Jarosławowi Kaczyńskiemu wypada po ludzku życzyć powrotu do zdrowia, ale czy na szczyty polityki? Tu mam już pewne wątpliwości. I to z pobudek humanitarnych; polityka to permanentna walka, a w PiS udane zabiegi o lokalne struktury, czyli praca w terenie. W tej dziedzinie PiS zawsze przeskakiwał konkurentów; to była najmocniejsza strona partii prezesa. Ale to kosztuje. Jak tłumaczą działacze, prezes zachorował wskutek takiej właśnie aktywności. 25 stycznia spotykał się z sympatykami w Skarżysku-Kamiennej i Jędrzejowie. Następnego dnia brał udział w konferencji PiS w Starym Lubotyniu na Mazowszu. To tam musiało go „zawiać”, mówią ludzie z otoczenia Kaczyńskiego. Cóż, „naczelnik” jest coraz starszy; aktywność musi powoli zacząć ograniczać, nikt nie jest z żelaza.
Gra o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim w PiS trwa już od dawna
Ale to też żadne odkrycie; świetnie wiedzą o tym w PiS, gdzie od dawna już toczy się gra o sukcesję. To zresztą główny podtekst konfrontacji partyjnych koterii; między innymi szeroko opisywanego konfliktu między „maślarzami” i „harcerzami”. Jeszcze niedawno wieściłem na tych łamach, że przewagę mają „maślarze”, którzy będą chcieli wypchnąć z partii frakcję Mateusza Morawieckiego. Dziś zmieniam zdanie; pozornie Kaczyński zapanował nad partyjnymi waśniami, ale dziś już wiadomo, że starcie wygrał Morawiecki. Co jest tego dowodem? O tym za chwilę. Bo ważniejsze jest, że to nie „maślarze” wykonali w ubiegłym roku tytaniczną i kluczową dla przywództwa w partii pracę pozyskania „terenu”, tylko były premier. Był wszędzie, spotykał się z liderami lokalnych struktur w całej Polsce; przekonywał, tłumaczył, ściskał prawicę komu trzeba. Bez hałasu i fanfar. Tak wzmocniony miał odwagę przeciwstawić się Kaczyńskiemu organizując rozłamową wigilię (pisałem, że to liczenie szabel), czy mówiąc publicznie (w PiS to herezja) o możliwych rządach w koalicji z Tuskiem. Gdyby był słaby, zostałby spalony na partyjnym stosie. Ale nic takiego się nie stało. Do konfrontacji z Kaczyńskim nie doszło.
Czytaj więcej
Nie Jarosław Kaczyński został wskazany w sondażu pracowni Opinia24 dla "Faktów" TVN i TVN24 w odpowiedzi na pytanie „kto byłby obecnie najlepszym p...
Co może Mateusz Morawiecki?
Możliwe, że prezes poczuł, że ma naprzeciw siebie nie „kapciowego”, tylko realnego konkurenta z poparciem w strukturach partii i wśród wyborców. Morawiecki to zdecydowany lider zaufania wśród polityków PiS. W rankingach zaufania już listopadzie miał pięciopunktową przewagę nad Kaczyńskim, dziś urosła ona do 7 punktów. W przypadku „maślarzy” nikt z nich w czołówce sondaży nawet nie zaistniał.
Czy Morawiecki może – co jest jego planem – już czuć się sukcesorem Kaczyńskiego? Z pewnością nie. Jego liczna konkurencja jest wciąż silna. Jednak zbudował się na tyle, że może – moim zdaniem – walcząc konsekwentnie o poparcie przez cały 2026 r., tuż przed wyborami kopnąć w stolik i wyprowadzić z partii nawet stu posłów. Coraz cichszy w polityce Jarosław Kaczyński pewnie powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że zmiana generacyjna w PiS i na prawicy już nastąpiła. W tej logice główna oś pojedynku o przywództwo między PiS i całą resztą będzie w tym roku przebiegała na linii Nawrocki – Morawiecki. Swoją drogą to największy powyborczy paradoks, że personalny wybór prezesa – Karol Nawrocki – stał się dla PiS największym zagrożeniem, a Mateusz Morawiecki jej nadzieją.
Co może uderzyć w Morawieckiego? Tylko postępowania prokuratorskie. Ale te toczą się na tyle powoli, że Morawiecki dostał czas, by ugrać swoje.