Reklama

Spór o dobrą pamięć po znanej lekarce z serialu „Ołowiane dzieci”. Prawnik o szansach pozwu

W sprawie rodziny o ochronę dobrej pamięci po prof. Bożenie Hager-Małeckiej a platformą Netflix emitującą serial „Ołowiane dzieci” sądy będą ważyć, czy dać pierwszeństwo rodzinie, czy wolności – ocenia Dariusz Pluta, adwokat.
"Ołowiane dzieci" to historia lekarki Jolanty Wadowskiej-Król, która w latach 70. XX w. ujawniła mas

"Ołowiane dzieci" to historia lekarki Jolanty Wadowskiej-Król, która w latach 70. XX w. ujawniła masowe przypadki zatrucia ołowiem wśród dzieci mieszkających na Śląsku.

Foto: PAP/Jan Morek

Nad cieszącym się dużym zainteresowaniem serialem „Ołowiane dzieci”, który dotyczy m.in. roli lekarek w czasie epidemii ołowicy na Śląsku w latach 70. XX w. i który od ponad miesiąca można obejrzeć na platformie Netflix, zawisła groźba pozwu. Pozwu rodziny nieżyjącej już lekarki i ordynatorki Bożeny Hager-Małeckiej, która odegrała kluczową rolę w ujawnieniu tego zagrożenia, za przedstawienie jej w filmowej postaci prof. Berger, krzywdząco i niezgodnie z faktami. Jak wykazać, panie mecenasie, przed sądem, że obraz tej filmowej postaci może być szerzej kojarzony ze zmarłą lekarką?

Jest to zagadnienie podstawowe i wybitnie ocenne. Najogólniej rzecz ujmując, jeżeli mamy do czynienia z sytuacją, że chociażby dla najbliższego otoczenia rodzinnego, towarzyskiego czy zawodowego osoba zmarła jest rozpoznawalna i identyfikowana jako postać przedstawiana w danym dziele filmowym, to test rozpoznawalności i identyfikacji na tym poziomie zostaje spełniony. Osoba zmarła nie musi być w dziele filmowym wymieniona z imienia i nazwiska, bo nie chodzi tutaj o wykorzystanie jej danych osobowych, ale o jej obiektywną rozpoznawalność i identyfikację przez jej najbliższe otoczenie – do czego (szczególnie w fabularnym dziele filmowym) podawanie jej imienia czy nazwiska nie jest niezbędne. Co więcej, nawet w sytuacji, kiedy w dziele filmowym, osobie zmarłej twórcy „zmienią” imię i nazwisko, to nie oznacza, że wykluczają w ten sposób jej obiektywną rozpoznawalność i identyfikację dla najbliższego otoczenia. To co nas obiektywnie identyfikuje na zewnątrz to przede wszystkim udział w poszczególnych zdarzeniach i nasza w nich rola, a to jest nie tylko wiadome dla osób z naszego otoczenia czy kręgu rodziny, ale przede wszystkim może być dowodowo wykazane.

Czytaj więcej

Wnuczka Jolanty Wadowskiej-Król o babci i „Ołowianych dzieciach”: Ludzie dobrze wspominają hutę

Jak to sprawić?

Wszelkimi dostępnymi środkami dowodowymi, z których najważniejszymi byłyby przekonujące zeznania świadków z najbliższego otoczenia prof. Bożeny Hager-Małeckiej identyfikujące jej osobę z filmową postacią prof. Berger.

Skojarzenie dwóch postaci (realnej i filmowej) to jedno, a przypisanie zachowań osoby filmowej do tej realnej chyba nie jest automatyczne? Oglądający serial wiedzą chyba, że to film.

Tak to są dwie różne płaszczyzny i oczywiście oglądający serial wiedzą, że nie jest to dokument, ale fabularna opowieść filmowa. Jednak w kontekście ewentualnego sporu sądowego nie ma to zasadniczego znaczenia. W fabularnym dziele filmowym nawiązującym do prawdziwych wydarzeń i postaci (co więcej, tak powszechnie postrzeganym i reklamowanym) historie poszczególnych postaci i ich rola w wydarzeniach nadal są swego rodzaju „tworzywem” czy „elementem”, które twórcy jedynie wykorzystują na potrzeby „swojej” filmowej całościowej opowieści. W ten sposób twórcy realizują swoje prawo do swej wolności twórczej i twórczej wypowiedzi.

Rzecz w tym, że wbrew przekonaniu wielu twórców to ich prawo nie jest prawem absolutnym – jak z każdą wolnością.

Owszem, granicą tej wolności są prawa, dobra osobiste innych osób. Nie jest zatem tak, że twórca filmowy, z naszym życiem czy naszą rolą w jakichkolwiek wydarzeniach, które stają się tematem, choćby epizodycznym jego dzieła, może zrobić wszystko co tylko zechce. Po naszej śmierci, przysługująca nam ochrona wygasa i nie ma już formy i postaci ochrony naszych dóbr osobistych. Natomiast niejako zastępczo, ta ochrona przybiera formę ochrony dóbr osobistych naszych żyjących bliskich i ma postać kultu pamięci o nas. Oczywiście ochrona w tej postaci może być dochodzona przez naszych żyjących bliskich.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Amerykanie o „Ołowianych dzieciach”: niezłomna Kulig od Pawlikowskiego

Jak daleko ta ochrona sięga?

