Wystarczy wybrać się na krótką przejażdżkę czy przejrzeć media, by wiedzieć, że wielu polskich kierowców przepisy drogowe ma za nic. Wygląda na to, że ciągłe ich zaostrzanie na niewiele się zdaje. Co pan na to?
Samo zaostrzanie kar na pewno nic nie da. Fachowcy w tej dziedzinie od lat mówią, że nie wysokość kary, a jej nieuchronność i szybkość wymierzenia ma znaczenie dla poprawy bezpieczeństwa. Co z tego, że podwyższono o dwa lata, czyli do 10 lat więzienia maksymalną karę za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, kiedy kierowca rażąco przekracza np. dopuszczalną prędkość? Przecież ci, którzy dopuszczają się takiego przestępstwa nawet o tym nie wiedzą, takie zmiany nie leżą w sferze ich zainteresowań. Podobnie jest w przypadku tzw. zabójstwa drogowego – kierowca powoduje śmiertelny wypadek jadąc pod wpływem alkoholu. Grozi za to nawet do 20 lat więzienia. Jednak ci, którzy siadają pijani za kierownicą nie zdają sobie z tego sprawy.
Czytaj więcej
Zdający na prawo jazdy po trzech nieudanych podejściach musiałby wrócić na kilka lekcji do instruktora i zdać ponownie egzamin wewnętrzny. O takich...
Uważam, że jest zbyt mało medialnych informacji na temat zagrożeń przede wszystkim wynikających z nadmiernej prędkości czy stanu kierowcy. Z mediów płyną inne przekazy. Weźmy np. zdarzenie z ostatnich dni – poseł Łukasz Mejza nazbierał prawie 170 punktów karnych i dalej jeździ, śmiejąc się w twarz wszystkim mieszkańcom tego kraju.
Czyli tragiczne wypadki i pijani kierowcy za kółkiem jak byli, tak są i pozostaną?
Wprawdzie ostatnio z roku na rok spada liczba wypadków ze skutkiem śmiertelnym, to jednak w dalszym ciągu jest ich dużo. Nie ma chyba tygodnia, żebyśmy nie usłyszeli, że ktoś w stanie nietrzeźwym, ktoś, kto ma sądowy zakaz prowadzenia pojazdów spowodował wypadek tragiczny w skutkach. Kierowca musi mieć świadomość, że kara jest nieuchronna, tak jak jest na przykład w Niemczech czy w Szwajcarii. Tam niemal każde wykroczenie drogowe, nawet to najmniejsze, jest ujawnione i kierowca ponosi konsekwencje.
Czytaj więcej
Przed dwoma dniami pojawiła się informacja, że poseł PiS Łukasz Mejza został po raz 17 ukarany mandatem za przekroczenie prędkości. Już przed otrzy...
U nas z tym ujawnianiem jest problem. Dochodzi do tego albo w związku z kolizją czy tragicznym wypadkiem albo prewencyjnymi kontrolami drogówki.
Tych ostatnich u nas praktycznie nie ma, nie istnieją. W 2025 r. zatrzymano łącznie prawie 27 tys. kierowców, którzy mieli sądowe zakazy prowadzenia pojazdu bądź cofnięte uprawnienia za przekroczenie liczby punktów karnych. To pokazuje na skalę problemu. Rozwiązać go można tylko w jeden sposób – większą liczbą policjantów i ich racjonalnym wykorzystaniem. Policjanci. Policjanci nie powinni jeździć do zwykłych stłuczek czy otarć na drodze. To jest tylko marnowanie ich czasu.
A może problem tkwi w egzaminowaniu kierowców, dopuszczaniu nieprzygotowanych do jazdy?
Nie zgadzam się. Ostatni głośny wypadek w Łomiankach spowodował kierowca, który ma 44 lata i egzamin zdawał bardzo dawno, miał doświadczenie za kółkiem i co?
Faktem jednak jest, że egzaminowanie przyszłych kierowców jest fatalne. To wręcz anachronizm. Kiedyś byłem egzaminatorem, od wielu lat nie jestem. Dzisiaj. Dzisiaj egzamin to taśma produkcyjna Forda, gdzie majster sprawdza czy podkładka jest dobra, nakrętka i śrubka się zgadzają. Tak samo wygląda egzamin na prawo jazdy. Egzaminator ma listę manewrów i musi zaznaczyć czy wszystkie z nich zostały wykonane prawidłowo. Nic innego jak praca na taśmie.
Czytaj więcej
Na policyjne skrzynki „Stop agresji drogowej” wpłynęło ponad 44 tys. zgłoszeń o niebezpiecznych zachowaniach - dowiedziała się „Rzeczpospolita”. Na...
Podoba się panu pomysł rezygnacji z placu manewrowego na egzaminie?
Z jednej strony tak. Cała Europa od tego odchodzi. Z drugiej strony jednak egzaminator musi wiedzieć, że kandydat na kierowcę opanował sztukę kierowania. Przecież było kilka wypadków na placach manewrowych, w których osoba zdająca potrąciła egzaminatora. Może więc zrezygnować z form parkowania pomiędzy słupkami, ale zostawić krótką jazdę po prostej, by egzaminator sprawdził, czy zdający panuje nad samochodem i może wyjechać na miasto.
Czytaj więcej
Nie będzie egzaminu na prawo jazdy kategorii B na placu manewrowym - taką rewolucyjną zmianę zapowiedział minister infrastruktury Dariusz Klimczak....
Likwidacja placu manewrowego to nie jedyna propozycja rządzących. Chcą również wprowadzić limit trzech podejść do egzaminu państwowego. Po trzech oblanych próbach kierowca wracałby na doszkolenie. To dobry pomysł?
Uważam, że słuszny. Kiedyś tak było i to działało. Jeżeli ktoś nie zdaje trzy razy, to znaczy, że nie jest przygotowany do jazdy, czyli powinien doskonalić swoje umiejętności. Dla dobra siebie i innych uczestników ruchu drogowego. Bardziej rozsądni zdając sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nich ciąży na drodze, sami dobrowolnie dokupują jazdy doszkalające. Za mało jest jednak takich osób. Stąd wprowadzenie tego obowiązku uważam za jak najbardziej słuszne.
Nie uważa pan, że na takiej zmianie ucierpią ci, których w trakcie egzaminu zżera stres? Potrafią jeździć, ale w trakcie egzaminacyjnej jazdy popełniają błędy.
No dobrze, a jak w trakcie egzaminu maturalnego kogoś zjada stres i ma to wpływ na wyniki, to mu się odpuszcza, czy musi powtórzyć maturę po douczeniu się? Codzienne życie pełne jest stresowych sytuacji. Te na drodze w wielu wypadkach mogą wywołać panikę, a kierowca na podjęcie właściwej decyzji ma zaledwie sekundy. Wiele zależy od jakości szkolenia i egzaminowania. Zdarza się niewłaściwe podejście do kursanta i zdającego.
Miałem kiedyś taką sytuację, gdy do egzaminatora nadzorującego przyszli rodzice z prośbą o spokojnego egzaminatora, ponieważ ich córka jest osobą niesłyszącą i niemówiącą. Ponieważ trochę posługuję się językiem migowym zdecydowałem, że sam przeprowadzę ten egzamin. Poprosiłem rodziców, by tłumaczyli moje polecenia, ale nie podpowiadali córce, jak ma wykonywać zlecone manewry. Dziewczyna oblała egzamin, bo naprawdę nie potrafiła jeździć. Zapytałem rodziców, ile godzin wyjeździła podczas szkolenia. Wówczas obowiązywało 20 godzin jazdy, a ona miała za sobą jedynie połowę, czyli 10. Pytam więc, dlaczego stawiła się na egzamin. Oni na to, że instruktor im poradził, że i tak za pierwszym razem nie zda, a tak szybciej będzie mogła przystąpić do drugiego podejścia. W takiej sytuacji możemy dopiero mówić o stresie tej dziewczyny. Zarówno podczas tego egzaminu, jak i kolejnego, do którego podejdzie mając oblany pierwszy. I gdzie tu profesjonalne podejście instruktora?
A czy egzamin wewnętrzny powinien być nagrywany?
Nie mam zdania na ten temat. To kwestia rzetelności, instruktora, który ten egzamin wewnętrzny przeprowadza i dopuszcza do jazdy po mieście. U nas ostatnio jest taka moda, żeby wszystko nagrywać, wszystko dokumentować. Skoro nie mamy zaufania do instruktorów, a pozwalamy naszym dzieciom, wnukom, żeby ich uczyli, wyjeżdżali na miasto, żeby jeździli z nimi, to coś tu jest nie tak. Może ktoś wpadnie na pomysł, by nagrywać wszystkie jazdy szkoleniowe, bo przecież tam też może kursant zostać potraktowany niesprawiedliwie. A może też i zajęcia teoretyczne? Tylko gdzie przechowywać te nagrania, ile czasu?
Prawo jazdy dla 17-latków nie pogorszy i tak już słabych statystyk bezpieczeństwa?
Uważam, że nie. Moje wątpliwości budzi wiek osoby towarzyszącej – minimum 25 lat i pięć lat posiadania prawa jazdy. 25-letni kierowcy są w grupie jednego z najwyższych ryzyk, jeśli chodzi o powodowanie wypadków drogowych. Uważam, że ten wiek powinien być podwyższony. Nie chodzi tylko o staż kierowcy, ale przede wszystkim o doświadczenie życiowe.
Czytaj więcej
Od 3 marca 2026 r. wejdą w życie przepisy, które pozwolą na wyrobienie prawa jazdy kategorii B przez 17-letnich kierowców. Będą jednak oni podlegal...