Reklama

„Ołowiane dzieci” i straszna wizyta Breżniewa. Czy Polacy będą tak witać Putina?

„Ołowiane dzieci” to kolejny po „Heweliuszu” serial inspirowany dramatem doby PRL. Główną rolę Jolanty Wadowskiej-Król, która ratowała dzieci przed skażeniem ołowiem, zagrała Joanna Kulig.

Publikacja: 14.02.2026 13:37

„Ołowiane dzieci” i straszna wizyta Breżniewa. Czy Polacy będą tak witać Putina?

Foto: Netflix / Robert Pałka

Na ten serial, który wyreżyserował urodzony na Śląsku Maciej Pieprzyca, można spojrzeć z wielu perspektyw. Netflix lubi zaglądać w podszewkę lat 70., bo to modne retro, a również pełne dramatycznych i tragicznych historii. Zgromadzono też już wiele wiedzy na temat filmowych lokalizacji, a także scenograficznych i kostiumowych gadżetów, że wystarczy dodać hity z tamtej epoki – Jantarkę, Grechutę, 2+1, Breakout – i robi się widowisko. I jest. Na pewno Netflix nie pożałował funduszy.

Reklama
Reklama

Każdy kadr to sporo pieniędzy – a to portrety Gierka i Breżniewa, a to Trabanty i karetki pogotowia Warszawa Kombi, zielone budki telefoniczne, że o wystroju wnętrz z dyżurnymi meblościankami nie wspomnę. Oraz tony kostiumów. Scenografki Joanna Macha i Marcelina Początek-Kunikowska wiedziały, jak pokazać gierkowską dekadę. I to się ogląda!

Jolanta Wadowska-Król i „Ołowiane dzieci”

Regiony w Polsce dostały też swoje dyżurne role. Dolny Śląsk? Wiadomo – nazistowskie tajemnice, których jest więcej w polskich produkcjach pseudoksiążkowych i serialach niż III Rzesza miała żołnierzy. Na Podhalu? Też wiadomo – Goralenvolk. W Sopocie? Kasyna i „dziewczynki”! Śląsk po wielkich filmach Kazimierza Kutza był z boku. Za towarzysza Gierka w centrum uwagi i zazdrości - ostatnio pomijany. Nawet przez Ślązaków, którzy w większości głosowali na tego, który nie chce ustawy o odrębności języka śląskiego, co ostatnio potwierdził prezydenckim wetem.

Tymczasem śląskiego pięknie się słucha w „Ołowianych dzieciach”, nawet jeśli śląscy politycy i obywatele mówią głupoty, czego wymaga od nich narzucona przez Sowietów władza.

Reklama
Reklama

Po premierze serialu wiele się pisze o wstrząsających warunkach życia śląskich rodzin przypomnianych w „Ołowianych dzieciach”, podobnie jak o tym, że normy ołowiu rozpylanego przez kominy Huty Szopienice przekraczane były na okolicznym osiedlu familoków Targowisko tysiąc razy. Dzieci chorowały, umierały, czułe matki dawały im wcześniej skażone warzywa z przydomowych ogródków, zaś twardzi ojcowie chodzili produkować ołów – dumni, gdy towarzysze z wojewódzkiego politbiura kompartii meldowali przed przyjazdem towarzysza Edwarda Gierka i towarzysza Leonida Breżniewa, przywódczego „bratniego” Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, że normy produkcji znowu zostały przekroczone. Dodajmy: jednocześnie normy trucia własnych dzieci i siebie samych. Wszystko po to, by przeżyć we względnym dobrobycie kolejny dzień.

Czytaj więcej

Amerykanie o „Ołowianych dzieciach”: niezłomna Kulig od Pawlikowskiego

Gierek i Breżniew w „Ołowianych dzieciach”

Oczywiście najważniejsza jest w serialu lekarka, która wydała wojnę najpierw niewiedzy, a potem obłudzie, ale nie ma co upraszczać „Ołowianych dzieci”. Ten tytuł można rozumieć szerzej – mówi nie tylko o dzieciach przeżartych tak ołowiem, że wymiotują krwią, lecz o ludziach, którzy godzą się na Targowisku (co za znacząca nazwa!) rolę ołowianych żołnierzyków, za grosze przestawianych na planie większej gry, której zasady są okropne, niedemokratyczne, oparte na przemocy fizycznej, psychicznej, finansowej i socjalnej. Zaś na górze piramidy tego systemu stoi jakiś sekretarz generalny, prezydent lub wojewoda, który dla władzy, kariery, pieniędzy, przywilejów skazuje podlegających mu ludzi na choroby, biedę, śmierć, rozpacz.

