natomiast radykałowie jak najbardziej. Popatrzmy na świat – kto wygrał ostatnie wybory w Stanach Zjednoczonych? Radykał nieukrywający swego radykalizmu. A w Polsce? Karol Nawrocki mówił ostrym językiem i szedł z radykalnym programem. Dlatego właśnie pokonał Rafała Trzaskowskiego, który „centrował” i starał się mówić językiem umiarkowanym – zamiast mobilizować „swoich”, chciał dotrzeć do inaczej myślących. Prawdopodobnie właśnie to umizgiwanie się do elektoratu Sławomira Mentzena było jedną z najważniejszych przyczyn jego porażki – prawie nikogo z wyborców Konfederacji nie udało mu się do siebie przekonać, natomiast stracił sympatię własnych radykałów, którzy nie potrafili mu tej strategii wybaczyć.

Tak wyglądają obecne trendy w światowej polityce – krzywę Gaussa zastąpił... donut. Kto tego nie rozumie, znika ze sceny politycznej. Kto zauważył zmianę, ma szanse na zakosztowanie smakołyków związanych z posiadaniem władzy. Są one o wiele słodsze niż pączek – z dziurką lub nawet bez.

Marek Migalski

profesor politologii, wykładowca Uniwersytetu Śląskiego  

.

Publicystyka
Włodzimierz Czarzasty dla „Rzeczpospolitej”: Socjaldemokracja zaczyna się od domu
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama