Powództwa wytaczane wobec aktywistów, organizacji pozarządowych czy dziennikarzy mają wywołać efekt mrożący i skłonić do niezajmowania się pewnymi tematami lub osobami (czy to fizycznymi, czy prawnymi). Przykładem z ostatnich dni jest próba zablokowania tekstu Magdaleny Rigamonti z Onetu na temat Joanny Kos-Krauze. W tym przypadku redakcja portalu zdecydowała się na publikację i to pomimo tego, że sąd udzielił zabezpieczenia zmierzającego do jej zablokowania. To bardzo rzadki przypadek, bo z reguły w tego typu sytuacjach dysproporcja finansowa pomiędzy powodem a pozwanym i ryzyko zasądzenia wysokiego odszkodowania lub zadośćuczynienia za rzekome naruszenie dóbr osobistych powoda powoduje oczekiwany przez tego ostatniego efekt.
Czytaj więcej
Komitet Stały Rady Ministrów dał zielone światło projektowi ustawy, który ma postawić tamę pozwom składanym w celu tłumienia krytyki i zastraszania...
Remedium na to zjawisko ma być tzw. ustawa anty-SLAPP, czyli ustawa o szczególnych środkach ochrony osób uczestniczących w debacie publicznej, którą we wtorek przyjęła Rada Ministrów. Projekt, który jest implementacją unijnej dyrektywy, przede wszystkim przewiduje wprowadzenie możliwości oddalenia powództwa, jeśli zmierzało ono głównie do stłumienia, ograniczenia, zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej. Sąd będzie też mógł oddalić powództwo jako oczywiście bezzasadne lub też uznać je w każdym stanie sprawy za nadużycie prawa procesowego w rozumieniu art. 41 kodeksu postępowania cywilnego.
Grzywny i kaucje na poczet kosztów procesu mogą nie wystarczyć
Sąd, na wniosek pozwanego, będzie też mógł zobowiązać powoda do złożenia kaucji na zabezpieczenie kosztów procesu (jeżeli pozwany uprawdopodobni, że powództwo zmierza wyłącznie lub głównie do stłumienia, ograniczenia, zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej).
Będzie mógł także nałożyć grzywnę w wysokości 20-krotności minimalnego wynagrodzenia, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach wysokość nałożonej grzywny wyniesie nawet 100-krotność najniższej płacy.
Jednak zdaniem prof. Marleny Pecyny, cywilistki z Uniwersytetu Jagiellońskiego i adwokatki mającej doświadczenie w podobnych sprawach, ani potencjalna kaucja na poczet kosztów procesu, ani ewentualna grzywna nie będą odgrywały skutecznej roli prewencyjnej, bo najczęściej przy powództwach typu SLAPP powód nie liczy się z kosztami.
Podobnie uważa Konrad Siemaszko, koordynator programu Wolność Słowa w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Osoby inicjujące SLAPP-y z definicji dysponują dużymi zasobami pieniężnymi i sankcje finansowe niekoniecznie ich zniechęcą. A ponieważ projekt nie wyklucza możliwości wytaczania powództw o ochronę reputacji przez władze publiczne, to w takich przypadkach za SLAPP finalnie zapłacą podatnicy – zauważa ekspert.
Czytaj więcej
Bez realnych mechanizmów ochrony i bez solidarności między dziennikarzami, prawnikami oraz organizacjami społecznymi, coraz trudniej będzie w Polsc...
– Bardziej zasadnym rozwiązaniem byłoby, gdyby pozwany mógł domagać się odszkodowania albo zadośćuczynienia już w ramach wytoczonego przeciwko niemu postępowania typu SLAPP, za wszczęcie takiego postępowania albo naruszenie jego dóbr osobistych, co też się zdarza. Obecnie pozwany może się wyłącznie bronić przed uwzględnieniem powództwa na rzecz powoda, a powinien mieć możliwość ochrony swoich dóbr w takiej sytuacji bez konieczności ponoszenia kosztów związanych z wytoczeniem odrębnego postępowania lub powództwa wzajemnego – postuluje prof. Marlena Pecyna.
