Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski dotrzymał słowa. W pierwszych słowach swojego wystąpienia podkreślił, że to już dziesiąty raz, kiedy przedstawia przed Sejmem wytyczne polityki zagranicznej RP. Ale też obiecał, że w rutynę nie wpadnie.
I faktycznie, jeszcze nigdy szef MSZ wolnej Polski nie wyraził tak daleko idącej ostrożności wobec sojuszu z Ameryką. Sikorski, co prawda, starannie podkreślił, że Ameryka pozostaje najważniejszym partnerem naszego kraju, gdy idzie o bezpieczeństwo. Przypomniał też obietnicę Donalda Trumpa utrzymania, a może i zwiększenia liczebności amerykańskich wojsk nad Wisłą.
Czytaj więcej
Dla Stanów Zjednoczonych bardzo trudno byłoby zaakceptować po wyborach parlamentarnych rząd z udziałem Grzegorza Brauna - ostrzega Thomas Rose, amb...
Ale od razu dodał, że nie możemy być „frajerami”, którzy nie dostrzegają, jak zmienia się Ameryka. A zmienia się dla Polski niekorzystnie. Europa nie tylko spada na coraz dalsze miejsce na liście priorytetów Waszyngtonu, ale Biały Dom potencjalnie widzi Rosję jako partnera gospodarczego po ewentualnym resecie. Minister wskazał, jak administracja Trumpa wprowadza wobec Europy arbitralne cła, grozi przejęciem jej terytoriów (Grenlandia) i wspiera partie skrajnej prawicy (jak AfD). Sikorski przypomniał też, jak na Konferencji Jałtańskiej prezydent Roosevelt uzyskał zapewnienie Stalina, że Związek Radziecki wejdzie do wojny z Japonią. Ale w zamian zgodził się, aby Polska i reszta Europy Środkowej znalazły się pod wpływem Moskwy. – Ameryka swoje interesy narodowe zapewniła, my za nie zapłaciliśmy – oświadczył minister.
Europa powinna być trzecią potęgą świata obok USA i Chin
Sikorski zasugerował, że to może się powtórzyć, jeśli Amerykanie będą potrzebowali wsparcia Rosji w starciu z Chinami.
Jakie jest z tego wyjście? – Wybiła godzina Europy! – oświadczył Sikorski. Jego zdaniem sposób, w jaki zakończy się wojna w Ukrainie, rozstrzygnie o tym, kto poza Ameryką i Chinami stanie się trzecią potęgą na świecie. – Czy będzie to Unia, czy Rosja? Interes Polski jest oczywisty – stwierdził minister. I rozprawił się z kluczowymi argumentami zwolenników polexitu z prawej strony sceny politycznej. Zaczynając od upiornej wizji uzbrojonych po zęby i rządzonych przez AfD Niemiec oraz znacznie uboższej Polski w sytuacji, gdyby Unii Europejskiej nie było. Bo zdaniem Sikorskiego wciąż aktualna jest wizja założycieli Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, którzy chcieli integracji europejskiej, aby poddać kontroli odradzające się Niemcy.
Czytaj więcej
Na rok przed odejściem z Pałacu Elizejskiego Emmanuel Macron próbuje raz jeszcze przekształcić Unię w potęgę równą Ameryce i Chinom. Ale bez Niemcó...
Jaka jest alternatywa? – Do jakich czasów należałoby wrócić? Cedyni, Grunwaldu, Zaborów czy może II Wojny Światowej – rzucił minister pytanie ku opustoszałym ławom po prawej stronie sali obrad. – Niektórzy zatrzymali się w swojej analizie na „Krzyżakach” Sienkiewicza – kwitował.
Większość Polaków podziela obawy wobec USA
I zaczął wymieniać długą listę argumentów za postawieniem na integrację europejską. Jak to, że Unia od ekologii po politykę migracyjną i stosunek do Rosji właśnie teraz przyjmuje tradycyjne polskie postulaty. Czy też przykład Zjednoczonego Królestwa, które płaci wysoką cenę za brexit. Albo niezwykłe korzyści finansowe (prawie 170 mld euro netto), jakie uzyskała Polska od momentu wejścia do UE. Podkreślił też, że zawetowanie programu kredytów na zbrojenia SAFE oznaczałoby, że Polska nie przygotuje się na czas na ewentualny atak Rosji. A więc ci, co storpedują ten program, będą za to po części odpowiedzialni.
Czytaj więcej
Uznając, że prezydent nie miał prawa wprowadzać karnych ceł, Sąd Najwyższy ratuje amerykańską demokrację. I być może zadaje śmiertelny cios ruchowi...
W ten sposób starcie przed przyszłorocznymi wyborami zostało ustalone i na poziomie polityki zagranicznej. To miałaby być dla Sikorskiego rozgrywka między eurorealistami a naiwnymi zwolennikami Ameryki. Na razie sondaże dają tu zwycięstwo obozowi rządowemu: przykładowo w sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” ponad połowa Polaków nie widzi już w Stanach Zjednoczonych wiarygodnego sojusznika, a tylko co trzeci ma odmienne zdanie.