Skądinąd wiadomo, że Pełczyńska-Nałęcz jest osobą stawiającą wyzwania; ma swoich przeciwników, a nawet zadeklarowanych wrogów, zarówno w macierzystej formacji, jak i w rządzie, ale – to trzeba podkreślić – dysponuje demokratycznym mandatem zdobytym w ramach czystej wyborczej walki. Trzeba ten mandat uszanować, a wzór winien płynąć właśnie od Szymona Hołowni. Dlatego musi szokować brak takiego gestu ze strony byłego marszałka i jego przedziwny celebrycki post z kapeluszem. Nie da się go zinterpretować inaczej niż jako dowód nonszalancji; Hołownia udowadnia, że kwestia jego „dojrzałości”, czyli symboliczny kapelusz, jest ważniejsza niż losy założonego przez niego ugrupowania. Czy tak powinna wyglądać polityka? Czy to jest dowód odpowiedzialności i profesjonalizmu? Jednak chyba nie.
Czy Szymon Hołownia może zostać wicepremierem?
Co ciekawe, bardziej profesjonalnie zachowują się dwie – do niedawna – konkurentki na sukcesję po Hołowni. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz mówi o jedności. Paulina Hennig-Kloska podkreśla swój mocny mandat (zyskała niemal połowę głosów) i oznajmia, że będzie kandydowała na wiceprzewodniczącą. A także wypowiada się na temat przyszłości Szymona Hołowni, który – jej zdaniem – byłby „doskonałym” kandydatem na wicepremiera.
Czy tak jest w istocie? W sytuacji, kiedy Hołownia wielokrotnie nie podejmował tego tematu, a dziś jest głównie ciężarem wizerunkowym swojego ugrupowania i całej koalicji, wszyscy (może poza nim samym) świetnie wiedzą, że byłby raczej piątym kołem u wozu niż faktycznym wsparciem układu rządzącego. Jest wszakże głównym sprawcą załamania notowań swojego ugrupowania, a sondaże pokazują, że wielu Polaków widzi go bardziej poza polityką niż w rządzie.