Owszem, w serialu na szczycie piramidy jest Gierek czy Breżniew (teraz mamy inne nazwiska), ale trąd posłuszeństwa idzie w dół po drabinie nomenklatury – partyjnej czy innej, włączając w to dyrektorów zakładów pracy, ordynatorów w szpitalach, lekarzy i pielęgniarek. I ludzie się na to godzą. Dlatego patrząc na obrzydliwe zdjęcia kroniki filmowej z lat 70., przypominające jak podbity polski naród witał sowieckiego dyktatora chorągiewkami, śpiewem i pokłonami, zastanawiałem się, co zrobią w przyszłości ci, którzy z różnych powodów z taką nadzieją zerkają dziś na Moskwę lub pod hasłami patriotyzmu dają się poniżać pełnomocnikom obecnego prezydenta USA.

Film jest dramatyczny, bo giną dzieci. I ostatecznie to ich strata przywraca rodzicom i dziadkom zdrowy rozsądek. Każe stanąć po stronie lekarki, prawdy – przeciwko władzy.

Na tle takich pytań ze wzruszeniem ogląda się historię granej przez Joannę Kulig śląskiej lekarki, która chcąc ratować zdrowie i życie niewinnych dzieci musiała najpierw pokonać strach i donosicielstwo pracujących z nią pielęgniarek, obstrukcję męża marzącego o karierze ordynatora oraz o świętym spokoju, opór lekarzy, a także rodziców, a co dopiero dyrekcji huty, wojewody czy I sekretarza struktur wojewódzkich PZPR.

Reklama
Reklama

Joanna Kulig i jej charyzmatyczna postać

Raz wyciągającą pomocną dłoń, a raz idącą na kompromis z partią profesorkę gra Agata Kulesza, oddanego Śląskowi wojewodę Jerzego Ziętka – Marian Dziędziel, zaś bezwzględnego karierowicza partyjnego Zdzisława Grudnia - Zbigniew Zamachowski. Scenarzysta Jakub Korolczuk oparł bowiem fabularną intrygę na niechęci Grudnia do Ziętka i temu służy rozgrywka, w którą wciąga lekarkę esbek Hubert Niedziela (Michał Żurawski). Mamy trochę operacyjnego romansu, przepychankę w stylu „kto kogo”, a wreszcie w środowisku młodzieżowym pierwszą miłość, która na początku rodzi się ponad barykadą interesów i intencji, a potem musi ją pokonać.

Czytaj więcej

Wnuczka Jolanty Wadowskiej-Król o babci i „Ołowianych dzieciach”: Ludzie dobrze wspominają hutę

Film jest dramatyczny, bo giną dzieci. I ostatecznie to ich strata przywraca rodzicom i dziadkom zdrowy rozsądek. Każe stanąć po stronie lekarki, prawdy – przeciwko władzy. A władza? Jak to władza – potrafi przekuć własną hańbę i obywatelski opór, kiedy już nie można inaczej, na swój sukces. Wcześniej kusi talonami, wczasami, mieszkaniami. Teraz też ma swoje apanaże. Dlatego zwycięstwo nad niesprawiedliwą władzą można odnieść tylko pod hasłem bezwzględnej solidarności prześladowanych.

W „Ołowianych dzieciach” najpierw jest to solidarność lekarki z dziećmi, a potem wszystkich matek i kobiet. Nie chodzi wyłącznie o feminizm czy ekologię, tylko o wspomniany zdrowy rozsądek. Lekarka zapłaciła cenę swoim życiem, ale ostatecznie zwyciężyła. Czy są chętni, którzy pójdą jej śladem w szerszej skali? W Polsce i globalnie?

Film
Berlinale 2026: Złoty Niedźwiedź dla „Yellow Letters”
Film
Berlinale: Złoty Niedźwiedź dla mocnych „Yellow Letters” na festiwalu pokaleczonego świata
Film
Berlinale 2026: Pierwsze nagrody rozdane
Film
Legenda wraca na ekrany. Co wiemy o nowym filmie „Adam”?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama