A jednak! Po przeszło czterech miesiącach niezwykle trudnych manewrów parlamentarnych premier Sébastien Lecornu doprowadził w poniedziałek do uchwalenia budżetu kraju na ten rok. Nie będzie więc przedterminowych wyborów, a Emmanuel Macron dokończy swoją kadencję, która upływa w połowie przyszłego roku.
Ponieważ blok liberalny, z którego wywodzi się Lecornu, nie ma większości w Zgromadzeniu Narodowym, premier potrzebował wsparcia spoza koalicji rządzącej. Uzyskał je przede wszystkim od socjalistów, ale za cenę poważnych ustępstw. W konsekwencji deficyt budżetowy kraju został tylko nieznacznie ograniczony i wyniesie w 2026 r. 5 proc. PKB wobec 5,4 proc. w minionym roku. Emmanuel Macron, który doszedł do władzy w 2017 r. pod hasłami reformy kraju i uzdrowienia jego finansów, szykuje się więc do zejścia ze sceny, pozostawiając Francję z blisko dwa razy większą dziurą w budżecie niż zezwala Bruksela. I największym poza Grecją i Włochami długiem publicznym zbliżającym się do 120 proc. PKB.