Nad cieszącym się dużym zainteresowaniem serialem „Ołowiane dzieci”, który dotyczy m.in. roli lekarek w czasie epidemii ołowicy na Śląsku w latach 70. XX w. i który od ponad miesiąca można obejrzeć na platformie Netflix, zawisła groźba pozwu. Pozwu rodziny nieżyjącej już lekarki i ordynatorki Bożeny Hager-Małeckiej, która odegrała kluczową rolę w ujawnieniu tego zagrożenia, za przedstawienie jej w filmowej postaci prof. Berger, krzywdząco i niezgodnie z faktami. Jak wykazać, panie mecenasie, przed sądem, że obraz tej filmowej postaci może być szerzej kojarzony ze zmarłą lekarką?
Jest to zagadnienie podstawowe i wybitnie ocenne. Najogólniej rzecz ujmując, jeżeli mamy do czynienia z sytuacją, że chociażby dla najbliższego otoczenia rodzinnego, towarzyskiego czy zawodowego osoba zmarła jest rozpoznawalna i identyfikowana jako postać przedstawiana w danym dziele filmowym, to test rozpoznawalności i identyfikacji na tym poziomie zostaje spełniony. Osoba zmarła nie musi być w dziele filmowym wymieniona z imienia i nazwiska, bo nie chodzi tutaj o wykorzystanie jej danych osobowych, ale o jej obiektywną rozpoznawalność i identyfikację przez jej najbliższe otoczenie – do czego (szczególnie w fabularnym dziele filmowym) podawanie jej imienia czy nazwiska nie jest niezbędne. Co więcej, nawet w sytuacji, kiedy w dziele filmowym, osobie zmarłej twórcy „zmienią” imię i nazwisko, to nie oznacza, że wykluczają w ten sposób jej obiektywną rozpoznawalność i identyfikację dla najbliższego otoczenia. To co nas obiektywnie identyfikuje na zewnątrz to przede wszystkim udział w poszczególnych zdarzeniach i nasza w nich rola, a to jest nie tylko wiadome dla osób z naszego otoczenia czy kręgu rodziny, ale przede wszystkim może być dowodowo wykazane.
Czytaj więcej
W Szopienicach wszyscy wiedzieli, że dzieci chorują, ale nikt nie mówił, dlaczego. Serial „Ołowiane dzieci” przypomina o Jolancie Wadowskiej-Król,...
Jak to sprawić?
Wszelkimi dostępnymi środkami dowodowymi, z których najważniejszymi byłyby przekonujące zeznania świadków z najbliższego otoczenia prof. Bożeny Hager-Małeckiej identyfikujące jej osobę z filmową postacią prof. Berger.
Skojarzenie dwóch postaci (realnej i filmowej) to jedno, a przypisanie zachowań osoby filmowej do tej realnej chyba nie jest automatyczne? Oglądający serial wiedzą chyba, że to film.
Tak to są dwie różne płaszczyzny i oczywiście oglądający serial wiedzą, że nie jest to dokument, ale fabularna opowieść filmowa. Jednak w kontekście ewentualnego sporu sądowego nie ma to zasadniczego znaczenia. W fabularnym dziele filmowym nawiązującym do prawdziwych wydarzeń i postaci (co więcej, tak powszechnie postrzeganym i reklamowanym) historie poszczególnych postaci i ich rola w wydarzeniach nadal są swego rodzaju „tworzywem” czy „elementem”, które twórcy jedynie wykorzystują na potrzeby „swojej” filmowej całościowej opowieści. W ten sposób twórcy realizują swoje prawo do swej wolności twórczej i twórczej wypowiedzi.
Rzecz w tym, że wbrew przekonaniu wielu twórców to ich prawo nie jest prawem absolutnym – jak z każdą wolnością.
Owszem, granicą tej wolności są prawa, dobra osobiste innych osób. Nie jest zatem tak, że twórca filmowy, z naszym życiem czy naszą rolą w jakichkolwiek wydarzeniach, które stają się tematem, choćby epizodycznym jego dzieła, może zrobić wszystko co tylko zechce. Po naszej śmierci, przysługująca nam ochrona wygasa i nie ma już formy i postaci ochrony naszych dóbr osobistych. Natomiast niejako zastępczo, ta ochrona przybiera formę ochrony dóbr osobistych naszych żyjących bliskich i ma postać kultu pamięci o nas. Oczywiście ochrona w tej postaci może być dochodzona przez naszych żyjących bliskich.