Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie tylko lubi „zarządzać poprzez konflikt”, ale sprawia wrażenie, że uznaje konflikt czy spór za naturalny stan polityki. Jeśli tak, to obecny stan PiS może uważać za bliski naturalnemu, bo po tym, jak Kaczyński w czwartek w Radiu Maryja powiedział, że wybrał już kandydata na premiera – który jednocześnie poprowadzi PiS w kampanii wyborczej – w partii gotuje się od spekulacji i domysłów. W efekcie mamy chaos, który wykracza poza zwykłe walki frakcyjne.
Czy Kaczyński dokonał rzeczywiście wyboru? Nawet to nie jest pewne
Zacznijmy od początku. W grudniu ubiegłego roku na Nowogrodzkiej pojawił się pomysł, by PiS w Sejmie zgłosiło kandydata na premiera. Czyli powtórzyło wariant z prof. Piotrem Glińskim z 2012 r. Był to moment, gdy w partii narastała fala uznania dla tego, jak szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki radzi sobie na sejmowej trybunie w starciu z Donaldem Tuskiem. I m.in. dlatego Bogucki był pierwszym kandydatem na kandydata. Jednak zablokował to prezydent Karol Nawrocki, o czym jako pierwsza napisała „Rzeczpospolita”.
Czytaj więcej
„Który z tych polityków PiS młodszego pokolenia byłby Pani/Pana zdaniem dobrym kandydatem na prem...
Po świąteczno-noworocznej przerwie temat funkcjonował w spekulacjach, ale zamarł po tym, jak prezes Kaczyński trafił do szpitala, a później pracował zdalnie. Po powrocie Kaczyński ocenił sytuację i uznał, że czas na konkretne decyzje. W czwartek, 19 lutego, na antenie Radia Maryja prezes PiS powiedział, że dokonał już wyboru. To uruchomiło potężną falę spekulacji i wywołało ferment w partii.
Zapewne jest on przejściowy i umrze śmiercią naturalną po tym, jak nazwisko zostanie ujawnione. Teraz jest ostatni moment dla frakcji, by w pełni zamanifestowały swoje ambicje i wpływy – oceniają nasi rozmówcy z PiS. Nasi informatorzy przyznają jednak, że nie jest jasne do końca, czy Kaczyński rzeczywiście podjął decyzję w sprawie kandydata na premiera, czy też po prostu chce wysondować reakcję poszczególnych frakcji.