Kluczowe jest szybkie oddalanie SLAPP-owych pozwów
Jak dodaje, istotne znaczenie ma możliwość oddalenia powództwa na wczesnym etapie, ponieważ przy tego typu powództwach długość trwania postępowania leży w interesie powoda, natomiast niekiedy w sposób rażący narusza interes samego pozwanego. – W istocie pozwany może wygrać postępowanie, ale długi czas trwania tego postępowania sprawi, że powód osiągnie zamierzone cele w postaci tłumienia debaty publicznej, ograniczenia wolności wypowiedzi, w tym krytyki – wskazuje prof. Pecyna.
Ale znów, proj. art. 5 określa przesłanki wskazujące, kiedy sąd „może uznać”, a nie „uznaje” postępowania za zmierzające wyłącznie lub głównie do stłumienia, ograniczenia, zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej. Oznacza to, że ostateczna decyzja w tym zakresie pozostaje w gestii sądu. Zdaniem prof. Pecyny to błąd.
– Jeżeli są spełnione przesłanki ku temu, by uznać, że pozew ma charakter SLAPP, to sąd powinien wówczas to stwierdzić, a nie mieć możliwość podjęcia dyskrecjonalnej decyzji w tym zakresie. To trochę tak, jakby zostały spełnione przesłanki nabycia własności danej rzeczy, ale do decyzji i oceny sądu nadal pozostawałoby, czy uznać daną osobę za właściciela, czy nie. Nie mówiąc już o tym, że będzie to sprawiało później trudność w kontroli orzeczenia przez sąd drugiej instancji – punktuje prof. Pecyna.
Czytaj więcej:
W świecie, w którym transparentność i wolność słowa powinny być fundamentami demokracji, coraz częściej mamy do czynienia z praktyką ich tłumienia...
Pro
Jak podkreśla ekspertka, ograniczenie prawa do powództwa w związku z nadużyciem tego prawa przez stronę powodową musi opierać się na przesłankach transparentnych, a im więcej wątpliwości co do tego, czy sąd powinien uznać pozew za zmierzający do ograniczenia wolności różnego rodzaju wypowiedzi, tym dłużej będą trwały postępowania. – Albo rozstrzygnięcia o oddaleniu powództwa z tego powodu będą uchylane przez sądy odwoławcze i w rezultacie sprawy będą trwać dłużej, niż gdyby od początku toczyły się w normalnym trybie, albo sądy nie będą w ogóle korzystały z kompetencji do oddalenia powództwa na wczesnym etapie w obawie przed uchyleniem wyroku – tłumaczy prof. Pecyna.
Także zdaniem Konrada Siemaszki, choć przyjęty projekt jest krokiem naprzód względem obecnego stanu prawnego, to realna skuteczność proponowanych rozwiązań pozostanie istotnie ograniczona. Jednym z ważniejszych powodów jest odwołanie do instytucji „oczywistej bezzasadności powództwa”.
– Pojęcie to dotąd było konsekwentnie interpretowane bardzo restrykcyjnie i zarezerwowane dla pism pozbawionych jakiegokolwiek sensu. Tymczasem osoby inicjujące postępowania typu SLAPP dysponują odpowiednimi zasobami finansowymi i dlatego korzystają z usług profesjonalnych pełnomocników, którzy przygotują pozew, który będzie stwarzał pozory sensowności – wskazuje ekspert.
MS w odpowiedzi na te zastrzeżenia przyznał co prawda, że dotychczas przyjęte było bardzo wąskie rozumienie oczywistej bezzasadności, ale wyraził nadzieję, że ta praktyka się zmieni.
Ciężar dowodu często spoczywa na pozwanym
– Też mamy taką nadzieję, ale w HFPC często widzimy, jak trudno jest zmienić utrwalony schemat orzeczniczy. Być może znajdą się jacyś pojedynczy odważni sędziowie, którzy pokuszą się o nową interpretację, ale niestety nie spodziewałbym się szerokiej zmiany. Innym istotnym ograniczeniem praktycznej skuteczności projektu jest kwestia ciężaru dowodu. Dyrektywa anty-SLAPP wymaga, by to powód wykazał, że jego roszczenie jest zasadne. Tymczasem w sprawach o ochronę dóbr osobistych, które najczęściej są wykorzystywane do SLAPP-ów cywilnych, powód musi tylko wykazać, że dane dobro istnieje i że doszło do ingerencji w to dobro – dodaje Konrad Siemaszko.