Moim zdaniem ta specyficzna ochrona ma istotnie węższy zakres, ponieważ jest ograniczona do drastycznych i wyjątkowo dotkliwych dla żyjących członków rodziny, umyślnych przekłamań czy świadomie nieprawdziwych zarzutów, bo tylko w takich przypadkach wolność twórcza i prawo do swobody twórczej na pewno musi ustąpić przed prawem do kultywowania dobrej pamięci o osobie zmarłej.

Rodzina lekarki wskazuje, że w pierwowzorze literackim tego serialu: książce Michała Jędryki, prof. Hager-Małecka została przedstawiona jako osoba odważna, sprawcza i inicjująca działania systemowe, a nie jako postać marginalna czy hamująca działania innych. Ale czy inny twórca, inny utwór nie może prezentować innych ocen, a nawet faktów?

Moim zdaniem, w kontekście rozważanego sporu sądowego, ta kwestia ma trzeciorzędne znaczenie. Znaczenie ma to, czy można tu obiektywnie mówić o takich działaniach i ich skutkach, które powodują, że pierwszeństwu ochrony należy dać dobrom osobistym członkom rodziny pani prof. Bożeny Hager-Małeckiej w postaci kultu dobrej pamięci po niej, a nie prawu do wolności twórczej, twórców i producentów serialu „Ołowiane dzieci”. To będzie istota ewentualnego sporu. I ten dylemat, wiążąco, może jedynie rozstrzygnąć sąd, w oparciu o dowody zaoferowane przez strony i ich obiektywną ocenę.

W przedsądowym wezwaniu pełnomocnik powodów, mec. Krzysztof Breguła, zażądał od Netflixa zamieszczania przed każdym odcinkiem serialu informacji, że serialowa postać prof. Berger nie odzwierciedla roli prof. Hager-Małeckiej, która była jedną z kluczowych inicjatorek i organizatorek walki z epidemią ołowicy, żąda też zapłaty odpowiedniej sumy za naruszenie dóbr osobistych rodziny, w tym kultu pamięci ich bliskiej osoby. Na razie nie dostali oni odpowiedzi, czy jednak w takich nietypowych sprawach ugoda nie jest lepsza niż sąd?

Najgorsza ugoda jest w takich sprawach lepsza od najlepszego wyroku uzyskanego po wieloletnim procesie, ponieważ jest wynikiem kompromisu, po drugie, może być zawarta chociażby w tym miesiącu. Pamiętać jednak należy, że medialni giganci bardzo rzadko zawierają ugody, obawiając się stworzenia precedensu, w konsekwencji wysypu podobnych spraw i żądań.

Czytaj więcej

„Ołowiane dzieci” i straszna wizyta Breżniewa. Czy Polacy będą tak witać Putina?

Pełnomocnik tej rodziny powiedział też, że nie podjęli jeszcze decyzji, czy pozew kierować do sądu polskiego czy amerykańskiego, uważa jednak, że tamtejsze sądy pełniej rozumieją, na czym polega krzywda wyrządzona przez publikację, co przekłada się na wysokość zadośćuczynienia. Pan by wybrał amerykański sąd?

Niestety, nie mam wiedzy, aby stanowczo wypowiadać się o praktyce i orzecznictwie amerykańskich sądów czy poziomie ich empatii w tego typu sprawach. Natomiast na starcie widzę podstawowy problem, mianowicie finanse. Żeby procesować się skutecznie przed sądem amerykańskim, to trzeba zatrudnić bardzo dobrych i doświadczonych amerykańskich prawników, a więc posiadać bardzo duże środki finansowe. Co więcej, w takiej sprawie bardzo duże znaczenie, będą miały dowody z zeznań świadków (najpewniej mieszkających w Polsce), którzy musieliby się stawić przed amerykańskim sądem. Prócz tego powstałaby zapewne bariera językowa a nawet mentalna. Z tych wszystkich względów wybór sądu w takiej sprawie należałby przede wszystkim do klienta. Niezależnie jaki ten wybór będzie, to zarówno polski, jak też amerykański sąd powodowie będą musieli przekonać do swoich racji.

Sądy i trybunały
TK pyta prezydenta o ślubowanie nowych sędziów. Jest konkretna data
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Spadki i darowizny
Od 17 marca ważne zmiany dla spadkobierców. Te formalności załatwią u notariusza
Prawo dla Ciebie
Wiceszef MSWiA: Schrony są ważne, ale drogie. Trzeba dobrze przygotować ewakuację
Sądy i trybunały
Wezwali przewodniczącą Trybunału Stanu pod rygorem kary. Oto odpowiedź Manowskiej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama