„Rzeczpospolita”: W zapowiedziach dotyczących Rady Bezpieczeństwa Narodowego pojawiły się dwa tematy ogólne – pożyczka na realizację Programu SAFE i zaproszenie Polski do Rady Pokoju i jeden, który wzbudził najwięcej kontrowersji, a który sformułowano tak: „podjęte przez organy państwa działania, mające na celu wyjaśnienie wszelkich okoliczności wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego”.
Prof. Szymon Ossowski: Dwa pierwsze tematy są dość oczywiste. Patrząc merytorycznie, zastanawiam się, na ile ten trzeci temat jest związany z bezpieczeństwem narodowym. Traktuję to jako ewidentną odpowiedź pana prezydenta na politykę pana marszałka. Włodzimierz Czarzasty od razu po tym, jak został marszałkiem dość ostro mówił o relacjach z prezydentem, zapowiedział „weto parlamentarne”, ustawił się od razu w opozycji do głowy państwa. Zakładam więc, że jest to odpowiedź. Także na to wystąpienie Włodzimierza Czarzastego, w którym zapowiedział, że nie poprze wniosku o pokojową nagrodę Nobla dla prezydenta Donalda Trumpa, bo – jak uzasadniał – „na nią nie zasługuje”. Relacje Polska–Stany Zjednoczone są w dużej mierze oparte na osobistych relacjach Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem. Myślę więc, że skoro Włodzimierz Czarzasty od razu zaatakował Karola Nawrockiego, to jego środowisko zaczęło szukać, jak to się robi w polityce, pewnych „haków” na Włodzimierza Czarzastego. I coś znalazło. Nie widziałem tego, nie jestem w stanie ocenić, jaką to ma moc, ale coś znaleziono. Analogicznie do tego, jak to się odbywało w kampanii wyborczej, gdy Karolowi Nawrockiemu wypominano udział w „ustawkach” kibiców.
Czytaj więcej
Prezydent RP Karol Nawrocki na 11 lutego zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego - poin...
Biorąc pod uwagę historię Włodzimierza Czarzastego, trudno się dziwić jego relacjom ze Wschodem, skoro wywodził się ze środowiska PZPR-u, lewicy jeszcze przed 1989 r. Pewnie każdy z ówczesnych polityków lewicy funkcjonował w jakichś studenckich młodzieżówkach, jeździł na jakieś obozy w latach osiemdziesiątych. Od razu po wyborze Czarzastego na marszałka powstała narracja, że „komuna wraca”. Myślę, że to ustawienie się marszałka w kontrze mogło być efektem tej narracji. Zakładam więc, że to kolejna odsłona konfliktu na linii prezydent–marszałek. Wydaje mi się, że to ma charakter riposty dotyczącej komunikacji politycznej wewnątrz kraju.
Czy prezydent nie wykracza poza narzędzie konstytucyjne? Nie ma w konstytucji mechanizmu nadzoru głowy państwa ani nad Marszałkiem Sejmu, ani nad Parlamentem, ani nad konkretnymi politykami.
Prezydent może jednak zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego i to on ustala jej plan. Jak rozumiem, tu jest szeroka interpretacja, że kontakty i działalność pana marszałka mogą mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo narodowe Polski. Oczywiście, że prezydent nie ma żadnej możliwości bezpośredniej kontroli. Zakładam, że tu nie chodzi o kwestię prawa, ale polityki. Analogicznie jak w sytuacji, w której politycy przerzucają się tym, kto sobie robił zdjęcie z Władimirem Putinem. Pewnie każdy miał, kto był kiedyś prezydentem lub premierem. Dla mnie to kolejny etap politycznej konfrontacji między pierwszą a drugą osobą w państwie. Teoretycznie, gdyby rzeczywiście coś było, to mogłoby mieć wpływ na funkcjonowanie państwa. Szukano, szukano, i coś znaleziono. Może to będzie „kapiszon”. Jaki to ma kaliber? Pewnie prawnie żaden, ale uznano, że być może politycznie będzie to jakiś punkt uderzenia w marszałka, który będzie się musiał bronić, tłumaczyć. Prawo i Sprawiedliwość zażądało wyjaśnień, dlaczego nie przeszedł procedury bezpieczeństwa i nie posiada poświadczenia dostępu do informacji ściśle tajnych.
Czytaj więcej
Karol Nawrocki, Władysław Kosiniak-Kamysz i Radosław Sikorski znaleźli się na czele rankingu zauf...