Choć sam fakt, że krytyka stanowi ingerencję w dobro osobiste w postaci reputacji jest bezsporny, to kluczowe znaczenie ma to, czy ta krytyka była zgodna z prawem.
– I to już musi wykazać pozwany. Projektodawca uważa, że sama konieczność wykazania istnienia dobra osobistego i faktu ingerencji spełnia warunek rozkładu ciężaru dowodu z dyrektywy, choć w praktyce te kwestie to czysta formalność, spór o zasadność roszczenia toczy się zupełnie gdzie indziej i obciąża pozwanego – dodaje prawnik, który zwraca też uwagę na fakt, że projekt odnosi się tylko do prawa cywilnego, choć w praktyce bardzo często do SLAPP-ów wykorzystywane są przepisy o zniesławieniu.
Czytaj więcej
Jeśli sąd uzna, że pozew ma na celu tłumienie krytyki czy ograniczanie debaty publicznej, będzie mógł nie tylko nałożyć karę na powoda, ale i zasąd...
– Bez dekryminalizacji zniesławienia osoby chcące tłumić debatę publiczną jeszcze chętniej sięgną po prawo karne. Odpowiadając na tę uwagę, projektodawca umywa ręce, wskazując, że dyrektywa anty-SLAPP dotyczy wyłącznie postępowań cywilnych. To fakt, ale wynika to z tego, iż prawodawca unijny ma ograniczone kompetencje w obszarze procedury karnej i dyrektywa nie mogła dotyczyć tej sfery. Jednocześnie Komisja Europejska zachęca ustawodawców krajowych, by w ramach swoich szerszych kompetencji przyjęli odpowiednie przepisy dotyczące obu gałęzi prawa. Polski ustawodawca niestety nie odpowiedział pozytywnie na ten apel – ubolewa Siemaszko.
Instrumenty anty-SLAPP-owe powinny działać w postępowaniach zabezpieczających
W ustawie zabrakło też możliwości zastosowania regulacji o nadużyciu prawa do sądu stricte w odniesieniu do postępowań zabezpieczających.
– Bardzo często już na etapie postępowania zabezpieczającego powód składa wniosek np. o zakaz publikacji albo zakaz wyrażania opinii na temat określonej osoby fizycznej czy prawnej. Projektowana ustawa nie przewiduje wprost możliwości zastosowania jej mechanizmów w takich przypadkach, a w mojej ocenie to jest jeden z elementów, który będzie najbardziej wpływał na skuteczność ochrony przed SLAPP-ami. W tej sytuacji sąd będzie musiał ocenić zasadność wniosku o zabezpieczenie powództwa w świetle ogólnej klauzuli nadużycia prawa procesowego, co wiąże się z ryzykiem rozmaitych zarzutów dotyczących wykładni kodeksu postępowania cywilnego i relacji przepisów k.p.c. do ustawy anty-SLAPP jako szczególnej – zaznacza prof. Pecyna.
Poza tym jej zdaniem o wiele lepszym sposobem na wdrożenie dyrektywy byłaby nowelizacja k.p.c. zamiast tworzenia odrębnej ustawy. – Wyodrębnienie niektórych aspektów postępowania sądowego, które opierają się na nadużyciu prawa do sądu czy prawa do powództwa, poza k.p.c., spowoduje, w mojej ocenie, duże trudności praktyczne, ale także interpretacyjne. To będzie główna trudność w zapewnieniu skuteczności tej regulacji, na której wszystkim najbardziej zależy. Dużo będzie też zależało od determinacji pełnomocników, a przede wszystkim sądów w stosowaniu nowych instrumentów. Warto im dać szansę – mówi ekspertka, która podkreśla też, że jest to jeden z nielicznych przypadków, w których ciągle możliwe jest implementowanie unijnych przepisów w terminie określonym w dyrektywie.
Czytaj więcej
Współcześnie SLAPP przybierają coraz bardziej agresywne, a jednocześnie zawoalowane formy. Tym większe znacznie ma więc właściwe zakresowo wdrożeni...