W 2017 r. 39-letni były minister finansów uwiódł Francuzów obietnicą wyrwania z marazmu nie tylko ich własnego kraju, ale całej Zjednoczonej Europy. W noc wyborczą ogłosił swój tryumf na dziedzińcu Luwru przy dźwiękach nie Marsylianki, ale instrumentalnej wersji Ody do Radości z IX Symfonii Beethovena: europejskiego hymnu.
Dziewięć lat później reformatorski bilans prezydenta Emmanuela Macrona na polu krajowym pozostaje skromny. Nie udało się pobudzić wzrostu gospodarczego i uzdrowić jego finansów. Bezrobocie znów zbliża się do 8 proc. osób w wieku produkcyjnym. Przede wszystkim jednak, rozbijając system partyjny i nieopacznie rozpisując przedterminowe wybory parlamentarne w 2024 r., Macron otworzył drogę do władzy dla skrajnej prawicy, która, jeśli wierzyć sondażom, ma dziś największe szanse zdobyć Pałac Elizejski wiosną przyszłego roku.